Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 301159.30 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.69 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 124.60km
  • Czas 05:31
  • VAVG 22.59km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

We mgle

Czwartek, 5 kwietnia 2012 · dodano: 05.04.2012 | Komentarze 0

Rower został obudzony nieco wcześniej, bo krótko po godzinie trzynastej. Niekiedy (ale dość rzadko) udaje mi się połączyć sprawy służbowe z jazdą na rowerze. Tak było i dzisiaj. Nazwijmy, że mój przedwczesny wyjazd z pracy miał kryptonim „liść tytoniu”. Od rana obszar Dolnego Śląska przytłaczała gęsta i nieprzenikliwa mgła. Widoczność była może na 50-100 metrów. Było przy tym zimno, bo termometry jakoś nie chciały podskoczyć powyżej 2 stopni. W takich warunkach wypuściłem się w trasę. Chmury były tak nabrzmiałe wilgocią, że co jakiś czas wypuszczały drobną mżawkę. Na szczęście o prawdziwym deszczu nie było mowy. Jechałem zatem dość żwawo, bo miałem zameldować się o określonej godzinie w określonym miejscu. Zdążyłem na czas, potem była ok. półgodzinna przerwa w jeździe (trwała akcja „liść tytoniu”). O piętnastej znowu byłem wolnym człowiekiem i mogłem jechać gdzie oczy poniosą. A poniosły mnie m. in. Na Pogórze Kaczawskie. Jest tam sporo podjazdów, a drogi niestety są dziurawe jak po bombardowaniu. Zatem jechałem wolno na podjazdach (bo na szybką jazdę pod górę jakoś nie mam sił) i dość wolno na zjazdach (by się nie wywalić i nie pozostać na Pogórzu Kaczawskim dłużej niż planowałem). W trakcie tej jazdy mgła stopniowo odeszła. Może wyjechałem z obszaru, którym zawładnęła, a może po prostu jakoś całkowicie się rozproszyła na większej powierzchni. W pewnym momencie stwierdziłem, że jestem w niedoczasie. Mam na myśli sytuację, kiedy wyliczyłem sobie, że dość marne mam szanse na powrót do domu przy dziennym świetle. Znacie to uczucie? Niektórym może jest obce, bo ze swobodą jeżdżą po zmierzchu. Dla mnie jest to jednak coś okropnego. Zatem nacisnąłem mocniej na pedały. Nawet wiatr zaczął mi na koniec nieco pomagać. Prawdę mówiąc dzisiaj wiało bardzo symbolicznie, przynajmniej w porównaniu do soboty, zatem podmuchy nie determinowały warunków jazdy. Do Świdnicy udało mi się dotrzeć o godz. 19:30. Normalnie byłoby jeszcze jasno, ale z powodu całkowitego zachmurzenia, było raczej ciemno. W trakcie jazdy zaliczyłem „dziewiczy”, ale jakże dziurawy odcinek. Było to między miejscowościami Pastwenik a Płonina. Na trasie nie spotkałem ANI JEDNEGO rowerzysty (nie licząc babci jadących z zakupami i gości w gumofilcach). No ale w taką pogodę na trasę wyruszają chyba tylko psychopaci.
Dzisiejszy dystans 124,6 km przy średniej 22,6 km/h na trasie: Wałbrzych-Szczawno Zdrój-Stare Bogaczowice-Jaczków-Marciszów-Domanów-Pastwenik-Kaczorów-Wojcieszów-Świerzawa-Pomocne-Jawor-Mściwojów-Strzegom-Stanowice-Stary Jaworów-Świdnica.





Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!