Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 313086.90 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.66 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 119.90km
  • Czas 04:46
  • VAVG 25.15km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Czwartek, 16 czerwca 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Dziś na trasie widziałem na dziadka może 70- letniego. Kręcił całkiem sprawnie. Pewnie mógłby wyprzedzić niejednego młodzieńca. Widok ten wlał czysty nektar w moje serce, bowiem uświadomiłem sobie, że przede mną jeszcze ze 30 latek pedałowania. No chyba, że wcześniej szlag mnie trafi lub zniechęcę się do rowerowania. Cóż , bardziej prawdopodobne jest to pierwsze.
Cóż mogę rzec o dzisiejszej jeździe. Trasa doskonale mi znana, lecz dająca dużą radość przemierzania kilometrów. Zwłaszcza chyba najbardziej ulubiony przeze mnie odcinek między Wałbrzychem a Mieroszowem i dalej czeską granicą dał mi wiele satysfakcji. Piękne widoki, wyśmienita pogoda, czegóż chcieć więcej. No może jeszcze doskonałego stanu spraw pozarowerowych. Z tym jest gorzej, ale jadąc ileś tam kilometrów można spokojnie uporządkować myśli. Macie to samo? Dla mnie wysiłek pedałowania jest jednocześnie doskonałym czasem na analizy przeróżnych życiowych problemów. Wtedy z reguły wynajduję jakieś dobre rozwiązanie, które później daje mi wymierne korzyści. Bynajmniej nie namacalne i finansowe, ale takie jakieś, jak to z przekąsem nazywa moja żona, górnolotne. Uspokajam się wtedy i z nadzieją patrzę na kolejne dni w kalendarzu. Choćby dlatego warto jeździć na rowerze.
Dziś zatem było 119,9 km ze średnią ponad 25 km/h. Trasa: Świdnica- Pogorzała- Wałbrzych (rano)- Unisław Śl. – Mieroszów- Zdonov- Teplice nad Metuji- Jetrichov- Mezimesti- Mieroszów- Unisław Śl.- Rybnica Leśna- Głuszyca- Jedlina Zdrój- Zagórze Śl.- Lubachów- Świdnica.




  • DST 104.20km
  • Czas 04:00
  • VAVG 26.05km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Wtorek, 14 czerwca 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Po niejakiej przerwie znowu na rowerze. Dziś trasa dość krótka i lajtowo-nizinna. Dystans 104,2 km ze średnią 26 km/h.Trasa:Świdnica-Wałbrzych-Dziećmorowice- Lubachów- Pieszyce-Dzierżoniów-Jędrzejowice- Marcinowice-Śmiałowice- Panków-Pszenno-Jagodnik-(piwko)-Świdnica. Słabe osiągi, a więc nie warto więcej pisać...




  • DST 122.10km
  • Czas 04:55
  • VAVG 24.83km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Środa, 8 czerwca 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Nie było dziś dobrej pogody na jazdę. Było duszno, wietrznie, burzowo i w końcu deszczowo. Ten wiatr, piszę to po raz kolejny, to istne utrapienie. Zabiera wiele przyjemności jazdy. Dziś kręcił, ale z reguły był mi wrogiem. Chyba pierwsza i ostatnia jazda w tym tygodniu, bo mam sporo obowiązków, a w weekend wyjazd zgoła nierowerowy. Tak więc cieszyłem się z tego, co miałem. Trasa raczej mało ciekawa, ale dziś też musiałem się nieco streszczać. A zatem dystans 122,1 km przy średniej nieco poniżej 25 km/h na trasie Świdnica- Pogorzałą- Wałbrzych- Dziećmorowice- Lubachów- Bojanice- Pieszyce- Dzierżoniów- Łagiewniki- Jordanów Śl. – Przełęcz Tąpadła- Wiry – Świdnica. Rowerzystów jak na lekarstwo. Jakoś nie chce mi się pisać… Brak nastroju…




