Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 301159.30 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.69 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Przygody w lubuskim i pod domem. Wałbrzych-Żary

Czwartek, 28 lipca 2022 · dodano: 29.07.2022 | Komentarze 0

Jazda odbyła się wczoraj. Opis dopiero dziś, bo wróciłem późno i już nawet nie włączałem komputera.

Wziąłem dzień urlopu, wstałem tak jak przy rowerowej jeździe do pracy. O 6:15 byłem już na siodełku. W planach miałem jazdę do województwa lubuskiego, a konkretnie do Żagania. Ranek był chłodnawy, ale przejrzysty. Prawie wcale nie było wiatru. Jechało mi się dobrze po wcześniej skrupulatnie zaplanowanej trasie. Kilometry szybko nabijały się na liczniku. Watro zaznaczyć, że szybko zrobiło się ciepło i przyjemnie. Był letni dzień taki, jaki pamiętam z dawnych lat: słoneczny, spokojny, bez szaleństw z upałem i mocnymi ulewami.

Pod koniec trasy zaliczyłem kilka dziewiczych miejscowości: Długokąty, Parowa i Bronowiec jeszcze na Dolnym Śląsku oraz Klików, Jankowa Żagańska, Mirostowice Dolne oraz Łaz już w lubuskim. Pociąg miałem o 17:15, a pod Żagań podjechałem ze sporym naddatkiem czasowym. Postanowiłem zatem zmienić plany i pokręcić do Żar. Trochę to wydłużyło moją trasę. Na dworcu w Żarach zameldowałem się o 16:30, licznik wskazał 216 km. Podczas jazdy zjadłem pączka i na nim właściwie dotarłem do mety. W Żabce w Żarach kupiłem jeszcze kanapkę, którą spałaszowałem na peronie.

Okazało się, że mój pociąg ma opóźnienie. W końcu przyjechał z 40-minutową zwłoką. Pani konduktorka powiedziała, że „się popsuł”. Trochę to skomplikowało mój powrót, bowiem wątpliwe było, czy złapię kolejny pociąg w Legnicy. Pani konduktorka jednak spisała się wzorowo, zadzwoniła na stację do Legnicy i rzekła, że pociąg będzie czekał. Oprócz mnie ucieszyło się parę innych osób. Pociąg rzeczywiście stał spokojnie, a tylko jak wszyscy maruderzy znaleźli się w środku, ruszył z kopyta. Pociąg jechał do Kłodzka z ominięciem Wałbrzycha, a ja – zgodnie z założeniami – miałem ostatni etap również pokonać na rowerze. Wysiadłem w Jaworzynie Śląskiej, skąd do domu mam dwadzieścia kilometrów z groszem. Było mocno po dwudziestej, a więc musiałem się streszczać.

Robiła się szarówka. Odpaliłem lampki i ze smutkiem stwierdziłem, że ta przednia sygnalizuje stan rozładowania. No ale jakoś jeszcze świeciła. Końcówkę podjazdu między Pogorzałą a Wałbrzychem przebyłem w ciemnościach. Do domu nie dotarłem jednak zbyt szybko.

Oto na dziurawym zjeździe już w Wałbrzych (do ulicy Orkana) znowu złapałem gumę. Nie było szansy na flaku dojechać, a wiec zabrałem się za zmianę dętki. Słabo mi to szło w skąpym oświetleniu ulicznej latarni. Kląłem przy tym głośnio i siarczyście. W końcu się udało. Dopompowałem i wsiadłem na rower. Modliłem się, by dojechać już te ostatnie sześć kilometrów do domu. Udało się, nawet przednia lampka wytrzymała…
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Milikowice-Świebodzice-Olszany-Strzegom-Roztoka-Jawor-Łaźniki-Złotoryja-Pielgrzymka-Lwówek Śląski-Ocice-Nowogrodziec-Osiecznica-Parowa-Ruszów-Iłowa-Konin Żagański-Łaz-Żary
I końcówka:
Jaworzyna Śl.-Stary Jaworów-Milikowice-Pogorzała-Wałbrzych





Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!