Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 319654.00 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.60 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 141.40km
  • Czas 06:11
  • VAVG 22.87km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kocioł Bałkański etap 3

Czwartek, 7 czerwca 2012 · dodano: 21.06.2012 | Komentarze 0

Trasa:Bilisht-(GRECJA)-przełęcz Bigla 1560 mnpm-Florina-(MACEDONIA)-Bitola-Prilep.




  • DST 121.90km
  • Czas 06:10
  • VAVG 19.77km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kocioł Bałkański etap 2

Środa, 6 czerwca 2012 · dodano: 21.06.2012 | Komentarze 0

Trasa:Qafa Thanes 933 mnpm-Pogradec-Tushemisht-(MACEDONIA)-Ljubanista-przełęcz Livada 1568 mnpm-(ALBANIA)-Gorice-Bilisht.




  • DST 137.40km
  • Czas 07:19
  • VAVG 18.78km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kocioł Bałkański etap 1

Wtorek, 5 czerwca 2012 · dodano: 21.06.2012 | Komentarze 0

Trasa-(ALBANIA)-Rinas (lotnisko Nene Tereza)-Tirana-przełęcz Qafa Koxhalites 759 mnpm-Elbasan-Librazhd-Qafa Thanes 933 mnpm.




  • DST 164.80km
  • Czas 06:53
  • VAVG 23.94km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kłodzko

Sobota, 2 czerwca 2012 · dodano: 02.06.2012 | Komentarze 0

Niestety początek czerwca jest dość chłodny. Znając prognozy pogody i wiedząc, że ma być ok. 13 stopni, ubrałem się solidnie. Jednak nie ochroniło mnie to przed zmarznięciem. Ubrałem pod spód koszulkę z długim rękawem, a na wierzch bluzę z takim samym rękawem. Spodenki były krótkie, ale w moim przypadku raczej nadmierna dbałość o zachowanie ciepłoty nóg nie ma znaczenia. Mimo tych przemyślnych zabiegów, jako się rzekło, zmarzłem. Temperatura była chyba zgodna z tą prognozowaną. W słońcu, które czasem się pojawiało, było nawet znośnie. Ale najczęściej słońce chowało się za chmury. Najgorszy był jednak lodowaty wiatr, który chyba przyplątał się z Grenlandii…

Wyjechałem wcześnie, bo po ósmej. Na dziś wybrałem trasę całkiem wymagającą. Było sporo podjazdów. Nie były może jakieś spektakularne, lecz trasa chyba na żadnym odcinku nie była monotonna. Najciekawszym jej fragmentem był wjazd na Przełęcz Wilcza (532 mnpm) w Górach Bardzkich. Podjazd zaczyna się w miejscowości Wojbórz (nie mylić z Woliborzem), przynajmniej dziś dla mnie, bo jechałem od strony Kłodzka. Na początku były dwie sekcje podjazd-zjazd, podjazd-zjazd, by za wsią Wilcza droga zaczęła wreszcie brnąć tylko do góry. Było tego podjazdu może ze 3 kilometry. Ale trochę potu kosztowało osiągnięcie siodła przełęczy. Góry Bardzkie są jakby przedłużeniem Gór Sowich. Są jednak niższe i przez to raczej niedoceniane. Jednak według mnie są jednak bardzo przyjemne dla rowerowych penetracji. Ich nazwa pochodzi od miejscowości Bardo, znanej jako sanktuarium maryjne. No ale tam dziś nie dojechałem…

Przejeżdżałem natomiast przez Wambierzyce, inną miejscowość znaną z okazałej bazyliki. Widziałem ja wielokrotnie, zatem jakoś specjalnie mnie nie poruszyła. Jednak warto ją odwiedzić, jeśli ktoś jest z daleko, a będzie krążył gdzieś w pobliżu. Ja w Wambierzycach zjadłem wczesny obiad, rzecz jasna kotlet świniowy…

Choć co prawda dziś nie przemierzyłem żadnej dziewiczej trasy, to jednak dawno nie jeździłem w okolicach Polanicy Zdroju i Kłodzka. Jakoś ten kierunek mocno zaniedbuję, a warto tam częściej się pokręcić, bo i drogi dobre, i trasy całkiem niepłaskie.

