Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 313190.10 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.66 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Grudzień, 2025

Dystans całkowity:211.40 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:10:46
Średnia prędkość:19.63 km/h
Liczba aktywności:2
Średnio na aktywność:105.70 km i 5h 23m
Więcej statystyk

Po chorobie. Wałbrzych-Raszówka

Sobota, 20 grudnia 2025 · dodano: 20.12.2025 | Komentarze 0

W zeszły czwartek poczułem dziwne sztywnienie w prawej nodze. Dokładnie mówiąc w jej górnej części, z tyły, gdzie cztery litery łączą się z udem. W kolejny dzień zaczęło mnie boleć. W sobotę nie mogłem już chodzić, a do toalety w mieszkaniu brnąłem po ścianach. Niedziela była apogeum bólu. Pomyślałem, że dopadła mnie rwa kulszowa. Parę tygodni trudnego leczenia i rozbijania choroby zastrzykami. W poniedziałek postanowiłem iść do lekarza, ale rano już mnie bolało jakoś mniej. Zwlokłem się i pojechałem do pracy. Od koleżanki pożyczyłem kulę do chodzenia i jakoś sobie radziłem. Wtorek i środa to powolne zdrowienie. W czwartek poczułem się już całkiem normalnie. Cokolwiek to było, zagoiło się jak na psie. Dziękowałem opatrzności za powrót do zdrowia.
A więc dziś na rower. Po raz drugi dosiadłem Starego Zdechlaka, bowiem spodziewałem się śliskiej drogi. W nocy padało, bo asfalty były wyraźne zlane. Temperatura na małym plusie.
Po 25 kilometrach dopadł mnie deszcz. W grudniu to żadna przyjemność. Kląłem na aurę bardzo brzydkimi słowy. Na grzbiet zarzuciłem kurtkę, a głowę zabezpieczyłem kapturem. Jakoś się jechało. Dzień był ponury. Czarne chmury i mgła ograniczały widoczność. Deszcz to ustawał, to się pojawiał. Byłem trochę podziębiony, a więc już widziałem oczyma wyobraźni, że dopadnie mnie mocniejsze choróbsko. W planach miałem zaliczenie pięciu dziewiczych miejscowości na granicy powiatów legnickiego i lubińskiego. Za Miłogostowicami pojechałem jednak źle i wylądowałem w okolicach Raszowej Małej (zamiast w Buczynce). Zmartwiło minie to nieco, bo ten ostatni odcinek wiódł przez leśną drogę gruntową. Zdechlak dobrze się nadawał do jej pokonania, a na szosówce będzie już w przyszłości gorzej. Rower na tej drodze umorusałem w sposób haniebny. Cała rama i napęd kleiła się od błota. Teraz będę musiał go solidnie oczyścić. Po dwóch tygodniach bezczynności oraz chorobie, moja forma była kiepska. Ledwo dowlokłem się do Raszówki, gdzie zakończyłem jazdę na stacji kolejowej. Na peronie zgadałem się z rowerzystą Jankiem. On też wybiera się na dalsze wyprawy. Wymieniliśmy się telefonami. Może wykroi się z tego jakaś fajna wspólna jazda w przyszłym roku.
Na dworcu w Legnicy miałem trochę czasu, zjadłem zatem tosta. Byłem strasznie głodny. Do domu dotarłem o 18:30. Mimo zmęczenia odczułem satysfakcję.


Dzisiejsza trasa
https://mapy.com/s/pasalemeve




Po przerwie. Udanin

Niedziela, 7 grudnia 2025 · dodano: 07.12.2025 | Komentarze 0

Po dwóch tygodniach znowu na rowerze. Atak zimy zniweczył plany jazdy na przełomie listopada i grudnia. Choć tak na dobrą sprawę tydzień temu mogłem się bujnąć, ale mi się nie chciało.
Od paru dni u mnie odwilż. Deszcz z poprzednich dni skutecznie spłukał resztki śniegu. Drogi zatem były czarne, ale mokre. Temperatura na lekki plusie. Ubrałem się odpowiednio, a więc raczej nie przemarzłem.
Pierwszy odcinek zawiódł mnie na giełdę staroci w Świdnicy. Mój gruby portfel pozostał jednak nienaruszony, bowiem moi znajomi handlarze z numizmatami dziś się nie pojawili. Pooglądałem inne stoiska, ale zakupów nie poczyniłem. Niby gotówka została, ale poczułem pewien niedosyt.
Pierwsza cześć jazdy była z wiatrem. Dosiadłem dziś Starego Zdechlaka z takim oto planem, by dociągnąć jego przebieg do trzech tysięcy kilometrów. Stalowy rumak nieco mi ciążył. Poczułem to zwłaszcza, gdy po zatoczeniu koła zacząłem brnąć pod wiatr. Ostatni podjazd z Lubachowa zrobiłem już na sporym zmęczeniu. Płuca wytrzymywały, ale niestety łapały mnie skurcze. To efekt dwutygodniowego rozbratu z rowerem. No ale jakoś doczłapałem. Na liczniku na najstromszym odcinku wyskakiwała prędkość 7-9 km/h. Kiepsko.
Do domu dotarłem za dnia i łapczywie spożyłem odgrzany obiad. Zmęczenie dało mi jednak odczuć, że jeszcze żyję…
Dzisiejsza trasa
https://mapy.com/s/bamobosopa