Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 313086.90 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.66 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 111.60km
  • Czas 05:06
  • VAVG 21.88km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiatr, mój przyjaciel i wróg

Sobota, 25 lutego 2012 · dodano: 25.02.2012 | Komentarze 0

Dzisiejsza jazda zdeterminowała była przez wiatr. Jednak istnieje sprawiedliwość na tym świecie! Pierwszą część dystansu jechałem pod piekielny wiatr, a drugą z wiatrem. Przeważnie do tej pory było odwrotnie. Do 50-go kilometra średnia wynosiła coś koło 18 km/h. Męczyłem się strasznie. Proste odcinki były katorgą, a kilka podjazdów przeciw wiatrowi zmuszały mnie do używania bardzo brzydkich słów, które słałem powiewom, ale jakoś zatracały się w tych gwizdach i świstach. No ale druga część trasy była bajeczna. Jechało się szybko bez kręcenia. Poza tym pogoda była całkiem znośna. Drogi przejezdne, na poboczu nieco śniegu, ładny błękit nad głową, miłe promyki słoneczne, które co prawda niezbyt grzały, ale zawsze dodawały otuchy. Wybrałem się lekko przeziębiony, nieco obawiałem się o kryzysy, które mogły dopaść mnie na trasie, tak jak ostatnim razem. Jednak obawy te raczej się nie sprawdziły. Trudno powiedzieć, że forma rośnie, bo jednak namachałem się zdziebko, ale jazda była zupełnie niepodobna do tej sprzed tygodnia. Nawet gardło przestało mi doskwierać. Jazdę odbyłem w pięknym nowym kostiumie Discovery, założyłem cztery koszulki i bluzy oraz dwie pary spodni. Było mi ciepło niesamowicie. Mimo tego słońca, o którym pisałem, ciągle jest jednak luty i nie ma co liczyć na upały. Na trasie dwóch dojrzałem dwóch rowerowych singli oraz w okolicy Kłaczyny całkiem pokaźny peletonik skąłdajacy się z miłośników rowerowania obojga płci. Niestety jechali w drugą stronę i nie było mi dane się podłączyć.
Zaliczyłem też „dziewiczy” odcinek. „Dziewiczym” odcinkiem nazywam taką część drogi, którą po raz pierwszy przejechałem na rowerze. Tym razem był to łącznik między drogą łaczącą Bolków z Jelenią Górą i Bolków z Jaworem, a dokładnie trasa przez Pogwizdów (piękna nazwa dla dzisiejszej jazdy biorąc pod uwagę ciągle wyjący wiatr) i Kwietniki. Odcinek ten będę wspominał nad wyraz dobrze, bo tam właśnie zacząłem jazdę z wiatrem. Na dorodze z Jeleniej Góry widziałem mnóstwo samochodów z bagażnikami na narty. Wracali do domu mieszkańcy Warszawy, Poznanai, okolic nadmorskich. Coś we mnie się śmiało i chciałem im powiedzieć, że słusznie kończą sezon narciarski. Deski do komórki, czas wyciągnąć rowery!
Nieodwołalnie nadchodzi wiosna!
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Witoszów Dolny-Komorów-Świebodzice-Dobromierz-Bronów-Kłaczyna-Bolków-Pogwizdów-Sokola-Paszowice-Jawor-Mściwojów-Goczałków-Strzegom-Stanowice-Stary Jaworów-Komorów-Witoszów Dolny-Świdnica.
Dystans 111,6 km przy średniej blisko 22 km/h.




