Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 319099.20 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.61 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2026

Dystans całkowity:1561.60 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:84:32
Średnia prędkość:18.47 km/h
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:97.60 km i 5h 17m
Więcej statystyk

Wreszcie na Cypr. Dzień 3. Ayia Napa-Yenierenkoy

Środa, 10 czerwca 2026 · dodano: 21.06.2026 | Komentarze 0




Wreszcie na Cypr. Dzień 2. Limassol-Ayia Napa

Wtorek, 9 czerwca 2026 · dodano: 21.06.2026 | Komentarze 0




Wreszcie na Cypr. Dzień 1. Achelia-Limassol

Poniedziałek, 8 czerwca 2026 · dodano: 21.06.2026 | Komentarze 0

Po kilku nieudanych podejściach wreszcie pojeździłem po Cyprze. Z moim kolegą Darkiem objechaliśmy wyspę dookoła i wjechaliśmy na Olimbos, najwyższy jej szczyt 1952 mnpm. Trasa przebiegła tak:
https://mapy.com/s/cuvukopade

Jeśli ktoś wyrazi ochotę, to podeślę linka do zdjęć.




Tajemnicza Ślęża. Jordanów Śląski

Sobota, 6 czerwca 2026 · dodano: 06.06.2026 | Komentarze 0

Szprycha wstawiona. A nawet dwie, bo przy centrowaniu koła pękła kolejna. Kupiłem już cały zestaw, są ponoć lepsze, chociaż mój kolega-serwisant rzekł mi, że teraz to wszystko tandeta. Nowe szprychy będą montowane dopiero za dwa tygodnie, bowiem dzisiejsza jazda była ostatnią przed moim wypadem do nieco cieplejszych rejonów.
Trasę urozmaiciłem o wjazd na Przełęcz Tąpadła przy tajemniczej górze Ślęży. Na górę ciągnęły całe tabuny ludzi, a ruch przy parkingach na przełęczy był spory. Dobra pogoda sprzyjała wycieczkom w plener.
Raczej przez dwa tygodnie nie będę wrzucał opisów. Mam nadzieję uzupełnić wszystko po powrocie.

Dzisiejsza trasa:
https://mapy.com/s/babalegeca




Z pękniętą szprychą. Kudowa Zdrój

Czwartek, 4 czerwca 2026 · dodano: 04.06.2026 | Komentarze 0

Po dwuletniej przerwie znowu wybrałem się w Góry Stołowe. Kawałek ode mnie są, a więc zmobilizowałem się na trudniejszą jazdę, bo czekało mnie 1300 metrów przewyższeń. Z domu wybierałem się dość opornie, zjadłem pożywną jajecznicę, przejrzałem internet, rzuciłem okiem na programy serwowane w telewizji. W końcu wyjechałem przed dziesiątą. Prognozy nie kłamały, dzień był słoneczny, chociaż nieco wiało.
Święto zachęciło rodaków do tłumnego wyjścia w plener. Pierwsze tego objawy zaobserwowałem w okolicach czeskiego Skalnego Miasta (Teplic nad Metuji), a w Kudowie to już był istny kociokwik. Ludziska chcieli coś zobaczyć i przy okazji wydać nieco grosza. Ujeżdżacze elektrycznych rowerów też się pokazali. Zastanawiam się po co oni kręcą pedałami, przecież machina sama jedzie. Gorsi byli wszakże motocykliści. Gdy rozpocząłem podjazd Drogą Stu Zakrętów do Karłowa, oni dawali pokazy karkołomnych szarż i palenia gumy. Coś potwornego. Naraz zza zakrętu wyskakiwały całe ich stada, a ścinanie zakrętów było chyba ich ulubioną zabawą.
W Tłumaczowie pod sklepem zorientowałem się, że z tylnym kołem coś było nie tak. Dziwnie skrzypiało. Gdy przypatrzyłem się bliżej, dostrzegłem złamaną szprychę, a koło zaczynało bić o hamulcowe klocki. Do domu miałem jeszcze 45 kilometrów. Strasznie nie lubię jeździć na rowerze w stanie awarii. Zaraz wyobrażam sobie, że w toku jazdy rower całkiem się rozkraczy, a ja oszlifuję asfalt. No ale nie było innej rady, poluzowałem hamulec i ostrożnie ruszyłem dalej. Bez tylnego hamulca jazda nie może być dynamiczna. Kręciłem zatem ospale, cały czas wsłuchując się w dźwięki wydawane przez mój pojazd. Czy czasem nie pęknie kolejna szprycha? Czy koło się całkiem nie zósemkuje? Kolejna awaria w tym roku wprawiła mnie w dość filozoficzny nastrój. Wspominałem kolejne przygody: pęknięcie ramy, złamaną szprychę podczas wyjazdu na Podkarpacie, pękniętą kierownicę oraz ostatni wystrzał dętki na ostrym zjeździe. Co jeszcze mnie spotka.
Tym razem jednak jakoś dotarłem do domu. Rower się nie rozkraczył do końca, a awaria się nie pogłębiła. No cóż, jutro naprawa koła…
W Czechach miałem zjeść obiad, ale przez tę szprychę jakoś mi się odechciało. Zabrane korony wróciły do domu. Na trasie spożyłem wyłącznie dwa banany oraz dwa batony. Dług kaloryczny zlikwidowałem już w domu.
Dzisiejsza trasa:
https://mapy.com/s/monefebace




Zakrętasy. Dobromierz

Wtorek, 2 czerwca 2026 · dodano: 02.06.2026 | Komentarze 0

Dystans ponad sto kilometrów (jak zwykle), ale trasa mocno pokręcona i niezbyt oddalająca mnie od domu. A zatem zakrętasy koło komina. Na powrocie dręczył mnie niespodziewanie silny wiatr. Kląłem na niego, ale nic nie pomogło…

Dzisiejsze trasy:
- do pracy https://mapy.com/s/mopofucuho
- po pracy https://mapy.com/s/fopakuveca