  • DST 280.30km
  • Czas 11:05
  • VAVG 25.29km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Niedziela, 5 czerwca 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Do dzisiejszej jazdy zmobilizował mnie mój kolega Mirek, który w zeszły piątek machnął ponad 200 km. Wczoraj myślałem nad trasą i wyszła taka oto: Świdnica- Strzegom- Lusina- Wilczków- Lubiąż (forsowanie Odry)- Wołów- Wińsko- Wąsosz- Rawicz (woj. wielkopolskie)- Żmigród- Wińsko (po raz drugi, choć dziś raczej nie miałem ochoty na tanie alkohole)- Ścinawa (powrotne forsowanie Odry)- Prochowice- Jawor- Dobromierz- Świebodzice- Komorów- Witoszów Dolny- Świdnica. Dystans 280,3 km ze średnią 25,3 km/h, a więc ponad 11 godzin jazdy. Jest to mój siódmy najdłuższy przejazd, do rekordu pozostało 36 km…
Wyjechałem przed ósmą. Od razu było dość ciepło, a potem zrobiło się upalnie. W trakcie jazdy wypiłem nieskończoną ilość płynów, wylałem też parę litrów wody na rozpaloną głowę. Od 50 kilometra ćmiła mnie właśnie głowa i był to dość ostry ból. Czułem jak mózg chlupotał mi na każdym wyboju, a było ich sporo- zwłaszcza koszmarne odcinki kostek wyłożonych w środku wielu miejscowości. Szczerze mówiąc nie jestem specjalnie zmęczony, czuję tylko jak ciało promieniuje oddając ciepło. W trakcie jazdy złapał mnie też mały deszczyk dając ulgę nagrzanemu (ale nie z powodu wińska) ciału. W oddali widać też było błyski. Jutro znowu ma być zmiana pogody. Burze i deszczyska. No ale jutro na rower nie jadę.




  • DST 151.80km
  • Czas 06:54
  • VAVG 22.00km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Piątek, 3 czerwca 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Zaprosiłem dziś swego Zdechlaka na sowiogórskie peregrynacje. Pogoda była piękna, zatem rower rwał się jak młody rumak. Rano jak zwykle znana mi już prawie na pamięć trasa Świdnica- Pogorzała- Wałbrzych. W pracy byłem lekko po czasie, ale nic to. Urwałem się też godzinę wcześniej, czyli o 14, bo każda godzina spędzona na rowerze przy czerwcowym słoneczku napełnia moje baterie dobrego samopoczucia. A potem była już jazda. Podjazdów bez liku, w tym dość krzepkich, ale co za tym idzie sporo zjazdów. Hm, Ameryki może nie odkryłem (bo ją odkrywa moretti), ale jak mi się już napisało , to niech zostanie. Już w samym Wałbrzychu jest kilka wzniesień, które pokonuje się w pocie czoła. Pierwszy mój dłuższy podjazd był na Przełącz Sokolą. Około 9 km wijącą się drogą przez Walim i Rzeczkę. W tej ostatniej są wyciągi narciarskie. Teraz stały smutne i czekały na biały puszek. No ale on na szczęście będzie dopiero za pół roku. Ostatni kilometr tego wzniesienia daje w kość. Potem krótki zjazd do Sokolca, a następnie kolejny podjazd na Przełęcz Jugowską- ok. 6 km. Na początku trasa jest mocno widokowa. Widać góry okalające Kotlinę Kłodzką, później droga prowadzi przez las, ale raz można przystanąć, by podziwiać widok w dole (ja jechałem, bo widziałem tę panoramę wielokrotnie). Nawet zbudowano specjalną ławkę. Na przełęczy zjadłem sobie kiełbaskę w knajpce, którą tam postawiono. Jest drewniana, przy tym dość ładna, no i nie szpeci całości. Zjazd do Pieszyc po gładkim asfalcie zawsze napawa mnie wielką rozkoszą. Chwała tym co tę zniszczoną koszmarnie drogę odnowili… Po Pieszycach przyszła kolej na Bielawę, Budzów i Srebrną Górę, nad którą krążyło kilka paralotni No tam to dopiero jest stromizna. Kiepsko jedzie się po nowej kostce przy nachyleniu 12-13%. Trzy kilometry podjazdu wyciskają siódme poty. No wreszcie Przełęcz Srebrna. Następnie już mniej interesująco: Nowa Ruda- Głuszyca- Jugowice- Świdnica. Przez chwilę przed Nową Rudą rozważałem opcję wjazdu na jeszcze jedna przełęcz – Woliborską, ale już mi się nie chciało. Zdechlak wrócił zadowolony, teraz drzemie na strychu.
Dystans 151,8 km przy średniej 22 km/h.