  • DST 87.90km
  • Czas 04:15
  • VAVG 20.68km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zła pogoda, kiepska forma

Niedziela, 19 lutego 2012 · dodano: 19.02.2012 | Komentarze 0

Sezon został reaktywowany.
Po półtoramiesięcznej przerwie dziś udało mi się pojechać w plener. W ubiegłym tygodniu panowała sroga zima i raczej marne miałem nadzieje na przewietrzenie organizmu. No ale się udało. Na dziś zapowiadano deszcz i prognozy się sprawdziły. Przez jakieś 80% czsu jazdy padał niemiły zimny deszcz. Miał chyba temperaturę niewiele wyższą niż zero stopni Celsjusza. Wody chyba spadło na mnie ze 100 litrów, bo momentami lało intensywnie. Ubrałem się w miarę wodoodpornie, ale przy takim uporczywym opadzie woda przeniknie przez wszystko. Na stopy założyłem foliowe torebki, ale zdały się niewiele. Stopy przemokły najszybciej, a nie jest to nic przyjemnego, bo przez nie (jak i przez głowę) ciepło uchodzi najrychlej. Głowę miałem zabezpieczoną czapką polarową, która dobrze zdała egzamin, bo wiązała wodę i miałem wrażenie suchości. Tylko co jakiś czas musiałem ją wykręcać... Po drodze wiele śladów ataku zimy z zeszłego tygodnia. Strasznie dużo napdało u mnie śniegu, zwłaszcza w poniedziałek i wtorek. Drogi były zasadniczo przejezdne, w niektórych tylko miejscach śnieg trochę tarasował przejazd. Za to poza drogami pełno jeszcze pozostało tego białego paskudztwa. Na szosach widziałem też mnóstwo piachu- pozostałość przegranej walki służb komunalnych z zimą. Teraz tworzył wraz z wodą barzdo niebezpieczne połączenie. Rower szosowy (taki jakim jechałem) nie lubi takiego połaczenia. Naprawdę trzeba uważać, zwłaszcza na łukach i zakrętach, by nie pociągnęło tylnego koła. Lepiej na takiej nawierzchni nie skręcać gwałtownie i nie hamować bez potrzeby. Mnie się jakoś udało, bo zwalniałem, kiedy widziałem takie coś na drodze. Na trasie nie spotkałem ani jednego rowerzysty, no nie liczac własnego odbicia na mokrym asfalcie.
Na początku stycznia udało mi się dwa razy wyskoczyć. Jednak tamte przejazdy, choć odbyte w 2012r. bardziej pasują do ubiegłego sezonu. Dziś była chyba taka prawdziwa imauguracja. Okazało się, ze jestem kompletnie roztrenowany. Do 40 km jechało mi się normalnie, tzn. średnia prędkość była charakterystyczna dla moich umiejętności, czyli ok. 24-26 km/h. Potem nagle stało się coś dziwnego. Siły zaczeły opuszczać mnie w postępie geometrycznym. Mięśnie (zwłaszcza ud) domagały się zaprzestania wysiłku. Paliły i rwały. Musiałem stawać na chwilkę, by dać im wytchnienie. Średnia zaczęła spadać na łeb na szyję. Otuchy nie dodawał ciąle lejący deszcz i wiatr, który naraz zaczął wiać z wielką siłą. Jeszcze nigdy początek sezonu nie był dla mnie tak trudny. Czyżby wiek starczy? A może nadwaga, moja zmora, sczczególnie po zimie.
Jednak teraz, kiedy siedzę przy komputerze, po gorącym prysznicu, którego ciełpłą wodę chłonąłem całym ciałem, ciezsę się z wycieczki, mimo dość kiepskiej pogody i mizrenej formy...
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Wiry-Sady-Sobótka-Nasławice-Jordanów Śl.-Białobrzezie-Łagiewniki-Jaźwina-Tuszyn-Mościsko-Lutomia Dolna (i Górna też)-Opoczka-Świdnica. Dystans 87,9 km w czasie 4:15 h.




