Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień12 - 0
- 2026, Lipiec17 - 0
- 2026, Czerwiec19 - 0
- 2026, Maj14 - 0
- 2026, Kwiecień12 - 2
- 2026, Marzec10 - 0
- 2026, Luty1 - 0
- 2026, Styczeń1 - 0
- 2025, Grudzień2 - 0
- 2025, Listopad4 - 0
- 2025, Październik12 - 0
- 2025, Wrzesień12 - 0
- 2025, Sierpień15 - 0
- 2025, Lipiec18 - 0
- 2025, Czerwiec16 - 0
- 2025, Maj13 - 0
- 2025, Kwiecień12 - 0
- 2025, Marzec10 - 0
- 2025, Luty2 - 0
- 2025, Styczeń3 - 0
- 2024, Grudzień4 - 0
- 2024, Listopad5 - 0
- 2024, Październik10 - 0
- 2024, Wrzesień10 - 0
- 2024, Sierpień11 - 0
- 2024, Lipiec16 - 0
- 2024, Czerwiec12 - 0
- 2024, Maj14 - 0
- 2024, Kwiecień13 - 0
- 2024, Marzec11 - 0
- 2024, Luty6 - 0
- 2024, Styczeń2 - 0
- 2023, Grudzień5 - 0
- 2023, Listopad4 - 0
- 2023, Październik10 - 2
- 2023, Wrzesień15 - 11
- 2023, Sierpień13 - 4
- 2023, Lipiec15 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj16 - 0
- 2023, Kwiecień10 - 0
- 2023, Marzec18 - 0
- 2023, Luty3 - 2
- 2023, Styczeń3 - 0
- 2022, Grudzień2 - 0
- 2022, Listopad4 - 0
- 2022, Październik10 - 0
- 2022, Wrzesień11 - 0
- 2022, Sierpień18 - 3
- 2022, Lipiec14 - 2
- 2022, Czerwiec14 - 5
- 2022, Maj14 - 2
- 2022, Kwiecień14 - 16
- 2022, Marzec10 - 8
- 2022, Luty6 - 0
- 2022, Styczeń4 - 0
- 2021, Grudzień3 - 0
- 2021, Listopad9 - 0
- 2021, Październik12 - 0
- 2021, Wrzesień13 - 0
- 2021, Sierpień13 - 0
- 2021, Lipiec16 - 0
- 2021, Czerwiec13 - 0
- 2021, Maj16 - 0
- 2021, Kwiecień7 - 0
- 2021, Marzec4 - 0
- 2021, Luty2 - 0
- 2021, Styczeń1 - 0
- 2020, Grudzień3 - 0
- 2020, Listopad7 - 5
- 2020, Październik11 - 0
- 2020, Wrzesień14 - 0
- 2020, Sierpień12 - 0
- 2020, Lipiec16 - 0
- 2020, Czerwiec13 - 2
- 2020, Maj16 - 9
- 2020, Kwiecień16 - 10
- 2020, Marzec12 - 3
- 2020, Luty5 - 2
- 2020, Styczeń4 - 0
- 2019, Grudzień5 - 5
- 2019, Listopad8 - 5
- 2019, Październik13 - 2
- 2019, Wrzesień14 - 4
- 2019, Sierpień15 - 1
- 2019, Lipiec13 - 0
- 2019, Czerwiec20 - 5
- 2019, Maj14 - 0
- 2019, Kwiecień15 - 0
- 2019, Marzec11 - 0
- 2019, Luty6 - 0
- 2019, Styczeń2 - 0
- 2018, Grudzień4 - 5
- 2018, Listopad7 - 2
- 2018, Październik11 - 2
- 2018, Wrzesień13 - 0
- 2018, Sierpień16 - 5
- 2018, Lipiec18 - 0
- 2018, Czerwiec14 - 4
- 2018, Maj16 - 0
- 2018, Kwiecień14 - 0
- 2018, Marzec6 - 2
- 2018, Luty3 - 2
- 2018, Styczeń4 - 0
- 2017, Grudzień3 - 0
- 2017, Listopad1 - 0
- 2017, Wrzesień9 - 10
- 2017, Sierpień18 - 0
- 2017, Lipiec16 - 0
- 2017, Czerwiec14 - 2
- 2017, Maj13 - 3
- 2017, Kwiecień9 - 2
- 2017, Marzec10 - 2
- 2017, Luty4 - 0
- 2017, Styczeń4 - 0
- 2016, Grudzień5 - 0
- 2016, Listopad4 - 0
- 2016, Październik14 - 0
- 2016, Wrzesień13 - 0
- 2016, Sierpień18 - 1
- 2016, Lipiec18 - 2
- 2016, Czerwiec13 - 6
- 2016, Maj18 - 5
