Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 301159.30 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.69 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2019

Dystans całkowity:1940.90 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:88:10
Średnia prędkość:22.01 km/h
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:129.39 km i 5h 52m
Więcej statystyk

Zimnica. Przełęcz Walimska

Czwartek, 11 kwietnia 2019 · dodano: 11.04.2019 | Komentarze 0

Ubrałem się dzisiaj zimowo. Nie uchroniło mnie to jednak przed sporym wyziębieniem. Chłodne powietrze cały czas zalega nad Dolnym Śląskiem. Jazdę odbyłem korzystając z tego, że do pracy nam na późne popołudnie. Wybrałem się w Góry Sowie. Czekała na mnie Przełęcz Walimska, którą zaliczam świadomie od początku mej rowerowej przygody (w przeciwieństwie do opisanej ostatnio Przełęczy Sulistrowickiej). Podjazd na nią jest też zupełnie innej kategorii. Udało mi się wdrapać na nią na największej tarczy, ale nieco się namęczyłem. Zjazd do Pieszyc odebrał mi sporo ciepła. Kiedyż będzie można jeździć w krótki rękawku? Napisałbym jeszcze co nieco, ale spieszę się do pracy.

Dzisiejsza trasa: Świdnica-Jugowice-Walim-Przełęcz Walimska- Pieszyce-Bielawa-Owiesno-Piława Górna-Gilów-Roztocznik-Jaźwina-Wiry-Marcinowice-Gruszów-Stefanowice-Wilków-Niegoszów-Świdnica.




Świadome zdobycie przełęczy. Sobótka

Wtorek, 9 kwietnia 2019 · dodano: 09.04.2019 | Komentarze 0

Ochłodzenie doszło i na Dolny Śląsk. Wczoraj jeszcze było przyjemne ciepełko, dziś już niestety chłód nastał nad światem. Wiedząc o tym, rano ubrałem się solidnie. Do łask wróciły polarowa czapka, długie rękawice oraz grube skarpety. Wszystko przydało się znakomicie. Rano mogło być ciut powyżej zera. W Świdnicy temperatura była nieco wyższa niż w Wałbrzychu. Gdy dojeżdżałem do pracy nierzadkim widokiem były oszronione szyby na samochodach. Ja jednak nie zmarzłem. Zacny przyodziewek spełnił swoją rolę. Mimo wrażenia ciężkiej jazdy, na liczniku odczytałem najlepszy czas dojazdu w tym roku.

Z pracy zwolniłem się po pierwszej. W planach miałem odwiedzić swojego kolegę, który serwisuje mój rower. Swój warsztat ma zaledwie dwa kilometry od miejsca mojej pracy. Pogadaliśmy trochę o starych Polakach, a w międzyczasie wymienił mi łańcuch i przejrzał resztę. Można jechać!

Po południu też było raczej chłodno. Poranny ubiór nie musiał być zdejmowany. Wrażenie zimna potęgował lodowaty wiatr. Z Wałbrzycha wyjechałem ścieżką przez Podzamcze i dalej ku Dziećmorowicom. Rower spisywał się nie najgorzej.

Powędrowałem w okolice Ślęży. Ta tajemnicza góra niedawno odkryła przede mną kolejny swój sekret. Oto okazało się, że bezimienny dotąd dla mnie podjazd, który zaliczyłem sporo razy, ma swoją nazwę. Jest to Przełęcz Sulistrowicka (280 mnpm). Nowinę tę odkryłem przeglądając google. Nie pozostało mi zatem nic innego jak zdobyć ten podjazd już okraszony nazwą. Podjazd jest raczej mizerny, ale brnąłem też pod spory wiatr. Przełęcz Sulistrowicka nie chciała łatwo dać się zdobyć. No ale się udało. Do domu dotarłem nieco przed dziewiętnastą.

Dzisiejsza trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-Dziećmorowice-Lubachów-Bojanice-Lutomia Dolna-Mościsko-Tuszyn-Jaźwina-Słupice-Oleszna-Przełęcz Sulistrowicka-Przemiłów-Sobótka-Marcinowice-Gruszów-Stefanowice-Wilków-Niegoszw-Świdnica.