  • DST 107.90km
  • Czas 04:26
  • VAVG 24.34km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

setka wydarta wiatrowi

Sobota, 7 stycznia 2012 · dodano: 07.01.2012 | Komentarze 0

Nadzwyczajna styczniowa pogoda zachęca do jazdy. Dziś było pogodnie, ciepło (relatywnie), ale niestety dokuczał wiatr. Jak to zwykle ze mną bywa, najpierw wiatr mi sprzyjał, a po osiągnięciu półmetka, stał się moim wrogiem. I to dość zapalczywym. Po drodze oglądałem zadziwiające jak na styczeń widoki: zielone pola ( to bujnie wegetują oziminy) oraz błękitne niebo. Z tą pogodą, mimo wiatru, miałem jednak sporo szczęścia, bo teraz kropi zimny deszcz, który oszczędził mnie podczas jazdy. Na trasie spotkałem pięciu rowerzystów, w tym trzech naraz. Ale było to jeszcze przed południem i blisko Świdnicy. Kondycja przeciętna. Trochę przeszkadza mi nadmiar sadła, które nie wiadomo skąd się wzięło (obfitość świąteczna, zamiłowanie do piwa?). Warto pomyśleć o zrzuceniu paru kilogramów. No tak z pięciu, może siedmiu. Wszystko przede mną…
Tymczasem cieszę się jazdą i marcową pogodą na początku roku. Niedaleko od Świdnicy zaczyna się już w górach strefa zimy. Widziałem ja, gdy wjechałem na jakąś górkę. Stoki Gór Sowich i Wałbrzyskich pokryte są warstwą białej substancji, której rowerzyści nie za bardzo lubią.
Jazda była w pewnym sensie rekordowa, bo nigdy w styczniu nie przekroczyłem jeszcze stu kilometrów, tak jak dziś mi się udało.
Trasa: Świdnica-Wiry-Marcinowice-Domanice-Mietków-Kąty Wrocławskie-Samsonowice-Zabłoto-Kostomłoty-Jarosław-Gościsław-Żarów-Jaworzyna Śl.-Nowy Jaworów-Świdnica.




  • DST 71.20km
  • Czas 02:57
  • VAVG 24.14km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nowy Rok!

Niedziela, 1 stycznia 2012 · dodano: 01.01.2012 | Komentarze 5

Sezon 2012 rozpoczęty!
Pogoda była znośna, zatem można było wybrać się na noworoczną przejażdżkę. Noc sylwestrowa nie była dla mnie męcząca, dzięki czemu radośnie stwierdziłem rano, że można ruszyć w trasę. Chmury kłębiły się co prawda straszliwie i wiatr mocarnie przeganiał powietrze wte i wewte, ale jechało się całkiem przyjemnie. Po raz drugi w mojej karierze rowerzysty-amatora udało mi się wyjechać w Nowy Rok. Lepszej inauguracji sezonu trudno sobie wyobrazić. Jako się rzekło, pogoda sprzyjała. Nie padało, temperatura była dodatnia. Kondycja taka sobie, ale jakoś się jechało. Po drodze spotkałem kilku rowerzystów, którzy tak jak ja postanowili przewietrzyć swój organizm, a może pogonić sylwestrowego kaca.
Przejażdżkę odbyłem na trasie: Świdnica-Bystrzyca Górna-Pieszyce-Dzierżoniów-Kiełczyn-Jędrzejowice-Marcinowice-Śmiałowice-Wierzbna-Bagieniec-Tomkowa-Świdnica. Dystans 71,2 km przy średniej 24,1 km/h (czas jazdy 2:57 h).
No i cóż? Wszystkim w Nowym Roku życzę lepszych osiągów niż w roku minionym…




  • DST 84.70km
  • Czas 03:32
  • VAVG 23.97km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Sobota, 17 grudnia 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0