- 2016, Kwiecień12 - 2
- 2016, Marzec7 - 0
- 2016, Luty5 - 0
- 2016, Styczeń2 - 0
- 2015, Grudzień6 - 0
- 2015, Listopad5 - 0
- 2015, Październik12 - 0
- 2015, Wrzesień13 - 0
- 2015, Sierpień19 - 0
- 2015, Lipiec15 - 0
- 2015, Czerwiec16 - 2
- 2015, Maj14 - 0
- 2015, Kwiecień17 - 2
- 2015, Marzec9 - 4
- 2015, Luty5 - 0
- 2015, Styczeń5 - 6
- 2014, Grudzień5 - 0
- 2014, Listopad5 - 0
- 2014, Październik13 - 0
- 2014, Wrzesień9 - 0
- 2014, Sierpień18 - 0
- 2014, Lipiec12 - 0
- 2014, Czerwiec12 - 0
- 2014, Maj16 - 0
- 2014, Kwiecień16 - 2
- 2014, Marzec8 - 0
- 2014, Luty5 - 3
- 2014, Styczeń6 - 4
- 2013, Grudzień4 - 0
- 2013, Listopad4 - 3
- 2013, Październik11 - 0
- 2013, Wrzesień11 - 2
- 2013, Sierpień11 - 6
- 2013, Lipiec14 - 10
- 2013, Czerwiec20 - 0
- 2013, Maj13 - 7
- 2013, Kwiecień12 - 2
- 2013, Marzec4 - 3
- 2013, Luty3 - 6
- 2012, Grudzień2 - 2
- 2012, Listopad4 - 2
- 2012, Październik10 - 7
- 2012, Wrzesień12 - 9
- 2012, Sierpień8 - 3
- 2012, Lipiec14 - 0
- 2012, Czerwiec19 - 0
- 2012, Maj14 - 0
- 2012, Kwiecień10 - 4
- 2012, Marzec10 - 0
- 2012, Luty2 - 0
- 2012, Styczeń2 - 5
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad4 - 0
- 2011, Październik10 - 0
- 2011, Wrzesień12 - 0
- 2011, Sierpień6 - 0
- 2011, Lipiec12 - 0
- 2011, Czerwiec14 - 0
- 2011, Maj14 - 0
- 2011, Kwiecień11 - 0
- 2011, Marzec6 - 0
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik3 - 0
- 2010, Wrzesień5 - 0
- 2010, Sierpień5 - 0
- 2010, Lipiec9 - 0
- 2010, Czerwiec11 - 0
- 2010, Maj11 - 0
- 2010, Kwiecień9 - 0
- 2010, Marzec10 - 0
- 2010, Luty2 - 0
- 2009, Listopad11 - 0
- 2009, Październik4 - 0
- 2009, Wrzesień7 - 0
- 2009, Sierpień10 - 0
- 2009, Lipiec7 - 0
- 2009, Czerwiec14 - 0
- 2009, Maj12 - 15
- 2009, Kwiecień13 - 13
- 2009, Marzec5 - 4
- 2009, Luty2 - 6
- 2009, Styczeń2 - 0
- 2008, Grudzień1 - 3
- 2008, Listopad12 - 7
- 2008, Październik5 - 8
- 2008, Wrzesień14 - 6
- 2008, Sierpień15 - 15
- 2008, Lipiec15 - 11
- 2008, Czerwiec17 - 24
- 2008, Maj18 - 34
- 2008, Kwiecień12 - 19
- 2008, Marzec10 - 19
- 2008, Luty5 - 6
- 2007, Grudzień1 - 4
- 2007, Październik8 - 0
- 2007, Wrzesień9 - 0
- 2007, Sierpień12 - 0
- 2007, Lipiec18 - 2
- 2007, Czerwiec11 - 0
- 2007, Maj15 - 0
- 2007, Kwiecień13 - 0
- 2007, Marzec8 - 0
- 2006, Wrzesień8 - 0
- 2006, Sierpień14 - 0
- 2006, Lipiec16 - 0
- 2006, Czerwiec13 - 0
- 2006, Maj15 - 2
- 2006, Kwiecień17 - 0
- 2006, Marzec4 - 0
- 2005, Wrzesień8 - 0
- 2005, Sierpień13 - 0
- 2005, Lipiec13 - 0
- 2005, Czerwiec13 - 0
- 2005, Maj13 - 0
- 2005, Kwiecień13 - 2
- 2005, Marzec7 - 0
- 2004, Wrzesień9 - 0
- 2004, Sierpień13 - 0
- 2004, Lipiec12 - 0
- 2004, Czerwiec11 - 0
- 2004, Maj14 - 0
- 2004, Kwiecień15 - 0
- 2004, Marzec5 - 0
- 2003, Październik1 - 0
