Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 326342.20 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.58 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2026

Dystans całkowity:1068.50 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:44:45
Średnia prędkość:23.88 km/h
Liczba aktywności:10
Średnio na aktywność:106.85 km i 4h 28m
Więcej statystyk

Ostatni dojazd do pracy. Świdnica

Wtorek, 27 października 2026 · dodano: 27.10.2026 | Komentarze 0

Powoli trzeba myśleć o hamowaniu sezonu. Pierwszym jego objawem jest zakończenie dojazdów do pracy. Dziś był ostatni. Teoretycznie mógłbym to robić dalej, ale po prostu nie chce mi się jeździć dla kilkunastu kilometrów. Nie przesądzam do końca, bo rysuje się tu pewna możliwość. Gdy np. będę miał popołudniówkę lub miejsce pracy w danym dniu poza główną lokalizacją, to pojawi się szansa, o ile pogoda dopisze… Zobaczymy…
Dziś mój organizm jakoś dostosował się do tych ostatków. Jechało mi się ciężko i mozolnie. Życia nie umilał zimny i mocny wiatr.
Dzisiejsze trasy:
- do pracy https://mapy.com/s/ganekofeso
- po pracy https://mapy.com/s/mobusavoma




Spotkanie na dworcu. Wałbrzych-Oleśnica

Sobota, 24 października 2026 · dodano: 24.10.2026 | Komentarze 0

Fatalne prognozy na niedzielę skłoniły mnie do dzisiejszej jazdy. Wczoraj też byłem na rowerze, a więc za bardzo mi się nie chciało, ale nie było wyjścia. Jutro ma być deszcz i wiatr 12 m/s.
Wybrałem się do Oleśnicy, skąd do domu powrót miał być już koleją.
Wyjechałem koło dziesiątej Wiało niezgorzej, dosłownie urywało głowę. We wsi Bojanice zrobiłem mały postój, by zakupić naturalny miód. U mnie miodziarzy jest wielu, ale ten z Bojanic robi jedne z lepszych. Potem przez ponad 100 kilometrów dźwigałem ten słodki balast w plecaku. Po godzinie jazdy wiatr zaczął słabnąć, aż prawie ucichł całkiem.
Jazda była całkiem milutka. Ubrany w gruby strój nie odczuwałem zimna, nawet w pewnych momentach rozpinałem bluzę, bo czułem nadmiar gorąca.
Odrę sforsowałem ciekawą konstrukcją wodną: jazem między Kotowicami a Ratowicami. Już kiedyś tamtędy przejeżdżałem, lecz dość dawno temu, chciałem zatem odnowić swoje wrażenia. Dojazd do jazu odbywa się odcinkiem gruntowym. Dziś był nieco zawodniony, a więc jechało się trudno i powoli. Na szczęście nie ubłociłem zanadto kolarzówki. Jaz był otwarty, a ja po raz kolejny podziwiałem jego konstrukcję oraz widok na Odrę. Jako ciekawostkę mogę rzec, że przejeżdżałem przez dwie miejscowości o nazwie Mościsko. W Oleśnicy byłem po szesnastej, krótko przed odjazdem mego pociągu.
Zupełny szok przeżyłem w czasie przesiadki we Wrocławiu. Oto na peronie spotkałem swoją żonę, która z pracy wracała do domu w Obornikach Śl. Spotkanie było mocno symboliczne, bo w żaden sposób nie umówione. Poza tym Wrocław Główny to wielka stacja, na której w jednym momencie plączą się setki ludzi.
Dzisiejsza trasa:
https://mapy.com/s/julecutunu




Skracanie. Dobromierz

Piątek, 23 października 2026 · dodano: 23.10.2026 | Komentarze 0

Do pracy pojechałem pół godziny później niż normalnie, żeby móc kręcić przy wstającym słońcu, a nie w mroku. Mam ruchomy czas pracy, a więc można było pokombinować. Zwolniłem się półtorej godziny wcześniej, by móc do domu zajechać za dnia.
Trasa nieco mizerna, skrócona wersja tego, co jeździłem miesiąc-dwa temu. Ale trzeba się cieszyć, że coś tam udało się pokręcić. Dzień zimny, wietrzny, ale na szczęście suchy.