Góry Stołowe sometimes. Kudowa Zdrój

Niedziela, 7 kwietnia 2019 · dodano: 07.04.2019 | Komentarze 0

Jazdę do Kudowy z reguły organizuję sobie na początek sezonu. Jest ona pewnym testem formy i samozaparcia. Dystans jest przyzwoity, a i rzeźba terenu zmusza rowerzystę do mocnego napięcia mięśni. Pogoda sprzyjała, było wiosennie i ciepło, a poza tym wiatr miał w końcu nieco ucichnąć. Nie pozostało zatem nic innego, tylko wybrać się do Kudowy. Po kilku latach jazd utartą trasą, postanowiłem zrobić pewną odmianę. Jej najistotniejszym elementem był wjazd na Przełęcz Lisią od innej niż zwykle strony, a więc od Karłowa. Początkowe harce przygotowały mnie do zasadniczej wspinaczki. Dawno nie jechałem od tej strony i nieco obawiałem się podjazdu. W pamięci miałem jego srogie stromizny. Okazało się, że pamięć nieco mnie zawiodła. Nie taki diabeł straszny jak go malują. Jechało mi się przyjemnie, a łańcuch nie opuścił blatu. Do pełni szczęścia zabrakło dobrej jakości asfaltu. O ile na podjeździe nie miało to większego znaczenia, o tyle na zjeździe już i owszem. Należy zaznaczyć, ze stan nawierzchni się nie zmienił od zeszłego roku. Zaznacza się tu pewna symetria. Początek podjazdu i koniec zjazdu jest przyzwoity. Odcinek środkowy garbu jest kiepski. Należy do tego dodać sporo piachu, który zalega na drodze po zimie i nie ułatwia jazdy.

W Kudowie multum ludzi i samochodów. Sezon się zaczął. Pensjonariusze sanatoriów plątali się w poszukiwaniu miłości. Jak postanowiłem odnaleźć nie miłość, lecz przybytek z jadłem. Wiedziałem, że zaraz za czeską granicą powinna być mała knajpka. Knajpka była, ale niestety jeszcze nie funkcjonowała. Na głodzie przebrnąłem kilkanaście kilometrów, by w końcu we wsi Zdar nad Metuji ulokować się w małej hospudce. Wielka porcja knedlików z madziarskim gulaszem nasyciła mnie w zupełności. Do domu miałem jeszcze około 70 kilometrów, a więc kalorie się przydały.

Warto zaznaczyć, że na trasie spotkałem całe masy rowerzystów, zarówno po naszej stronie, jak i zwłaszcza po czeskiej. Do domu przyjechałem po osiemnastej. Forma jakby lepsza, bo jakoś jazda mnie nie umęczyła.

Dzisiejsza trasa: Świdnica-Jugowice-Głuszyca-Świerki-Nowa Ruda-Ścinawka Średnia-Radków-Karłów-Przełęcz Lisia-Kudowa Zdrój-Mala Cermna-Hronov-Police nad Metuji-Zdar nad Metuji-Teplice nad Metuji-Mieroszów-Rybnica Leśna-Głuszyca-Jugowice -Świdnica.