Tak czy owak był to ostatni wypad w naszym kraju, przynajmniej na dwa tygodnie. W poniedziałek wylot na Bałkany. W Tiranie 31 stopni. No tam wreszcie się wygrzeję. Zatem do usłyszenia po powrocie.

Dzisiejsza trasa: Świdnica-Zagórze Śl.- Głuszyca-Rybnica Leśna-Unisław Śl.-Mieroszów-Mezimesti-Broumov-Bozanov-Radków-Wambierzyce-Polanica Zdrój-Stary Wielisław-Kłodzko-Ścinawica-Wojbórz-Przełęcz Wilcza-Budzów-Bielawa-Pieszyce-Bojanice-Świdnica.




  • DST 118.20km
  • Czas 04:56
  • VAVG 23.96km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Sowie forever

Środa, 30 maja 2012 · dodano: 30.05.2012 | Komentarze 0

Rano było chłodnawo. Wydaje mi się, że jednak było więcej niż pięć stopni. Do pracy jechałem dość zaspany, bo wstałem o godzinie piątej po dość krótkim śnie. Jednak chłodny poranny wiatr szybko doprowadził mnie do stanu używalności. Rano troszeczkę było pod wiatr i dlatego do rekordu, jeśli chodzi o czas dojazdu do pracy, było bardzo daleko. Tak ze trzy i pół minuty. No ale nie zawsze pobija się rekordy. Tak czy owak do pracy się nie spóźniłem…
Po pracy była kolejna jazda w Góry Sowie. Na Przełęcz Walimską, tym razem od drugiej strony, czyli od Pieszyc. Podjazd wcale nie jest bułką z masłem, trzeba walczyć z trasą wijącą się pod górę przez dystans ponad 10 kilometrów. Jest i kostka i miejscami całkiem spore nachylenia. Forma idzie w górę, bo udało mi się wjechać na przełęcz na dużej tarczy (54 zęby). Przed rozpoczęciem podjazdu nawet o tym nie myślałem, bo wydawało mi się to mało realne. Jednak w trakcie jazdy, kiedy mijały kilometry, a mnie się jechało całkiem nieźle na twardym przełożeniu, postanowiłem dociągnąć do końca nie folgując sobie zmianą na bardziej miękkie. Owszem były momenty, że trzeba było nieco zacisnąć zęby, ale się udało. Na przełęczy była mała satysfakcja… Niedługo czekają mnie znacznie większe góry i cieszy mnie ta zwyżka formy.
Pogoda była przyzwoita. Chmurzyło się, ale deszcz nie groził. Czasem nawet wychodziło słońce, które grzało niezgorzej. Wiatr był co prawda dość krzepki, ale nawet gdy musiałem z nim lekko walczyć, nie odczuwałem jakiegoś strasznego dyskomfortu. Spotkałem sporo rowerzystów, ale głownie już na płaskim w okolicach Świdnicy.
Po przyjeździe do Świdnicy w miłej knajpce na rynku spożyłem chłodne i perliste piwko. Było bardzo smaczne…
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-Olszyniec-Jugowice-Bystrzyca Górna-Bojanice-Lutomia Dolna-Mościsko-Tuszyn-Dzierżoniów-Pieszyce-Przełęcz Walimska-Walim-Jugowice (po raz drugi)-Jez. Bystrzyckie (tama)-Bystrzyca Górna (po raz drugi)-Bystrzyca Dolna-Świdnica. Dystans 118,2 km przy średniej 23,9 km/h.




  • DST 182.10km
  • Czas 07:28
  • VAVG 24.39km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Głogowa...

Niedziela, 27 maja 2012 · dodano: 29.05.2012 | Komentarze 0

Powrót z Głogowa nastąpił w niedzielę. Aby się nie powtarzać i zaliczyć kolejne dziewicze odcinki, wybrałem zupełnie inny przebieg trasy. Może kiedyś już o tym pisałem, wybaczcie skleroza. Trzeba jednak przestrzec miłośników rowerów szosowych przed nawierzchnią wiosek w okolicach Legnicy i Jawora. Panuje tam taki obyczaj, że w środku miejscowości pozostawiono kostkę. Jest to kostka pamiętająca pewnie Wilhelma I. Jej stan jest fatalny. Zastanawiałem się w jakim celu ją pozostawiono, skoro wszystkie drogi pomiędzy miejscowościami wylane są pięknym asfalcikiem. Znalazłem dwa ewentualne tłumaczenia: albo zrobiono tak w celach ochrony zabytku (przyjęto, że kostka z XIX wieku jest w jakiś sposób zabytkowa), albo w ten sposób temperuje się zapędy co bardziej narwanych kierowców przed przekroczeniem prędkości. Rzeczywiście samochody tam zwalniały do 30 km/h. Wytrzęsło mnie tam jak diabli. Jeśli ktoś chciałby w Polsce wymyślić jakąś namiastkę wyścigu Paryż-Roubaix, to tam znajdzie idealne pole do popisu. Powrotna jazda odbyła się już komfortowo: bez bólu głowy i przy neutralnym wietrze.