Kolejna grudniowa przejażdżka zaliczona. Trasa już mizerna i niezbyt imponująca. Bo i dzień coraz krótszy i postępujące roztrenowanie. Jednak wrażenia jak zawsze (albo prawie zawsze) na szóstkę. Bo tak właściwie te moje jazdy od jakiegoś miesiąca zawdzięczam tylko łaskawej pogodzie. W poprzednich sezonach raczej mój sezon kończył się pod koniec października. Tak więc wrażenia z jazdy muszą być pozytywne, bo przecież jazdy mogło już po prostu nie być.
Podczas dzisiejszego wyjazdu doświadczyłem nad wyraz zmiennej pogody: było i słoneczko, były gęste chmury, był dziwny ciepły deszcz, który raczej kojarzył się z wiosną, był wreszcie grad i śnieg. Te dwa ostatnie opady trwały dość krótko i raczej nie utrudniły jazdy. A wszystko to w przeciągu mniej niż czterech godzin. Był jak zwykle wiatr. I to o piekielnej mocy. Bardzo pomagał w pierwszej części mej jazdy, a w drugiej był przekleństwem.
Celem wycieczki był prastary śląski gród Niemcza, sławny z obrony w czasach Bolesława Chrobrego przed wojskami niemieckimi i czeskimi. Dziś można tam zobaczyć pozostałości murów miejskich. Niestety miasteczko podupada. W rynku nie ma turystów, tylko można zobaczyć paru spragnionych meneli pod sklepami monopolowymi… Dla mnie, miłośnika historii, smutny to był widok i przynoszący nieciekawe refleksje. Cóż było jednak robić? Zostawiłem meneli na pastwę ich zgubnego nałogu i pomknąłem z powrotem. Już pod ten piekielny wiatr. Na trasie wypróbowałem swoje nowe rowerowe wdzianko, cieplutki bezrękawnik, w pięknym żółtym kolorze. Spisał się zgodnie ze swym kolorem, czyli na złoty medal. Wytrzymał atak deszczu, gradu i śniegu.
Rowerzystów spotkałem niewielu. Dokładnie dwóch i to na początku mej jazdy jeszcze pod Świdnicą. Potem już był tylko asfalt i mijające mnie samochody.
Dystans 84,7 km ze średnią 24 km/h. Trasa zupełnie nie dziewicza: Świdnica-Bystrzyca Górna-Bojanice-Pieszyce-Dzierżoniów-Byszów-Niemcza-Byszów-Roztocznik-Uciechów-Jaźwina-Wiry-Świdnica.
Wieczorem w Świdnicy zaczął na poważnie padać śnieg…


Tak oto zakończyłem uzupełnienia za lata minione. Teraz tylko siadać na rower i przemierzać kolejne dystanse. Cóż, to dopiero najwcześniej pod koniec stycznia (jak pogoda się poprawi, bo w Świdnicy zimno i śnieg).Teraz czas na narty.




  • DST 103.50km
  • Czas 04:11
  • VAVG 24.74km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Niedziela, 11 grudnia 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0