Guma cię nie ominie. Broumov

Czwartek, 4 kwietnia 2019 · dodano: 04.04.2019 | Komentarze 0

Tym razem poranna jazda do pracy nie odbierała ciepła. Temperatura oscylowała w okolicach dziesięciu stopni i było nawet komfortowo. Do pracy dojechałem tuż po siódmej w czasie dwie minuty poniżej godziny. Jakoś ustabilizowałem się na tym poziomie i za diabła nie mogę odgryźć choćby minutki. No ale było gorzej. Znowu wyjechałem godzinę wcześniej, czyli o 14:30. Tym razem przebijałem się przez Wałbrzych. Nie jest to szczyt marzeń dla rowerzysty. Tym razem jednak wybrałem centralną oś miasta ulicami Wrocławską i Armii Krajowej. Nie ma tam na szczęście znienawidzonych przeze mnie ścieżek rowerowych. Jechało się nawet znośnie, nie licząc wściekłego wiatru rzygającego w twarz miejskim pyłem. Z Wałbrzycha wyjechałem przez dzielnicę Gaj. Podjazd ten zaliczyłem pierwszy raz w tym roku. Miałem nadzieję, że drogę choć trochę naprawiono. Niestety. Prezydent miasta po okresie bujnych działań chyba dołączył do grona gnuśnych poprzedników. Niby było ciepło i słońce, ale ciągle wiał zimny wiatr. Po godzinie naszły chmury i zrobiło się nieprzyjemnie. Brnąłem pod wiatr do czeskiego Broumova. Od tego miasta zawróciłem i przez jakiś czas jechałem z wiatrem. Później żywioł lekko się odwrócił i znowu musiałem mocniej nacisnąć na pedały.

Z pewną zgryzotą odnotowałem, że znowu zaczęto grzebać przy drodze wokół Jeziora Bystrzyckiego. Tym razem wzięto się za remont mostu na rozjeździe Lubachów-Michałkowa. No ale sklecono kładkę i można było przenieść rower. Przed Świdnicą znowu wjechałem w strefę remontów. Ciągnięta jest kanalizacja w kierunku Bystrzycy Dolnej. Ze sporym impetem wbiłem się w poprzeczną wyrwę w drodze. Rower wraz ze mną aż podskoczył. Przez sekundę byłem pewny, że będzie guma. Jakoś się jednak udało. Do Świdnicy dojechałem o wyraźnej szarówce. W domu, gdy pomacałem przednie koło, okazało się, że było wiotkie jak tyłek starej baby. No cóż, jutro czeka mnie wymiana kiszki.

Dzisiejsza trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-(Gaj)-Mieroszów-Mezimesti-Broumov-Hyncice-Ruprechtice-Mezimesti-Viznov-Nowe Siodło-Mieroszów-Rybnica Leśna-Głuszyca-Jugowice-Jez. Bystrzyckie (tama)-Lubachów-Bystrzyca Dolna-Świdnica.




Poranne podrygi zimy. Niemcza

Wtorek, 2 kwietnia 2019 · dodano: 02.04.2019 | Komentarze 0

Ranek był mroźny. W czasie mej jazdy do pracy szczególnie wymarzły mi stopy. Gdy w pracy w łazience stąpałem po ceramicznych kafelkach, wydawało mi się, że grzeją. A warto zaznaczyć, że w tejże łazience nie ma ogrzewania podłogowego. Z domu wyjechałem ciut po szóstej. Po zmianie czasu pora ta otulała mnie szarością, ale po paru minutach leniwie podniósł się dzień. Jako się rzekło, było zimno. Po drodze założyłem wszystkie cieplejsze składniki mego odzienia, które dotąd wiozłem w plecaczku. Niestety na stopach miałem cieniutkie skarpetki, które nie chroniły przed kąsaniem zimna. Ciepły poranny prysznic wlał we mnie życie.
Z pracy zwolniłem się godzinę przed czasem, czyli o 14:30. Pierwsze 50 kilometrów to była orka pod wiatr. Prędkość oscylowała w granicach 16-18 km/h na płaskim. Nie wspomnę ile wynosiła na podjazdach. W Dzierżoniowie okazało się, że zamknięty jest mój kierunek wyjazdowy na Niemczę. Najpierw nieco pokluczyłem przez miasto, a potem przebijałem się przez zdartą remontowaną drogę. Zgodnie ze swoją dość dziwaczną zasadą, Niemczę uznałem za zaliczoną, gdy okrążyłem jej najstarszą część wzdłuż starych murów. Od Niemczy miałem już z wiatrem, ale był on zdecydowanie słabszy niż ten przeciwny. Cóż, taki los…

Dzisiejsza trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-Stary Julianów-Modliszów-Bystrzyca Górna-Bojanice-Pieszyce-Dzierżoniów-Gilów-Niemcza-Gilów-Roztocznik-Jaźwina-Wiry-Jagdonik-Świdnica.