- 2003, Wrzesień7 - 0
- 2003, Sierpień10 - 0
- 2003, Lipiec13 - 0
- 2003, Czerwiec12 - 0
- 2003, Maj14 - 0
- 2003, Kwiecień12 - 0
- 2003, Marzec2 - 0
- 2002, Październik1 - 0
- 2002, Wrzesień11 - 0
- 2002, Sierpień13 - 0
- 2002, Lipiec12 - 0
- 2002, Czerwiec10 - 0
- 2002, Maj13 - 0
- 2002, Kwiecień2 - 2
- DST 84.70km
- Czas 03:32
- VAVG 23.97km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Sobota, 17 grudnia 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Kolejna grudniowa przejażdżka zaliczona. Trasa już mizerna i niezbyt imponująca. Bo i dzień coraz krótszy i postępujące roztrenowanie. Jednak wrażenia jak zawsze (albo prawie zawsze) na szóstkę. Bo tak właściwie te moje jazdy od jakiegoś miesiąca zawdzięczam tylko łaskawej pogodzie. W poprzednich sezonach raczej mój sezon kończył się pod koniec października. Tak więc wrażenia z jazdy muszą być pozytywne, bo przecież jazdy mogło już po prostu nie być.
Podczas dzisiejszego wyjazdu doświadczyłem nad wyraz zmiennej pogody: było i słoneczko, były gęste chmury, był dziwny ciepły deszcz, który raczej kojarzył się z wiosną, był wreszcie grad i śnieg. Te dwa ostatnie opady trwały dość krótko i raczej nie utrudniły jazdy. A wszystko to w przeciągu mniej niż czterech godzin. Był jak zwykle wiatr. I to o piekielnej mocy. Bardzo pomagał w pierwszej części mej jazdy, a w drugiej był przekleństwem.
Celem wycieczki był prastary śląski gród Niemcza, sławny z obrony w czasach Bolesława Chrobrego przed wojskami niemieckimi i czeskimi. Dziś można tam zobaczyć pozostałości murów miejskich. Niestety miasteczko podupada. W rynku nie ma turystów, tylko można zobaczyć paru spragnionych meneli pod sklepami monopolowymi… Dla mnie, miłośnika historii, smutny to był widok i przynoszący nieciekawe refleksje. Cóż było jednak robić? Zostawiłem meneli na pastwę ich zgubnego nałogu i pomknąłem z powrotem. Już pod ten piekielny wiatr. Na trasie wypróbowałem swoje nowe rowerowe wdzianko, cieplutki bezrękawnik, w pięknym żółtym kolorze. Spisał się zgodnie ze swym kolorem, czyli na złoty medal. Wytrzymał atak deszczu, gradu i śniegu.
Rowerzystów spotkałem niewielu. Dokładnie dwóch i to na początku mej jazdy jeszcze pod Świdnicą. Potem już był tylko asfalt i mijające mnie samochody.
Dystans 84,7 km ze średnią 24 km/h. Trasa zupełnie nie dziewicza: Świdnica-Bystrzyca Górna-Bojanice-Pieszyce-Dzierżoniów-Byszów-Niemcza-Byszów-Roztocznik-Uciechów-Jaźwina-Wiry-Świdnica.
Wieczorem w Świdnicy zaczął na poważnie padać śnieg…
Tak oto zakończyłem uzupełnienia za lata minione. Teraz tylko siadać na rower i przemierzać kolejne dystanse. Cóż, to dopiero najwcześniej pod koniec stycznia (jak pogoda się poprawi, bo w Świdnicy zimno i śnieg).Teraz czas na narty.