Dzisiejsze trasy:
- do pracy https://mapy.com/s/ganekofeso
- po pracy https://mapy.com/s/jefuzupece




Radość z małych rzeczy. Mezimesti

Wtorek, 20 października 2026 · dodano: 20.10.2026 | Komentarze 0

Do pracy miałem gdzie indziej niż zwykle, no i na późniejszą godzinę. Mogłem się też wcześniej urwać z czego skrzętnie skorzystałem.
Dzień był kiepski. Rano zimno, mgła, zawilgłość, mokro na drogach po nocnym deszczu. Po południu zimno, wietrznie i pochmurnie. Mimo tych złych warunków cieszyłem się z możliwości jazdy. Już będzie ich coraz mniej, gdy będzie dzień roboczy. Jesień wypuszcza swe chorobliwe opary.
Dzisiejsza trasa:
https://mapy.com/s/meguhosacu




Od żony. Oborniki Śl.-Jaworzyna Śl.

Niedziela, 18 października 2026 · dodano: 18.10.2026 | Komentarze 0

Nieco zasiedziałem się u małżonki, zatem postanowiłem jechać w kierunku domu rowerem, a ostatni odcinek pokonać ewentualnie pociągiem. I tak też się stało. Dotarłem do Jaworzyny Śl., a z niej do domu bujnąłem się Kolejami Dolnośląskimi.
Dziś był piękny słoneczny dzień. Nawet niezbyt wiało. 

Trasa:
https://mapy.com/s/nobecaloga




Do żony. Wałbrzych-Oborniki Śl.

Piątek, 16 października 2026 · dodano: 16.10.2026 | Komentarze 0

Trasa nieco inna niż poprzednio. Mapkę wkleję później.

A więc trasa:
https://mapy.com/s/cedamosatu




Po chorobie. Mościsko

Środa, 14 października 2026 · dodano: 14.10.2026 | Komentarze 0

Przeziębienie dopadło mnie niespodziewanie, nie wiem, ani jak, ani gdzie, ani od kogo. Gorączka i osłabienie nie pozwoliły na jazdy. Zwłaszcza w weekend kotłowało się we mnie, bo pogoda była niezła, a ja musiałem zostać w domu. Wreszcie wczoraj poczułem się nieco lepiej i dziś postanowiłem zacząć nadrabiać zaległości.
Rano do pracy jechałem przez zlane ulice, bo w nocy padało. Zmoczone ubranie wyłożyłem na kaloryferze, by się wysuszyło. Ubrałem się już prawie zimowo, ale ze względu na niepewny stan zdrowia i panujące chłody, było to trafne rozwiązanie.
Po południu jechało mi się nawet dobrze. Gdzieś tam jeszcze w ciele wylęgały się ogniska gorąca, ale nie czułem osłabienia. Nawet srogi wiatr mnie nie zniechęcał. Trasę zaplanowałem z pewną ostrożnością. Tak czy owak skończyła się era setek po pracy. Dzień coraz krótszy, a ja nie przepadam za jazdą w ciemnościach, a więc i dystanse muszę skracać. Cóż, takie życie.

Dzisiejsze trasy:
- do pracy https://mapy.com/s/mukogojefu
- po pracy https://mapy.com/s/dukanozevu




Wydłużona trasa. Lubawka

Środa, 7 października 2026 · dodano: 07.10.2026 | Komentarze 0

Podczas jazdy porannej licznik wskazał cztery stopnie. Czapkę miałem, ale palce u rąk strasznie mi zmarzły, bo wziąłem krótkie rękawiczki. Jazda była krótka, a więc można było wytrzymać.
W pracy udało mi się zwolnić o trzynastej. Już nie czyniono mi z tym żadnych problemów. Ponoć dzisiaj był ostatni dzień dobrej pogody, bo od jutra straszą kilkudniowym jej pogorszeniem. Zobaczymy…
Po południu dzień obdarowywał słońcem. Po kilku zimnych porankach drzewa gwałtownie pożółkły i sczerwieniały. Na drogach zalegają liście, które kotłują się w mocniejszych podmuchach wiatru.
Trasa była trudna, ze sporą liczbą podjazdów, które w sumie dały ponad 800 metrów przewyższeń. Forma coraz lepsza, szkoda, że jakoś się do niej dobiłem dopiero na koniec sezonu. Zimą pewnie oklapnę. Ale nie ma co rozpaczać, do zimy jeszcze daleko. Przejechałem ciekawy odcinek między Kamienną Górą a Lubawką, przez Przedwojów. Drogę tę ostatnio przemierzałem może 15 lat temu. Jadąc na jej sinusoidzie mogłem przypatrywać się położonej nieopodal ekspresówce S3. Bardzo ładnie prezentuje się na wysokich estakadach.
Już koło Wałbrzycha zmieniłem zaplanowaną trasę. Zwykle tego nie robię, bo nie lubię, ale tym razem skusiłem się. Zamiast pokręcić do domu przez wałbrzyską dzielnicę Gaj, odbiłem na prawo ku Głuszycy. Dodałem sobie 10 kilometrów, ale wszystko było pod kontrolą. Do domu dotarłem za dnia.
Dzisiejsze trasy:
- do pracy https://mapy.com/s/mukogojefu
- po pracy https://mapy.com/s/kezumajava