Takiego grudnia nie pamiętają chyba najstarsi górale. Śniegu jak na lekarstwo, sport narciarski w odwrocie. Mimo że trochę jeżdżę na nartach, to oczywiście nad tym nie ubolewam. W środku tygodnia z pogodą było różnie: padał deszcz ze śniegiem, było ponuro i szaro. Wielka Sowa (najwyższy szczyt w okolicy), którą widzę wracając z pracy, pokryła się białą barwą. Nawet ja straciłem wszelką nadzieję. Wirtualnie zamknąłem sezon, robiąc podsumowania i swoje statystyki.
A tu w sobotę pogoda naraz się odmieniła. Było co prawda mroźnie, lecz pięknie i słonecznie. Na jazdę zdecydowałem się jednak dziś, bo wczoraj dopadła mnie jakaś niechęć egzystencjalna do wszystkiego. Dobrze, że mi przeszło, bo dzisiejszy dzień też poszedłby na starty… No ale jednak w końcu zwlokłem rower ze strychu i pomknąłem.
Pomny zeszłotygodniowych doświadczeń, wyruszyłem wcześniej, bo przed dziewiątą. Oj, było rześko. Przydały się wszystkie wdzianka, które przezornie zarzuciłem sobie na grzbiet. Mogło być około minus dwóch stopni. Na początku mej jazdy nie było prawie wcale wiatru, więc mróz był zupełnie nieszkodliwy. Po kilku kilometrach byłem już rozgrzany i nie czułem chłodu. Należało uważać na drodze, bo była ona miejscami mocno oszroniona i co za tym idzie, śliska. Na takiej nawierzchni gwałtowne ruchy kierownicą lub ostre hamowania nie są dobre dla zdrowia. Zatem jechałem równo, bez zrywów i jakiegoś niepotrzebnego manewrowania. Później ożywił się wiaterek, lecz wyszło także piękne słońce, które nawet nieco grzało. Jechałem na wyścigi ze swoim cieniem, co nawet uwieczniłem na fotografiach, bo wydało mi się to ciekawe. Chłonąłem każdy kilometr, bo jazda dawała mi nadzwyczajny relaks. Cieszyłem się widokami wzniesień, odległych wiosek położonych u podnóża Ślęży, nienaturalną w grudniu soczystą zielenią wschodzących ozimin (chyba rzepaku), ludzi mknących gdzieś do swoich spraw. Nie jechałem szybko, bo pragnąłem przyjrzeć się temu wszystkiemu, poza tym moja kondycja nie jest już taka, by swobodnie rzucać wyzwania niedościgłemu wiatrowi. W trakcie jazdy spotkałem nawet sporo rowerzystów, byli to wyłącznie panowie w dość zaawansowanym wieku. Pewnie mój wiek też jest zaawansowany, jak na warunki Forum, jednak mam na myśli jegomościów około sześćdziesięcioletnich, którzy pięknie i dostojnie zaliczali grudniowe trasy. Trochę mnie to budowało, bo nachodziła mnie myśl, że jeśli tylko jako-tako będę się traktował i nie popadnę w nadmierne zwichrowania ciała lub umysłu, to i dla mnie jeszcze może być perspektywa wielu lat rowerowych szaleństw. Czego wszystkim na tym Forum życzę, bo niedługo wszakże Boże Narodzenie, czas życzeń i prezentów.
Do domu wróciłem około trzynastej. Nawet przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zatoczyć obszerniejszego kółka wokół Świdnicy, lecz skarciłem się zaraz w myślach za zachłanność na jazdę. Nadmiar czasem też jest zły. Niekiedy powoduje rutynę i zniechęcenie. A do roweru nie chcę się zniechęcić…
Moja dzisiejsza trasa (niestety bez dziewiczego, maluśkiego nawet kawałka): Świdnica-Wiry-Jaźwina-Łagiewniki-Białobrzezie-Jordanów Śl.-Przezdrowice (nie jest to wielka miejscowość, ani charakterystyczna dla przebiegu trasy, ale jaka ładna nazwa)-Sobótka-Marcinowice-Wierzbna-Żarów-Jaworzyna Śl.-Milikowice-Komorów-Witoszów Dolny-Świdnica. Dystans 103,5 km, a średnia 24,7 km/h.




  • DST 138.70km
  • Czas 06:06
  • VAVG 22.74km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Sobota, 3 grudnia 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0