- DST 103.50km
- Czas 04:11
- VAVG 24.74km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Niedziela, 11 grudnia 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Takiego grudnia nie pamiętają chyba najstarsi górale. Śniegu jak na lekarstwo, sport narciarski w odwrocie. Mimo że trochę jeżdżę na nartach, to oczywiście nad tym nie ubolewam. W środku tygodnia z pogodą było różnie: padał deszcz ze śniegiem, było ponuro i szaro. Wielka Sowa (najwyższy szczyt w okolicy), którą widzę wracając z pracy, pokryła się białą barwą. Nawet ja straciłem wszelką nadzieję. Wirtualnie zamknąłem sezon, robiąc podsumowania i swoje statystyki.
A tu w sobotę pogoda naraz się odmieniła. Było co prawda mroźnie, lecz pięknie i słonecznie. Na jazdę zdecydowałem się jednak dziś, bo wczoraj dopadła mnie jakaś niechęć egzystencjalna do wszystkiego. Dobrze, że mi przeszło, bo dzisiejszy dzień też poszedłby na starty… No ale jednak w końcu zwlokłem rower ze strychu i pomknąłem.
Pomny zeszłotygodniowych doświadczeń, wyruszyłem wcześniej, bo przed dziewiątą. Oj, było rześko. Przydały się wszystkie wdzianka, które przezornie zarzuciłem sobie na grzbiet. Mogło być około minus dwóch stopni. Na początku mej jazdy nie było prawie wcale wiatru, więc mróz był zupełnie nieszkodliwy. Po kilku kilometrach byłem już rozgrzany i nie czułem chłodu. Należało uważać na drodze, bo była ona miejscami mocno oszroniona i co za tym idzie, śliska. Na takiej nawierzchni gwałtowne ruchy kierownicą lub ostre hamowania nie są dobre dla zdrowia. Zatem jechałem równo, bez zrywów i jakiegoś niepotrzebnego manewrowania. Później ożywił się wiaterek, lecz wyszło także piękne słońce, które nawet nieco grzało. Jechałem na wyścigi ze swoim cieniem, co nawet uwieczniłem na fotografiach, bo wydało mi się to ciekawe. Chłonąłem każdy kilometr, bo jazda dawała mi nadzwyczajny relaks. Cieszyłem się widokami wzniesień, odległych wiosek położonych u podnóża Ślęży, nienaturalną w grudniu soczystą zielenią wschodzących ozimin (chyba rzepaku), ludzi mknących gdzieś do swoich spraw. Nie jechałem szybko, bo pragnąłem przyjrzeć się temu wszystkiemu, poza tym moja kondycja nie jest już taka, by swobodnie rzucać wyzwania niedościgłemu wiatrowi. W trakcie jazdy spotkałem nawet sporo rowerzystów, byli to wyłącznie panowie w dość zaawansowanym wieku. Pewnie mój wiek też jest zaawansowany, jak na warunki Forum, jednak mam na myśli jegomościów około sześćdziesięcioletnich, którzy pięknie i dostojnie zaliczali grudniowe trasy. Trochę mnie to budowało, bo nachodziła mnie myśl, że jeśli tylko jako-tako będę się traktował i nie popadnę w nadmierne zwichrowania ciała lub umysłu, to i dla mnie jeszcze może być perspektywa wielu lat rowerowych szaleństw. Czego wszystkim na tym Forum życzę, bo niedługo wszakże Boże Narodzenie, czas życzeń i prezentów.
Do domu wróciłem około trzynastej. Nawet przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zatoczyć obszerniejszego kółka wokół Świdnicy, lecz skarciłem się zaraz w myślach za zachłanność na jazdę. Nadmiar czasem też jest zły. Niekiedy powoduje rutynę i zniechęcenie. A do roweru nie chcę się zniechęcić…
Moja dzisiejsza trasa (niestety bez dziewiczego, maluśkiego nawet kawałka): Świdnica-Wiry-Jaźwina-Łagiewniki-Białobrzezie-Jordanów Śl.-Przezdrowice (nie jest to wielka miejscowość, ani charakterystyczna dla przebiegu trasy, ale jaka ładna nazwa)-Sobótka-Marcinowice-Wierzbna-Żarów-Jaworzyna Śl.-Milikowice-Komorów-Witoszów Dolny-Świdnica. Dystans 103,5 km, a średnia 24,7 km/h.