  • DST 146.90km
  • Czas 06:49
  • VAVG 21.55km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Wtorek, 31 maja 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Jazda odbyła się wczoraj, jednakże ze względu na późną porę powrotu i wczorajszy zły humor mojej żony (z powodu mego późnego powrotu), piszę dopiero dziś.
Zatem trasa była wybitnie górska i przy tym dość długa, zważywszy że w międzyczasie byłem w pracy. Wiele było ciekawych i trudnych podjazdów, w tym miejscami drogami leśnymi bez asfaltu, zatem znowu w trasę wyruszył Stary Zdechlak. Były Góry Stołowe, a potem Kamienne. Właściwie chciałem głównie przejechać się odcinkiem Ostra Góra- Karłów, bo ciekawy byłem stanu tej drogi. No i chciałem przemierzyć kawałek Parku Narodowego Gór Stołowych. Cóż, droga była dokładnie w takim samym stanie jak ją pamiętam z ostatniej jazdy (może dwa trzy lata temu). Asfalt kiepski, ale nie pogorszony. Można śmiało jechać. Lepiej pod górę (co zrobiłem) niż w dół. Warto powiedzieć też o podjeździe na Janovicky. Jest dość ostry i wiedzie przez piękne i spokojne tereny pogranicza czesko- polskiego. Od Przełączy pod Czarnochem do Głuszycy początkowy odcinek zjazdu to waśnie droga leśna, dla kolarzówki raczej nieprzejezdna.
Zatem wczorajsza trasa wyglądała tak: Świdnica- Pogorzała- Wałbrzych (przejazd poranny)- Mieroszów-Zdonov- Teplice nad Metuji- Lachov- Police nad Metuji- Machov- Machowska Lhota- Ostra Góra- Karłów- Droga Stu Zakrętów (jej część zjazdowa, bajeczny szpurt w dół)- Radków- Gajów- Tłumaczów- Broumov- Janovicky- Przełęcz pod Czarnochem- Głuszyca- Jedlina Zdrój- Lubachów- Świdnica. Dystans 146,9 km przy średniej 21,6 km/h. Na trasie wiał piekielny gorący wiatr- na zmianę pogody, co faktycznie dziś nastąpiło…




  • DST 132.70km
  • Czas 06:02
  • VAVG 21.99km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Sobota, 28 maja 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Celem dzisiejszej jazdy był jeden z cięższych podjazdów na Dolnym Śląsku, a mianowicie Przełęcz Rędzińska. Jest raczej mało znana, przbija się przez pasmo ciekawych gór- Rudaw Janowickich. Jej wysokości przekracza 800 mnpm, lecz o trudności decydują trzy ostanie sztywne kilometry podjazdu z nachyleniami sięgającymi do 20%. Na tym podjeździe nawet w deszczu można się spocić. Moja prędkość na skrajnych odcinkach wynosiła 6-8 km/h. Niestety nie mam formy sprzed trzech – czterech lat, gdy śmigałem tam jak kozica. Dziś nawet raz musiałem się zatrzymać, by złapać oddech. Potem w trakcie startu źle się odbiłem i bęc na asfalt, bo szybko wpiąłem się w pedału, a gdy traciłem równowagę na sporej stromiźnie, już nie zdążyłem się wypiąć. Efekt- obity łokieć. Ostani raz jechałem tam trzy lata temu. Asfalt był tragiczny. W międzyczasie drogę nieco odremontowano. Piękny asfalcie dochodzi jakieś 800 m przed przełęczą, potem jest enduro, którym zjazd przypomina walkę o przeżycie, od piku po jakichś 1500 – już w Rędzinach- jest znowu dobra nawierzchnia. Dziwne, nie starczyło asfaltu na te 2,5 km? Może maszyny nie mogły podjechać… To był żart…
W trakcie dzisiejszej jazdy po raz pierwszy w sezonie wypróbowałem swego Zdechlaka, z a to z kilku powodów: przede wszystkim warto było przewietrzyć biedaka, bo już z rok smętnie stał na strychu, poza tym planowana trasa posiadała takie nachylenia, że mógłbym nie dać rady wjechać tam na szosówce, a pamiętany przez mnie z poprzednich lat stan nawierzchni też nie zachęcał do przejażdżki kolarzówką, wreszcie za niespełna miesiąc Zdechlaczek leci do Rumunii na Tour Dracula. Te wszyskie powody były przyczyną wzięcia do jazdy mego drugiego roweru. Pogoda była kiepska, zmarzłem dość mocno, bo nie wziąłem oprócz pomarańczowej pelerynki niczego grubszego. Nade mną wisiały cały czas gęste chmury, a temperatura nie przekraczała 13 stopni. A mamy prawie już czerwiec… Zgroza…
W trakcie jazdy na mym wirtualnym liczniku głównym wyskoczyła liczba 90 000 km, tyle właśnie dziś przejechałem od początku swej kariery w 2002r. Gdy osiągnę 100 000 km, zrobię w miejscu tego faktu jakąś imprezę. Stanę, wypiję może małego szampana, może piwko, zamyślę się przez moment i dalej ruszę w trasę.
Dziś było 132,7 km ze średnią 22 km/h. Trasa: Świdnica- Witoszów Dolny- Komorów- Świebodzice- Cieszów- Stare Bogaczowice- Jaczków- Marciszów- Wieściszowice- Przełęcz Rędzińska- Rędziny- Kamienna Góra- Krzeszów- Mieroszów- Unisław Śl. – Głuszyca- Jugowice- Bystrzyca Dolna –Świdnica.




