Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 301159.30 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.69 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Styczniowa wiosna cz.2

Niedziela, 19 stycznia 2014 · dodano: 19.01.2014 | Komentarze 0

Ze względu na niezwykłą pogodę w środku zimy, trochę wolnego czasu oraz chęci (tych ostatnich na rower raczej nie brakuje), postanowiłem zrobić sobie mały dwudniowy sobotnio- niedzielny wypadzik. W piątek uważnie przestudiowałem prognozy pogody na weekend. Te były pomyślne. Wziąłem zatem mapę do garści i wytyczyłem sobie trasę. Oczywiście nie mogła być zbyt forsująca, bo forma raczej słaba. Poza tym styczeń nakłania do rowerowej pokory. Cel wypadł na miejscowość Chocianów. W piątek wieczorem sprawdziłem możliwość noclegu.Znalazłem go w hotelu „Pod Dębem”. Cena nie była zbyt wygórowana, zatem szybk otelefonicznie zarezerwowałem sobie miejsce.
Prz ywyborze trasy przyświecał mi cel zaliczenia nowej gminy oraz wielu „dziewiczych” miejscowości. Rzeczoną gminą była Gromadka, położona wśród lasów gmina w powiecie bolesławieckim. Jakoś do tej pory broniła się skutecznie przedmoimi atakami. To taki żarcik. Gminy świadomie zaliczam od roku. Wcześniej po prostu lawirowałem obok.
Do boju wyruszyłem w sobotę po dziewiątej. Skromny bagaż zmieściłem w plecaku. Dzień był piękny, słońce wzięło się do roboty. Przypominał dni z połowy marca,choć szosy były mokre po nocnym deszczu. Beztrosko przemierzałem kilometry.Czułem się jak na prawdziwej wyprawie. Nocleg poza domem, nowe widoki, nowe drogi… Po przejechaniu może 20 kilometrów poczułem, że tylne koło lekko się miota! Guma! Pomacałem fachowo nad wyraz brudną oponę. Powietrze zeszło, ale jednak w oponie było jako-takie ciśnienie. Dopompowałem i pojechałem dalej. Ze dwa razy jeszcze stawałem, by zrobić użytek z pompki, nim zrozumiałem, że tak dalej się nie da. Na przystanku autobusowym we wsi Dzierżków wyjąłem nowiutką dętkę i resztę potrzebnych rzeczy. Wymiana poszła nawet sprawnie. Ubrudziłem się tylko jak nieboskie stworzenie. Z filozoficznym spokojem przyjrzałem się rowerowi, który znowu miał na sobie chyba z pół kilo błota. A tak zawzięcie pucowałem go w czwartek!
Za Złotoryją wkroczyłem w „dziewicze” tereny. Zawsze w takim przypadku z przyjemnością przyglądam się okolicy. Pogoda cały czas zachwycała. Nawet wiatr nie przeszkadzał. Za wioską Stary Łom zostawiłem swój ulubiony asfalt. Droga gruntowa była nawet przyzwoita. Biegła przez może dwa kilometry – do wioski Osła, pierwszej w zdobytej gminie Gromadka. Miałem jeszcze nieco czasu, a zatem zamiast jechać prosto do swego celu postanowiłem trochę pokluczyć. Przemierzyłem kilka wiosek, dotarłem wreszcie do samej Gromadki. Od niej do Chocianowa jest około16 kilometrów. Było koło czwartej, zatem mocniej nacisnąłem na pedały, by zdążyć przed nocą. W swoim hoteliku zameldowałem się, gdy świat okrył już mrok.Po szybkiej kąpieli wyskoczyłem do miasta, by coś przekąsić. Na obiadokolację była pizza, dość kiepska, ale byłem na tyle głodny, że przełknąłem ją bez marudzenia.
Wieczorem obejrzałem drużynowy konkurs skoków w Zakopanem, wychyliłem puszkę piwa i koło dziesiątej zasnąłem sprawiedliwym snem.
Nazajutrz pierwsza rzeczą, którą uczyniłem było wyjrzenie przez okno. Mam taki odruch.Sprawdzam pogodę. No i co? Mżyło. Styczniowy deszcz może skutecznie zniechęcić do jazdy. Ale jakoś nie przejmowałem się tym. W hotelu zjadłem śniadanie,spakowałem się szybko i w drogę. Żarty się skończyły. Już pierwsze kilometry uświadomiły mi, że całą drogę mam pod wiatr. Wiał z południowego- wschodu, a tam właśnie jechałem. Mżawka powoli ustąpiła, ale z powodu ciężkiego oparu widoczność była może na sto metrów. Zapaliłem tylną lampkę. Zawsze to większa szansa, że jakiś nieuważny kierowca jednak wypatrzy pulsującą czerwień. Wiatr nie był jakiś strasznie mocny, ale bezkompromisowo przeciwny na całej drodze.Już po piętnastu kilometrach miałem lekko dość. W głowie odtwarzałem sobie mapę, szukając jakiejś najbliższej stacji kolejowej. Wsiąść do pociągu byle jakiego… No ale brnąłem dalej. Jazda pod wiatr, szczególnie gdy forma mizerna,uczy pokory. Z początku chciałem ominąć Legnicę, ale okazało się, że wypatrzona przeze mnie na mapie drożyna jest ułudą, jednak musiałem przebijać się przez kilkanaście kilometrów przez to miasto. Ostatnie kilometry jechałem na ostatnich nogach. Zaczęło padać. Niezbyt obficie, ale wystarczająco, by zmoczyć mnie dość skutecznie. Do domu dotarłem po piętnastej.
Czy było warto? No jasne! Choć namachałem się konkretnie, jednak czuję zadowolenie.Wpadła też nowa gmina oraz 27 nowych miejscowości z powiatów złotoryjskiego, legnickiego, bolesławieckiego, polkowickiego i lubińskiego. Już teraz z nostalgią myślę, kiedy następny wyjazd.
Trasa wyjazdu:
Sobota:
ŚWIDNICA-Słotwina-Komorów-Milikowice-(Ciernie)-Świebodzice-Siodłkowice-Dobromierz-Jugowa-Roztoka-Borów-Dzierżków-Gniewków-Czernica-Zębowice-Jawor-Piotrowice-Chroslice-Sichów-Łaźniki-Rokitnica-Kozów-Złotoryja-Uniejowice-Zagrodno-Modlikowice-Jadwisin-Witkówek-Witków-Groble-StaryŁom-Osła-Różyniec-Krzyżowa-Gromadka-Wierzbowa-Pasternik-CHOCIANÓW
Niedziela:
CHOCIANÓW-Chocianowiec-Trzebnice-Marynów-Michałów-Lisiec-ZimnaWoda-Wiercień-Głuchowice-Kochlice-karczowiska-Kochlice-Rzeszotary-Legnica-Bartoszów-Koskowice-Księginice-Mikołajowice-PawłowiceWielkie-Pawłowice Małe-Mierczyce-Skała-Luboradz-Mściwojów-Targoszyn-Goczałków-Graniczna-Strzegom-Międzyrzecze-Satnowice-Pasieczna-NowyJaworów-Stary Jaworów-Witków-Milikowice-Komorów-Witoszów Dolny-ŚWIDNICA





Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!