Trasa: Głogów-Kurowice-Przesieczna-Radwanice-Sieroszowice-Polkowice-Sobin-Brunów-Chojnów-Goliszów-Gierałtowiec-Wilczyce-Warmątowice Sienkiewiczowskie-Małuszów-Jawor-Targoszyn-Strzegom-Stanowice-Nowy Jaworów-Milikowice-Witoszów Dolny-Świdnica.




  • DST 145.80km
  • Czas 06:19
  • VAVG 23.08km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na Głogów!

Sobota, 26 maja 2012 · dodano: 29.05.2012 | Komentarze 0

W sobotę wybrałem się już w zupełnie dziewiczą dla siebie podróż, do Głogowa. Dziewiczą właściwie od Ścinawy. Z grubsza licząc dziewiczych tras przebyłem ok. 50 km. W dniu tym zmagałem się z lekką dolegliwością, bólem głowy. Wyjechałem z domu dość późno. Niestety miałem jazdę pod wiatr, czasami mocny. Dwa razy nawet przystanąłem na dłuższy odpoczynek, bo prze ten ból naprawdę kiepsko się czułem. Raz nawet położyłem się na poboczu i z lubością przez pół godziny wchłaniałem boskie słoneczne promienie. Tak naładowany energią kosmiczną oraz pokrzepiony solidnym obiadem w Ścinawie (był kotlet świniowy), mogłem walczyć z tym wiatrem.

Późnym popołudniem wiatr ucichł. Przed samym Głogowem spotkała mnie przyjemna niespodzianka. Było parę podjeździków, a były one tym bardziej miłe, że urozmaiciły monotonię płaskiej trasy. Z początku miałem wracać pociągiem, jednak stanęło na tym, że przenocowałem w tym grodzie nad Odrą. Kupiłem sobie coś na kolację i grzecznie przed 22 usnąłem już w łóżeczku…

Trasa: Świdnica-Śmiałowice-Imbramowice-Osiek-Ujazd Górny-Tyniec Legnicki-Prochowice-Ścinawa-Rudna-Grębocice-Szczyglice-Głogów.




  • DST 135.00km
  • Czas 05:42
  • VAVG 23.68km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Worek Okrzeszyna

Piątek, 25 maja 2012 · dodano: 29.05.2012 | Komentarze 0

W piątek po odbytej porannej jeździe do pracy, wyruszyłem do ciekawego miejsca. Mówię tu o geograficznym tworze o nazwie worek Okrzeszyna. Nazwę tę gdzieś słyszałem, ale raczej nie wiem czy figuruje w oficjalnym nazewnictwie. Jest to, że tak powiem, polski półwysep wcinający się w Czechy. Jego nasada znajduje się w okolicach miejscowości Chełmsko Śląskie, a kończy się on właśnie w Okrzeszynie. Jest to miejsce gdzie diabeł mówi dobranoc. Jeśli cenicie komfort jazdy rowerem szosowym, to się tam nie wybierajcie. Drogi w stanie gorzej niż opłakanym. Nawet ktoś na resorowanym rowerze rzuciłby pewnie niejedną wiązkę, a cóż powiedzieć miałem ja, użytkownik kolarzówki właśnie… Jeśli lubicie natomiast klimaty pogranicza (dzikość opuszczonych domostw, przyrodę rozwijającą się bez żadnych ograniczeń czy zadziwiającą świeżość powietrza), koniecznie powinniście tam się kiedyś przejechać. Ja staram się przynajmniej raz w roku zaliczyć tę trasę, bo lubię taka atmosferę. Tylko z uwagą obserwuję ogumienie, czy czasem nie złapałem gumy na tych dziurach. W piątek obyło się bez takich przykrych niespodzianek. Pogoda dopisała. Zatem wycieczkę należało uznać za udaną. Po stronie czeskiej na uwagę zasługuje podjazd od Chvalca w kierunku Adrsapchu, przez serpentyny. Nie jest długi, lecz dość ostry. W pewnym momencie widać w dole cztery zakosy drogi położone coraz niżej. A całość przebiega przez ładny las. Też tam warto zrobić rundę, jeśli kogoś przyniesie w te strony.

Trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-Stare Bogaczowice-Kamienna Góra-Krzeszów-Chełmsko Śl.-Okrzeszyn-Petrikovice-Chvalec-Adrspach-Mieroszów-Unisław Śl.-Głuszyca-Zagórze Śl.-Świdnica.




  • DST 106.50km
  • Czas 04:40
  • VAVG 22.82km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Sowie forever

Poniedziałek, 21 maja 2012 · dodano: 21.05.2012 | Komentarze 0

Pogoda póki co dopisuje. Dziś było bezchmurnie i ciepło. Ciągłym mankamentem rowerowych zmagań pozostaje jednak wiatr. Jest on zwiastunem zmiany pogody. Dziś wiało niemiłosiernie. Na jutro zapowiadane są burze i załamanie pogody. No ale może nie będzie mniej niż pięć stopni…

To będzie jutro. Dziś wszakże też był dzień i to jak się rzekło wcale niezgorszy.

Rano wybrałem się do pracy. Tym razem nie śniły mi się złowróżbne koszmary. A więc i jazda była spokojna. Nawet wstało mi się o piątej bez grymaszenia i szukania jeszcze pięciu minutek snu. Wyjechałem wcześnie. W pracy byłem prawie pierwszy. Prawie, bo jeden kolega chyba też dość wcześnie wstaje. A że nie jedzie rowerem, tylko samochodem, ma przede mną pewną przewagę. Moja jazda do pracy to najpierw ok. 3 kilometrów przez miasto (Świdnicę), potem ok. 8 km lekkiego podjazdu, następnie ze 3 kilometry ostrzejszego podjazdu, później ok. 4 kilometry łagodnego zjazdu i płaskiego, wreszcie ok. 4 kilometrów przez Wałbrzych w górę i w dół, a na koniec ostatni kilometr dosyć ostrej ścianki. Podjazd po kostce z nachyleniem powyżej 12 procent. Dziś dystans ten pokonałem dość żwawo, jednak do rekordu zabrakło ok. 3 minut. Tak czy owak, w pracy byłem mocno przed siódmą.

Po ostatniej długiej i płaskiej trasie, dziś pojechałem w góry. Było sporo podjazdów. W połączeniu z dość mocnym przeciwnym wiatrem, całość była raczej trudna. Ale jakoś specjalnie się nie zmęczyłem. Po raz kolejny ugruntowałem się w przekonaniu, że najpiękniejszym podjazdem w mojej okolicy jest wjazd na Przełęcz Jugowską od strony Pieszyc. I nawet wcale nie chodzi o dobry asfalt, lecz o wyjątkowe walory tej drogi. Samochodów było chyba ze trzy na 13 kilometrach podjazdu, poza tym jazda przez zielony las daje wytchnienie dla skołatanych nerwów. Prawdziwy kontakt z naturą. W trakcie podjazdu minąłem fanatyków zjeżdżania na deskorolkach, którzy wjeżdżali na przełęcz samochodem, a potem na swoich pojazdach mknęli w dół. Asfalt dobry, tylko jak czymś takim zahamować? O ile podjazd był czymś miłym, mimo wysiłku podjazdu przecież, o tyle zjazd w stronę Jugowa ciągle wywołuje we mnie fontannę brzydkich słów z powodu koszmarnej jakości nawierzchni. No ale jakoś zjechałem. Potem była kolejna przełęcz, Przełęcz Sokola. Zdobyta wszakże nie w sposób klasyczny, bo atak na nią przypuściłem od środka podjazdu, czyli od Sokolca. No ale zaliczyłem trzy kilometry najtrudniejszego odcinka. Naprawdę trzeba trochę depnąć na pedały. Potem był już właściwie tylko zjazd i łatwe płaskie odcinki do Świdnicy.