  • DST 127.70km
  • Czas 05:19
  • VAVG 24.02km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Piątek, 27 maja 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Nowy licznik przeszedł swój chrzest. Jak przystało na prawdziwy sakrament do tego celu użyta został woda. Deszczówka, bo kilka razy złapał mnie deszcz. Pogoda była kiepska, było zimno i wietrznie. Nasz kraj chyba nie ma zbyt dobrych notowań u Pana Boga, bo co chwila zmienia się aura. Raz chce nas przypiec, chyba prezentując piekło, a raz zmrozić do szpiku kości. Przy tym wieje ciągle wte i wewte. Można zgłupieć. No ale na rowerku mimo tych anomalii jeździć warto. Mój nowy licznik do 100 km pokazuje przejechany dystans z trzema miejscami po przecinku, a więc z dokładnością do 1 metra. Straszna to przesada, bo cyferki migają jak oszalałe. Moim zdaniem taka aptekarska dokładność tylko utrudnia obserwację wskazań licznika.
Dzisiejsza trasa : Świdnica- Pogorzała- Wałbrzych (rano)-Dziećmorowice- Lubachów-Bojanice- Pieszyce – Bielawa- Przełęcz Woliborska- Nowa Ruda- Głuszyca- Jugowice- Lubachów- Bystrzyca Dolna – Świdnica. Dystans 127,7 km, średnia 24 km/h. Dystanse ciągle prawie takie same, marzy mi się jakaś dwusetka, ale skąd wziąć tyle wolnego czasu, raczej cały dzień..? Na dzisiejszej trasie na uwagę zasługuje wjazd na Przełęcz Woliborską od strony Bielawy. Jest raczej trudny, choć niezbyt długi. Trasa bieganie pięknie przez las, nowy asfalt na długich odcinkach cieszy oko i opony, są momenty niezłych stromizn, szczególnie zawijasy przy trzech mostkach… Zachęcam do odwiedzenia na rowerze Gór Sowich…




