Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 301159.30 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.69 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dwie stówki

Niedziela, 30 marca 2014 · dodano: 31.03.2014 | Komentarze 0

Przebieg niedzielnej trasy zaplanowałem bardzo szczegółowo. Chciałem połączyć przejechanie ponad 200 kilometrów i zaliczenie paru nowych gmin. Wymyśliłem więc sobie, że ze swojej Świdnicy dotrę do Kluczborka, a stamtąd wrócę wieczorem do domu pociągiem. Sprawdziłem połączenia, były dogodne. W Kluczborku na dworcu powinienem znaleźć się nie później niż o 18:50. Najprostsza droga do Kluczborka dałaby mi około 150 km, nie zaliczyłbym więc zakładanego dystansu oraz nie przejechał przez nowe gminy. Postanowiłem zatem polawirować po Opolszczyźnie.
Z domu wyjechałem krótko po siódmej. Biorąc pod uwagę, że był to pierwszy dzień z „nowym” czasem, dla mnie biologicznie była godzina szósta. Cóż, nie pierwszyzna. Przecież wcześniej nawet wyjeżdżam rano do pracy. No ale w niedzielę żeby zrywać się bladym świtem? Nie miałem innego wyjścia. Bardzo nie lubię być niedoczasie i gonić na złamanie karku na uciekający w mojej wyobraźni pociąg. Już wolę poczekać na dworcu.
Poranek był chłodny. Dlatego cieszyłem się z zimowego odzienia, które dawało ciepło.Miałem i czapkę, i długie rękawice. Nad polami snuły się mgły. Był nawet odcinek tak gęstego oparu, że zastanawiałem się nad włączeniem tylnego światełka, by być lepiej widoczny. Początkowa część trasy była lekko pagórkowata. Nawet cieszyłem się, że mogę trochę się ponapinać, bowiem wiedziałem że na Opolszczyźnie będzie już płaściutko. Około dziesiątej zrobiło się już przyjemnie i wiosennie. Miałem plecak, a w nim chustkę na głowę i letnie rękawiczki. Szybko dokonałem wymiany i zimowe akcesoria powędrowały d oplecaka. Do województwa opolskiego wjechałem od strony Grodkowa. Drogi zrobiły się bardziej płaskie, zarówno jeśli chodzi o wymiar makro (zniknęły podjazdy) jak imikro (asfalt stał się odczuwalnie gładszy). Opolszczyzna wita także plagą jemioły. Ten przykry pasożyt dosłownie zżera całe szpalery drzew. Wiosnę można było wyczuć odurzającym zapachem kwitnących drzew owocowych i wypatrzeć na drodze, na której poniewierały się rozjechane żabie truchła. Płazy w przypływie nieprzezwyciężonej chęci na amory, robiły „to” na milutkim (bo cieplutkim) asfalcie. Niestety kierowcy nie mieli w sobie za grosz romantyzmu, bo któż by się przejmował żabimi harcami.
Aby nie cieszyć się tak do końca z „nieznośnej lekkości jazdy”, wzmógł się przeciwny dla mnie wiatr, generalnie ze wschodu. Nie był to huragan, lecz jednak czuło się opór ściany powietrza. Na „dziewicze” trasy wjechałem na jakimś 120 kilometrze, za Lewinem Brzeskim. Do pierwszej nowej gminy, Murowa, dotarłem, gdy na liczniku wyskoczyło 150 km. Uczciłem to małą wyżerką. W okolicznym lasku, na łonie natury skonsumowałem pęto kiełbasy i półtorej bułki, produkty zakupione w wiejskim sklepiku w stolicy gminy. Moja trasy przecinała lasy, w których jeździ mi się przyjemnie i miło. Lubię zapach żywicy. Parę razy też jechałem krajówkami. Jak na niedzielę ruch był spory. Rowerzystów też było całkiem wielu. Swój sezon rozpoczęli także motocykliści, którzy mijali mnie z potępieńczym wyciem silników swoich maszyn. Po Murowie przyszły kolejne nowe gminy: Łubniany, Turawa i Lasowice Wielkie. Jakoś nawet nie drażniły mnie już dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości. Bo tak naprawdę oryginalne nazwy niemieckie są rzadkie, głównie stanowią dość nieudolną transkrypcję nazw polskich (np. Lasowice Wielkie = Gross Lassowitz).
W Kluczborku zameldowałem się przed osiemnastą. Na stacji paliw kupiłem dwa hot dogi i coś do picia do pociągu.
Potem był już tylko szum kolejowych torów: najpierw jazda do Wrocławia, a stąd następnym pociągiem do Świdnicy. Na rowerze spędziłem nieco ponad 9 godzin (netto), a w pociągach blisko cztery. W domu byłem o jedenastej wieczorem.Jakoś nie czułem wielkiego zmęczenia, dobry znak przed może jakimiś dłuższymi itrasami.
Niedzielna trasa wyglądała następująco: Świdnica-Wiry-Jaźwina-Byszów-Gilów-Piława Górna-Przerzeczyn Zdrój-Ciepłowody-Henryków-Sarby-Grodków-Lewin Brzeski-Popielów-Ładza-Murów-Brynica-Łubniany-Jełowa-Turawa-Kadłub Turawski-Bierdzany-LasowiceWielkie-Chocianowice-Kluczbork.
Parę zdjęć na stronce
https://picasaweb.google.com/102288579913784363005...
Głównie tablice





Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!