Jazda była dość improwizowana, bo myślałem, że uda mi się pojechać z kolegą, lecz on nie mógł. Miałem jechać gdzieś w okolice Nowej Rudy, a pojechałem do Legnicy. Wydawało mi się, że nie wyjdzie więcej niż 115 km, lecz droga faktycznie wiodła mocno dookoła i wyszło tego blisko 140. Było nawet kilka „dziewiczych” odcinków, czego w grudniu raczej się nie spodziewałem. Lecz jak już pisałem – improwizowałem nieco. Jak zwykle trochę czasu zmarudziłem w domu i wyjechałem mocno po dziesiątej. Miało to dość znamienne skutki, o czym niebawem. W prostej linii ze Świdnicy do Legnicy jest ok. 50 km. Nie polecam jednak tej drogi, bo kiepsko tam się jeździ ze względu na spory ruch samochodowy, w tym ciężarowy. Zawsze jednak można przecież wybrać spokojne dróżki boczne. Tak też zrobiłem. W większości są one mocno dziurawe i jedzie się po nich jak po sicie. Smaczku dodaje fakt, że przez sporo wiosek w okolicach Legnicy wiedzie bruk. Zostawiono go chyba jako coś zabytkowego, bo jest on mocno wybity, a jazda po nim na kolarzówce to istne rodeo. Są to odcinki krótkie, zaraz za wioską znowu pojawia się asfalt, ale zapadają w pamięć. Patrzyłem tylko, czy nie złapałem gumy. No jakoś się udało… Koła nabiłem dość mocno, a więc jechało się na czymś takim raczej niekomfortowo, lecz przynajmniej mniejsza była szansa przebicia dętki. Moja trasa wiodła tak, że musiałem przejechać przez całą Legnicę. Miasto ma bogatą historię i warto je zwiedzić. Jednakże rowerem się źle po nim jeździ. Są co prawda ścieżki, ale spowalniają jazdę, bo często trzeba z nich zjeżdżać i plątać się chodnikami. Zatem jechałem z samochodami, bo tak było szybciej. Na początku miałem zamiar trochę pooglądać starówkę i porobić parę fotek, lecz zorientowałem się, że jestem w niedoczasie i postanowiłem czym prędzej gonić z powrotem do domu. Przy tym jednak duch przekory znowu we mnie wygrał i nie pojechałem najprostszą drogą, tylko znowu zacząłem lawirować. Najpierw był kierunek na Złotoryję, potem znowu skręt na Jawor. Cały czas była miła pogoda. Nawet w pogodny dzień zmierzch w grudniu zapada szybko. Tak też było i wczoraj. Na szczęście wziąłem mrugające tylne światełko, lecz z przodu nie miałem żadnego oświetlenia. Kompletne ciemności dopadły mnie na jakieś 20 km od domu. Cóż, jechałem dość wolno, bo raczej nie widziałem drogi przed sobą i nie chciałem być staranowany przez jakiś samochód. Gdy samochód nadjeżdżał z tyłu przez moment miałem oświetloną drogę, gdy jechał z przodu, z reguły walił po oczach długimi. Przez niektóre miejscowości jechało się lepiej, bo droga była oświetlona mdłą poświatą latarni. Lepsze to było niż nic. Odcinek, który przebyłem po ciemku, jest mi dobrze znany, zatem wiedziałem, że nie ma dziur w asfalcie, i to dodawało mi odwagi. Tak jak wspomniałem, posuwałem się wolno. Trochę patrzyłem się też na boki, z obawą czy nie napatoczy się jakaś policja. Tablicę z napisem „Świdnica” przywitałem w dużą ulgą. Potem żona mi coś tam gęgała, że powinienem ją poprosić o ratowanie męża i ściągnięcie mnie z trasy do samochodu. Cóż, nie rozumie ducha sportu.
Podsumowanie wczorajszej jazdy- dystans 138,7 km, średnia 22,8 km/h, trasa Świdnica-Stary Jaworów-Nowy Jaworów-Pasieczna-Stanowice-Międzyrzecze-Strzegom-Graniczna-Goczałków Górny-Danianowo-Księżyce-Granowice-Mierczyce-Wądroże Wielkie-Polanka-Rogoźnik-Kłębanowice-Koskowice-Legnica-Wilczyce-Krotoszyce-Krajów-Sichówek-Sichów-Chroślice-Piotrowice-Jawor-Zębowice-Czernica-Gniewków-Dzierżków-Borów-Roztoka-Jugowa-Dobromierz-Siodłokowice-Świebodzice-(Ciernie)-Milikowice-Komorów-Witoszów Dolny-Świdnica. Wymieniłem wszystkie przejechane przeze mnie miejscowości, by oddać slalom tej trasy…
Widziałem prognozy. Pojutrze ma być śnieg. Czyżby zatem koniec sezonu???