  • DST 128.00km
  • Czas 05:19
  • VAVG 24.08km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Wtorek, 24 maja 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Dziś jazda była dość dramatyczna i nieobliczalna. Dramatyczna, bo były bliskie spotkania (no może nie III stopnia) z samochodami, nieobliczalna, bo dokładnie nie wiem ile przejechałem. Samochody atakowały ze wszystkich stron, wymuszały pierwszeństwo i pchały się do przodu na krzywy ryj. Kultura naszych kierowców jest żenująca. Zniszczą, zmiażdżą i stratują wszystko ciut lżejsze i mniejsze od siebie. Kto wydaje prawo jazdy? Muszę rzecz nazwać po imieniu (towarzystwo różańcowe czuwa?), takie zachowanie pań i panów przy kółku, to kurestwo… Oby wepchać się i zyskać dwie sekundy, a rowerzysta ciągle musi hamować i ustępować by… przeżyć. No cóż, mam nadzieję, że gdzie indziej jest znacznie lepiej.
Jazda była nieobliczalna, bo spotkał mnie splot złych wydarzeń. Od jakiegoś czasu mój licznik raczej luźno był osadzony na trzpieniu. Może coś się wyrobiło, może była tego inna przyczyna? Nie wiem. W każdym razie podczas jazdy jeszcze w Wałbrzychu na jakimś wyboju wyskoczył z oprawki i pac prosto na drogę. Popatrzyłem tylko ze smutkiem, bo wiedziałem co się stanie. I tak się właśnie stało. Licznik leży sobie na asfalcie, a po nim centralnie przejeżdża samochód- najpierw jednym kołem, potem drugim… Pamiętacie film „Obcy- decydujące starcie”?. Tam była taka scena jak wóz bojowy przejeżdża po Obcym, którego cielsko rozpryskuje się na wszystkie strony. Tak było z tym moim nieszczęsnym licznikiem. Szlag go trafił na miejscu. Podniosłem go z asfaltu, ale były z niego zupełne zwłoki. Strzaskana szybka patrzyła na mnie wyrzutem. Bardzo nie lubię jeździć bez licznika… Nie wiadomo czy szybko czy wolno się przemierza kilometry, nie wiadomo ile ich jest. Dyskomfort. Przez chwilę nawet rozważałem wersję podjechania do sklepu rowerowego i kupna nowego licznika, ale w końce zrezygnowałem. Ze względu na stratę czasu i brak środków finansowych. Tak więc pojechałem dalej. Pogoda była za to bajeczna. Ciepełko, wiaterek co prawda dość mocny, ale stabilny (raz pomagał, raz przeszkadzał, bilans jego podmuchów wyszedł na zero). Poza tym czułem wielką moc. Nie chcę się chwalić, bo przecież jako pan w średnim wieku wiele na rowerze już nie zdziałam, ale dziś wyprzedzałem wszystkich bez względu na płeć i wiek. Nawet nie podejmowali walki.

Dzisiejsza trasa, dla mnie znana w stopniu takim, że mógłbym ja pokonywać z zamkniętymi oczami, wyglądała tak: Świdnica- Pogorzała- Wałbrzych (rano)- Olszyniec- Głuszyca- Grzmiąca- Unisław Śl. – Golińsk- Hejtmankovice- Broumov- Olivetin- Mezimesti – Golińsk- Wałbrzych- Dziećmorowice- Lubachów- Bystrzyca Dolna – Świdnica. Dystans nie mniejszy niż 128 km ze średnią niewiadomo jaką
9dla celów statystycznych przyjmijmy 24 km/h).




  • DST 125.00km
  • Czas 04:58
  • VAVG 25.17km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

przejazdy 2011

Sobota, 21 maja 2011 · dodano: 13.01.2012 | Komentarze 0

Wbrew katastroficznym zapowiedziom, koniec świata nie nadszedł. No i dobrze, przynajmniej będzie można jeszcze trochę pojeździć na rowerze.
Dziś też mi się udało wyskoczyć. Nie była to jakaś wielka trasa, bo miałem nieco innych zajęć, ale zawsze pokręciłem się na świeżym powietrzu.
Rano nawet kropiło, lecz później było bardzo ładnie i nawet momentami upalnie. Taką pogodę lubię najbardziej. Słońce przygrzewa, gorący wiatr wieje we włosach. Można jechać. Co prawda co jakiś czas chmury podejrzanie ciemniały, lecz oprócz tych strachów nic złego nie zrobiły. Najpierw chciałem do jazdy zaprosić kolegów, lecz okazało się, że się nie udało. Zatem pojechałem sam. Forma chyba zwyżkuje, bo jechało mi się lekko i raczej bez wysiłku. Symptomem lepszej formy jest nawet fakt, że ani razu w trakcie jazdy nie musiałem zmieniać przełożenia z wyższej na niższą tarczę. Moja duża tracza ma 52 zęby, jest zatem spora, a na trasie było parę podjazdów. Co prawda prawdziwych gór nie było, bo wybrałem się na północ i dalej lekko na wschód, ale niektóre hopki miały niezłe nachylenia.
A więc przebieg trasy wyglądał tak: Świdnica- Wiry – Przełęcz Tąpała- Sobótka- Przezdrowice- Jordanów Śl.- Białobrzezie- Strzelin- Targowica- Ciepłowody- Przerzeczyn Zdrój- Piława Górna- Dzierżoniów- Pieszyce- Bojanice- Świdnica. Dystans 125,0 km ze średnią nieco ponad 25 km/h.