W domu zameldowałem się po godzinie 19. Forma zwyżkuje. Ale nie może być inaczej, bo przecież za dwa tygodnie rozpoczyna się ostra jazda na Bałkanach…
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-Dziećmorowice-Lubachów (po raz pierwszy)-Bojanice-Pieszyce-Przełęcz Jugowska-Sokolec-Przełęcz Sokola-Walim-Jugowice-Zagórze Śl.-Jez. Bystrzyckie (tama)-Lubachów (po raz drugi)-Bystrzyca Dolna-Świdnica.




  • DST 212.50km
  • Czas 08:02
  • VAVG 26.45km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

trzy województwa

Sobota, 19 maja 2012 · dodano: 20.05.2012 | Komentarze 0

Miał być wyjazd na sobotę i niedzielę, z noclegiem, jednak ze względu na wyraźne protesty domowników, został on ograniczony tylko do dnia wczorajszego. Trasę przeanalizowałem wcześniej i potem już nie pozostało nic innego jak jej realizacja. Wyjechałem koło godziny dziewiątej. Było nawet ciepło, jednak pod spód założyłem sobie coś z długim rękawem. Słoneczko świeciło ładnie, jednak czasem pojawiał się chłodny wiatr. Po dwunastej zrobiło się już całkiem ciepło, zdjąłem więc bluzę i jechałem już zupełnie „na letnio”.

Kolejny raz w tym roku wybrałem się do Wielkopolski, a konkretnie do Ostrowa Wielkopolskiego. Trasą tą chciałem niejako powetować sobie nieudany ostatni etap „wiosennego kujawiaka”, o którym pisałem w osobnym temacie. Z grubsza chodziło o to, że z powodu choroby jakiś miesiąc temu musiałem zrezygnować z jazdy i zejść z trasy. Miałem wtedy do pokonania odcinek Ostrzeszów-Świdnica. Zatem teraz postanowiłem zaliczyć podobną trasę. Jej przebieg wyglądał tak :Świdnica-Wiry-Sobótka-Jordanów Śl.-Białobrzezie-Strzelin-Oława-Namysłów-Dziadowa Kłoda-Syców-Międzybórz-Odolanów-Ostrów Wlkp. Dystans 212,5 km przebyłem w czasie 8:02 h, co daje średnią 26,4 km/h.

Jechałem zarówno ruchliwymi drogami jak i pięknymi śródleśnymi odcinkami bocznymi. Kłopotliwy był fragment między Strzelinem a Oławą, bo droga jest remontowana i na długich odcinkach udostępniony jest tylko jeden pas ruchu. Jazda odbywa się systemem wahadłowym. Długo się czeka na zielone światło, a jak to się już pojawi to samochody ładują się na grandę, a rowerzystę traktują jak uprzykrzoną muchę.

Miałem też dość niebezpieczny incydent. Na pustej drodze z daleka zobaczyłem, że przede mną osobówka wyprzedza samochód ciężarowy. Była prosta, a manewr ten odbywał się w sporej odległości ode mnie. Obserwowałem wszystko spokojnie, jednak zwiększyłem czujność. Samochody zrównały się i tak jadą! Osobowy jakoś nie przyspiesza, a zachowując bezpieczną odległość od ciężarówki, wali prosto na mnie. Cóż było robić?! Ja hyc na pobocze, a właściwie prawie do rowu. Za kierownicą osobówki siedziała jakaś starucha w kapeluszu. Pogroziłem jej ręką, ale chyba nawet tego nie widziała, skoncentrowana na manewrze wyprzedzania. Nie wiem, czy mnie w ogóle zauważyła. Kto takim bladziom daje prawo jazdy? Mnie się udało, ale może komuś z nas już szczęście nie dopisze…

W Ostrowie spotkała mnie też kolejna niespodzianka. Plan miałem taki, żeby dotrzeć pociągiem do Wrocławia, a tam czekała moja żona. Na dworcu byłem ok. godz. 19 i okazało się, że pociągu do Wrocławia już w tym dniu nie ma. No fakt, mogłem to sprawdzić, ale jakoś przez myśl mi nie przeszło, że pociągu nie będzie.

Jazdę zakończyłem zatem w Przygodzicach (pierwszej miejscowości za Ostrowem w stronę Wrocławia),na stacji Shell. Tu przyjechała po mnie ma połowica…