- DST 138.70km
- Czas 06:06
- VAVG 22.74km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Sobota, 3 grudnia 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Jazda była dość improwizowana, bo myślałem, że uda mi się pojechać z kolegą, lecz on nie mógł. Miałem jechać gdzieś w okolice Nowej Rudy, a pojechałem do Legnicy. Wydawało mi się, że nie wyjdzie więcej niż 115 km, lecz droga faktycznie wiodła mocno dookoła i wyszło tego blisko 140. Było nawet kilka „dziewiczych” odcinków, czego w grudniu raczej się nie spodziewałem. Lecz jak już pisałem – improwizowałem nieco. Jak zwykle trochę czasu zmarudziłem w domu i wyjechałem mocno po dziesiątej. Miało to dość znamienne skutki, o czym niebawem. W prostej linii ze Świdnicy do Legnicy jest ok. 50 km. Nie polecam jednak tej drogi, bo kiepsko tam się jeździ ze względu na spory ruch samochodowy, w tym ciężarowy. Zawsze jednak można przecież wybrać spokojne dróżki boczne. Tak też zrobiłem. W większości są one mocno dziurawe i jedzie się po nich jak po sicie. Smaczku dodaje fakt, że przez sporo wiosek w okolicach Legnicy wiedzie bruk. Zostawiono go chyba jako coś zabytkowego, bo jest on mocno wybity, a jazda po nim na kolarzówce to istne rodeo. Są to odcinki krótkie, zaraz za wioską znowu pojawia się asfalt, ale zapadają w pamięć. Patrzyłem tylko, czy nie złapałem gumy. No jakoś się udało… Koła nabiłem dość mocno, a więc jechało się na czymś takim raczej niekomfortowo, lecz przynajmniej mniejsza była szansa przebicia dętki. Moja trasa wiodła tak, że musiałem przejechać przez całą Legnicę. Miasto ma bogatą historię i warto je zwiedzić. Jednakże rowerem się źle po nim jeździ. Są co prawda ścieżki, ale spowalniają jazdę, bo często trzeba z nich zjeżdżać i plątać się chodnikami. Zatem jechałem z samochodami, bo tak było szybciej. Na początku miałem zamiar trochę pooglądać starówkę i porobić parę fotek, lecz zorientowałem się, że jestem w niedoczasie i postanowiłem czym prędzej gonić z powrotem do domu. Przy tym jednak duch przekory znowu we mnie wygrał i nie pojechałem najprostszą drogą, tylko znowu zacząłem lawirować. Najpierw był kierunek na Złotoryję, potem znowu skręt na Jawor. Cały czas była miła pogoda. Nawet w pogodny dzień zmierzch w grudniu zapada szybko. Tak też było i wczoraj. Na szczęście wziąłem mrugające tylne światełko, lecz z przodu nie miałem żadnego oświetlenia. Kompletne ciemności dopadły mnie na jakieś 20 km od domu. Cóż, jechałem dość wolno, bo raczej nie widziałem drogi przed sobą i nie chciałem być staranowany przez jakiś samochód. Gdy samochód nadjeżdżał z tyłu przez moment miałem oświetloną drogę, gdy jechał z przodu, z reguły walił po oczach długimi. Przez niektóre miejscowości jechało się lepiej, bo droga była oświetlona mdłą poświatą latarni. Lepsze to było niż nic. Odcinek, który przebyłem po ciemku, jest mi dobrze znany, zatem wiedziałem, że nie ma dziur w asfalcie, i to dodawało mi odwagi. Tak jak wspomniałem, posuwałem się wolno. Trochę patrzyłem się też na boki, z obawą czy nie napatoczy się jakaś policja. Tablicę z napisem „Świdnica” przywitałem w dużą ulgą. Potem żona mi coś tam gęgała, że powinienem ją poprosić o ratowanie męża i ściągnięcie mnie z trasy do samochodu. Cóż, nie rozumie ducha sportu.