  • DST 113.00km
  • Czas 04:42
  • VAVG 24.04km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Sobota, 26 listopada 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0

Roztrenowanie postępuje i nie należy się forsować, zwłaszcza w moim wieku, bo często słyszę, że ten lub inny mój kolega-równolatek skarży się na gwałtowne obniżenie kondycji i jakieś nagle pojawiające się bóle w kręgosłupie czy gdzie indziej… Hm , na kondycję póki co nie narzekam, gorzej z tą drugą sprawą. Słyszałem o zapamiętałym rowerzyście, nieco starszym ode mnie, który lekceważył ból kolan i w trasę wybierał się po zażyciu środków przeciwbólowych. Teraz rower musiał powiesić na kołku i ma poważne problemy. No ale zostawmy te smutne historie i cieszmy się końcówką sezonu, który dla mnie rowerzysty-nieśniegowca, mimo zmniejszonej intensywności jazd, ciągle trwa. Słyszałem, że nawet grudzień ma być ciepły i bez opadów śniegu. A więc można będzie jeszcze trochę pomęczyć rowerek. Kto to wie, może będzie można płynnie wskoczyć w sezon 2012?
Trasa miała taki oto przebieg: Świdnica-Pieszyce-Dzierżoniów-Niemcza-Strzelin-Bierzyn-Mańczyce-Jordanów Śl.-Przełęcz Tąpadła-Wiry-Świdnica. Dystans 113 km przy średniej 24 km/h. Od Strzelina była walka z listopadowym wiatrem, który nadwątlił moje siły. Do domu przyjechałem przed szesnastą. Na trasie spotkałem jednego rowerzystę, a szkoda, bo jako rzekłem, pogoda jest całkiem niezła (mimo tego wietrzyska).




  • DST 113.90km
  • Czas 04:37
  • VAVG 24.67km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Niedziela, 20 listopada 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0

Pogoda sprzyja, zatem można było nieco przewietrzyć stare cielsko. Sprzyja, to znaczy nic nie pada, a zwłaszcza śnieg, bo temperatura wynosiła dziś u mnie ok. 2-3 stopnie, a więc było dość rześko. Zachmurzenia jakiegoś wielkiego także nie było, ale na całej trasie towarzyszyła mi listopadowa mgiełka. Widoczność była raczej kiepska, a więc należało jechać z dużą uwagą, uwaga ta zwłaszcza dotyczyła samochodów, dla których warto było być widocznym. Cóż znaczą niskie temperatury, gdy można ubrać się ciepło?! Wciągnąłem na grzbiet różne rowerowe wdzianka, głowę też osłoniłem od zimna. Wyglądałem pewnie jak żołnierz niemiecki pod Stalingradem. Ale co tam! Ważne że jakoś się jechało. Wyjechałem gdy osiadły gęste poranne mgły, koło dziesiątej. Wróciłem przed piętnastą, gdy już słońce nie dostarczało ani jednej kalorii ciepła przez zbity pułap chmur.
Jechało mi się przyjemnie. Trasę dobrałem odpowiednią. I choć udało mi się zaliczyć parę „dziewiczych” miejscowości (w powiecie średzkim śląskim), to kilometraż wyszedł prawie dokładnie zgodny z zakładanym. Na drodze spotkałem nawet dwa razy rowerzystów, i to sakwiarzy. Raz duet przy stacji benzynowej w Kątach Wrocławskich, raz singla już koło Świdnicy.
Dystans 113,9 km ze średnią 24,7 km/h. Trasa: Świdnica-Wiry-Sady-Sobótka-Mirosławice-Kamionna-Kąty Wrocławskie-Samsonowice-Jarosław-Udanin-Gościsław-Żarów-Jaworzyna Śl.- Witków-Komorów-Witoszów Dolny-Świdnica.
Sezon trwa. Do pierwszych większych opadów śniegu . Oby jak najpóźniej…