W nowym stroju. Kąty Wrocławskie

Niedziela, 4 października 2026 · dodano: 04.10.2026 | Komentarze 0

Strój pszczelarski kupiłem jakiś czas temu i do tej pory jeszcze go nie wypróbowałem. Jest to wdzianko letnie, ale postanowiłem dziś go założyć, bo jest wyjątkowej urody. Tonacje barw przechodzą od pomarańczy do żółci (jak kolor miodu), na wzór składają się sześciokąty – jakby komórki w ulu, a na przodzie i z tyłu widnieje wielka czarna pszczoła. Aby nie przemarznąć, pod spód włożyłem coś z długim rękawem i takimiż nogawkami.
Na początku jak w każdą pierwszą niedzielę miesiąca zahaczyłem o świdnicką giełdę staroci. Nabyłem pięć monet 20-fenigowych z lat 1887-1890. Niby tylko miedzionikiel, ale są niezwykłej prezencji... Mój ubiór się wszystkim bardzo się podobał, zarówno na giełdzie, jak i później, kiedy dwa razy stanąłem pod sklepami, by zakupić Heinekena bez procentów.
Dzień niby słoneczny, ale chłodnawy, wiaterek umiarkowany, trasa raczej bez szaleństw w pionie. Można było zatem pociskać.

Dzisiejsza trasa:
https://mapy.com/s/lejaholotu




Dobrze wykorzystany dzień urlopu. Wałbrzych-Rudna

Piątek, 2 października 2026 · dodano: 02.10.2026 | Komentarze 0

Miałem dziś iść do pracy i wcześniej się zwolnić, by sobie kapkę pojeździć. Niestety mój kierownik jest na urlopie, a osoba, która go zastępuje, nie czuje rowerowego bluesa i kazała mi pracować do oporu. No ale wszystkich można przechytrzyć i po prostu wziąłem sobie cały dzień wolny. Tego mi zabronić nie dało rady. Urlopu mam jeszcze sporo, a więc należy korzystać z niego póki dobra pogoda.
Rano jednak nie chciało mi się wyruszać na trasę, bo chwilowe lenistwo we mnie się zalęgło. Przezwyciężyłem je wszakże i o dziewiątej byłem już na kołach. Przyjemność jazdy szybko wypełniła me wnętrze. Cieszyłem się ruchem, słońcem, dobrym stanem organizmu.
Jako cel jazdy wyznaczyłem sobie wieś Rynarcice w powiecie lubińskim. Jest to dla mnie dziewicza miejscowość, czyli w mojej nomenklaturze taka, do której jeszcze nigdy na rowerze nie dotarłem. Jechało mi się szybko, podziwiałem widoki złotej jesieni, wdychałem ciepłe powietrze, łapałem babie lato, które rzuciło się na mnie w wielkiej obfitości.
Gdy dotarłem do Rynarcic licznik wskazywał około 120 kilometrów. Tu miałem dotrzeć do stacji i koleją wrócić do domu. Godzina była jeszcze młoda, do pociągu daleko, a zatem postanowiłem zrobić parę dodatkowych kilometrów i dojechać do Rudnej. W miasteczku zbudowanym na miedzi stawiłem się duży kwadrans przed moim składem. Moja podróż powrotna stanęła pod znakiem podziwu dla Kolei Dolnośląskich. Rzadko tak można powiedzieć, ale tym razem się należy. Miałem mieć dwie przesiadki, w Legnicy i Jaworzynie Śląskiej. W tej pierwszej według rozkładu czekała mnie półtoragodzinna przerwa. Ale jakimś cudem mój drugi pociąg stał jeszcze na peronie, choć miał odjechać trzy minuty przed moim dotarciem do Legnicy. W Jaworzynie zdarzyła się podobna historia, a więc w domu byłem prawie dwie godziny wcześniej niż zakładał mój plan jazdy.
W czasie jazdy nic nie zjadłem ,a więc w domu łapczywie rzuciłem się na pokarm. Mój licznik wskazał jak dla mnie wysoką średnią prędkość. Było to efektem dobrej kondycji i lekko sprzyjającego wiatru.
Dzisiejsza trasa:
https://mapy.com/s/cabodazeco