Podsumowanie wczorajszej jazdy- dystans 138,7 km, średnia 22,8 km/h, trasa Świdnica-Stary Jaworów-Nowy Jaworów-Pasieczna-Stanowice-Międzyrzecze-Strzegom-Graniczna-Goczałków Górny-Danianowo-Księżyce-Granowice-Mierczyce-Wądroże Wielkie-Polanka-Rogoźnik-Kłębanowice-Koskowice-Legnica-Wilczyce-Krotoszyce-Krajów-Sichówek-Sichów-Chroślice-Piotrowice-Jawor-Zębowice-Czernica-Gniewków-Dzierżków-Borów-Roztoka-Jugowa-Dobromierz-Siodłokowice-Świebodzice-(Ciernie)-Milikowice-Komorów-Witoszów Dolny-Świdnica. Wymieniłem wszystkie przejechane przeze mnie miejscowości, by oddać slalom tej trasy…
Widziałem prognozy. Pojutrze ma być śnieg. Czyżby zatem koniec sezonu???
- DST 113.00km
- Czas 04:42
- VAVG 24.04km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Sobota, 26 listopada 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Roztrenowanie postępuje i nie należy się forsować, zwłaszcza w moim wieku, bo często słyszę, że ten lub inny mój kolega-równolatek skarży się na gwałtowne obniżenie kondycji i jakieś nagle pojawiające się bóle w kręgosłupie czy gdzie indziej… Hm , na kondycję póki co nie narzekam, gorzej z tą drugą sprawą. Słyszałem o zapamiętałym rowerzyście, nieco starszym ode mnie, który lekceważył ból kolan i w trasę wybierał się po zażyciu środków przeciwbólowych. Teraz rower musiał powiesić na kołku i ma poważne problemy. No ale zostawmy te smutne historie i cieszmy się końcówką sezonu, który dla mnie rowerzysty-nieśniegowca, mimo zmniejszonej intensywności jazd, ciągle trwa. Słyszałem, że nawet grudzień ma być ciepły i bez opadów śniegu. A więc można będzie jeszcze trochę pomęczyć rowerek. Kto to wie, może będzie można płynnie wskoczyć w sezon 2012?
Trasa miała taki oto przebieg: Świdnica-Pieszyce-Dzierżoniów-Niemcza-Strzelin-Bierzyn-Mańczyce-Jordanów Śl.-Przełęcz Tąpadła-Wiry-Świdnica. Dystans 113 km przy średniej 24 km/h. Od Strzelina była walka z listopadowym wiatrem, który nadwątlił moje siły. Do domu przyjechałem przed szesnastą. Na trasie spotkałem jednego rowerzystę, a szkoda, bo jako rzekłem, pogoda jest całkiem niezła (mimo tego wietrzyska).
- DST 113.90km
- Czas 04:37
- VAVG 24.67km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Niedziela, 20 listopada 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Pogoda sprzyja, zatem można było nieco przewietrzyć stare cielsko. Sprzyja, to znaczy nic nie pada, a zwłaszcza śnieg, bo temperatura wynosiła dziś u mnie ok. 2-3 stopnie, a więc było dość rześko. Zachmurzenia jakiegoś wielkiego także nie było, ale na całej trasie towarzyszyła mi listopadowa mgiełka. Widoczność była raczej kiepska, a więc należało jechać z dużą uwagą, uwaga ta zwłaszcza dotyczyła samochodów, dla których warto było być widocznym. Cóż znaczą niskie temperatury, gdy można ubrać się ciepło?! Wciągnąłem na grzbiet różne rowerowe wdzianka, głowę też osłoniłem od zimna. Wyglądałem pewnie jak żołnierz niemiecki pod Stalingradem. Ale co tam! Ważne że jakoś się jechało. Wyjechałem gdy osiadły gęste poranne mgły, koło dziesiątej. Wróciłem przed piętnastą, gdy już słońce nie dostarczało ani jednej kalorii ciepła przez zbity pułap chmur.
Jechało mi się przyjemnie. Trasę dobrałem odpowiednią. I choć udało mi się zaliczyć parę „dziewiczych” miejscowości (w powiecie średzkim śląskim), to kilometraż wyszedł prawie dokładnie zgodny z zakładanym. Na drodze spotkałem nawet dwa razy rowerzystów, i to sakwiarzy. Raz duet przy stacji benzynowej w Kątach Wrocławskich, raz singla już koło Świdnicy.
Dystans 113,9 km ze średnią 24,7 km/h. Trasa: Świdnica-Wiry-Sady-Sobótka-Mirosławice-Kamionna-Kąty Wrocławskie-Samsonowice-Jarosław-Udanin-Gościsław-Żarów-Jaworzyna Śl.- Witków-Komorów-Witoszów Dolny-Świdnica.