  • DST 100.80km
  • Czas 04:22
  • VAVG 23.08km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Piątek, 11 listopada 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0

Wczorajszą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości uczciłem w sposób dla mnie najbardziej odpowiedni, czyli na rowerze. Jeżdżę już tylko w weekendy, jeśli rzecz jasna pogoda pozwoli. W związku z tym powoli wygaszam sezon, zarówno pod względem liczby przejazdów jak i ich dystansu. Dla mnie brak cyklicznych jazd oznacza widoczny upadek formy. Jakoś wiotczeją mi mięśnie i słabną płuca… No to lekki żarcik, ale z malutkim procentem prawdy. Pogoda była znośna, jeśli nie liczyć silnych podmuchów przeciwnego mroźnego wiatru, z którym zmagałem się na całej trasie. Wiatr wiał wschodni, a ja właśnie w tym kierunku podążałem. Momentami na długich odcinkach jechałem 20-22 km/h, bo taka była siła tego wiaterku, że nie sposób było mknąć szybciej. No ale to normalne u nas o tej porze. Hm, normalne w tym sensie, że w ogóle wieje i przy tym zaczynam się już przyzwyczajać, że normalność owa oznacza, iż wiatr jest mi wrogiem. Jedyną korzyścią w tej sytuacji było wrażenie, że jadę pod górę, gdy tymczasem trasa była raczej płaska. Korzyścią dlatego, że lubię jeździć po górach… Po chwili zastanowienia można jednak powiedzieć, że analogia była słuszna tylko do pewnego stopnia. Na jazdę po górach, którą lubię składają się i ciężkie podjazdy, ale też karkołomne zjazdy. Na wczorajszej trasie rzecz jasna „zjazdów” nie było. No ale nie ma co grymasić, bo najważniejsze, że przecież nieco sobie pojeździłem, a mógł spaść śnieg, który nakazałby powiesić rower na kołku. Wyjechałem stosunkowo późno, bo mocno po dziesiątej. Dystans jednak miał być raczej przeciętny i nie było gdzie się spieszyć. Na mojej trasie była miejscowość Stolec. Jednak nie piszę o niej dlatego, że ma dość charakterystyczną nazwę, lecz aby przypomnieć pewne historyczne wydarzenie, które miało miejsce w jej pobliżu. Otóż w drugiej połowie XIII wieku miała miejsce bitwa pod Stolcem. Była to walka bratobójcza, bo walczyły przeciwko sobie oddziały piastowskich książąt śląskich i wielkopolskich. Jechałem tak zatem niespiesznie, hamowany przez wiatr i patrzyłem na okoliczne pola, wyobrażając sobie tę średniowieczną batalię… Nie informują o niej żadne napisy, a szkoda, bo mimo bratobójczego charakteru bitwy, jest ona świadectwem polskości tych ziem, które później przez wiele stuleci były germanizowane. Taka oto refleksja przy świecie niepodległości…
Trasę wybrałem tak, aby przejechać „dziewiczy odcinek”. Pisałem kiedyś o tym. Z grubsza chodzi o to, że bardzo lubię pokonywać jakąś drogę na rowerze po raz pierwszy. Wtedy z ożywieniem obserwuję jej przebieg, ukształtowanie terenu, mijane miejscowości. Tym razem dziewicza droga miała dystans ok. 30 km i położona była między Ziębicami a Nysą. Był zatem nowy asfalt, było parę hopek, była błogość poznawania czegoś nowego…
Cała trasa miała taki oto przebieg: Świdnica-Bojanice-Pieszyce-Bielawa-Budzów-Stoszowice-Ząbkowice Śl.-Stolec-Ziębice-Kamiennik-Nowaki-Jędrzychów-Nysa. Dystans 100,8 km ( przekroczenie stu kilometrów wyniknęło z dodatkowej rundy po Nysie, a wydawało mi się, że trasa będzie liczyć 110-115 km) przy średniej 23 km/h.