Sezon trwa. Do pierwszych większych opadów śniegu . Oby jak najpóźniej…
- DST 100.80km
- Czas 04:22
- VAVG 23.08km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Piątek, 11 listopada 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Wczorajszą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości uczciłem w sposób dla mnie najbardziej odpowiedni, czyli na rowerze. Jeżdżę już tylko w weekendy, jeśli rzecz jasna pogoda pozwoli. W związku z tym powoli wygaszam sezon, zarówno pod względem liczby przejazdów jak i ich dystansu. Dla mnie brak cyklicznych jazd oznacza widoczny upadek formy. Jakoś wiotczeją mi mięśnie i słabną płuca… No to lekki żarcik, ale z malutkim procentem prawdy. Pogoda była znośna, jeśli nie liczyć silnych podmuchów przeciwnego mroźnego wiatru, z którym zmagałem się na całej trasie. Wiatr wiał wschodni, a ja właśnie w tym kierunku podążałem. Momentami na długich odcinkach jechałem 20-22 km/h, bo taka była siła tego wiaterku, że nie sposób było mknąć szybciej. No ale to normalne u nas o tej porze. Hm, normalne w tym sensie, że w ogóle wieje i przy tym zaczynam się już przyzwyczajać, że normalność owa oznacza, iż wiatr jest mi wrogiem. Jedyną korzyścią w tej sytuacji było wrażenie, że jadę pod górę, gdy tymczasem trasa była raczej płaska. Korzyścią dlatego, że lubię jeździć po górach… Po chwili zastanowienia można jednak powiedzieć, że analogia była słuszna tylko do pewnego stopnia. Na jazdę po górach, którą lubię składają się i ciężkie podjazdy, ale też karkołomne zjazdy. Na wczorajszej trasie rzecz jasna „zjazdów” nie było. No ale nie ma co grymasić, bo najważniejsze, że przecież nieco sobie pojeździłem, a mógł spaść śnieg, który nakazałby powiesić rower na kołku. Wyjechałem stosunkowo późno, bo mocno po dziesiątej. Dystans jednak miał być raczej przeciętny i nie było gdzie się spieszyć. Na mojej trasie była miejscowość Stolec. Jednak nie piszę o niej dlatego, że ma dość charakterystyczną nazwę, lecz aby przypomnieć pewne historyczne wydarzenie, które miało miejsce w jej pobliżu. Otóż w drugiej połowie XIII wieku miała miejsce bitwa pod Stolcem. Była to walka bratobójcza, bo walczyły przeciwko sobie oddziały piastowskich książąt śląskich i wielkopolskich. Jechałem tak zatem niespiesznie, hamowany przez wiatr i patrzyłem na okoliczne pola, wyobrażając sobie tę średniowieczną batalię… Nie informują o niej żadne napisy, a szkoda, bo mimo bratobójczego charakteru bitwy, jest ona świadectwem polskości tych ziem, które później przez wiele stuleci były germanizowane. Taka oto refleksja przy świecie niepodległości…
Trasę wybrałem tak, aby przejechać „dziewiczy odcinek”. Pisałem kiedyś o tym. Z grubsza chodzi o to, że bardzo lubię pokonywać jakąś drogę na rowerze po raz pierwszy. Wtedy z ożywieniem obserwuję jej przebieg, ukształtowanie terenu, mijane miejscowości. Tym razem dziewicza droga miała dystans ok. 30 km i położona była między Ziębicami a Nysą. Był zatem nowy asfalt, było parę hopek, była błogość poznawania czegoś nowego…
Cała trasa miała taki oto przebieg: Świdnica-Bojanice-Pieszyce-Bielawa-Budzów-Stoszowice-Ząbkowice Śl.-Stolec-Ziębice-Kamiennik-Nowaki-Jędrzychów-Nysa. Dystans 100,8 km ( przekroczenie stu kilometrów wyniknęło z dodatkowej rundy po Nysie, a wydawało mi się, że trasa będzie liczyć 110-115 km) przy średniej 23 km/h.
- DST 125.00km
- Czas 05:08
- VAVG 24.35km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Sobota, 5 listopada 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Świdnica-Pieszyce-Przełecz Jugowska.
Aż dziw, że to listopad. Gdyby nie szybko zapadający zmierzch, można byłoby powiedzieć, że mamy koniec września. Dziś było ciepło i błękitnie. Tylko mocne podmuchy były późnojesienne. Trasa 125,0 km przy średniej 24,3 km/h. Po Przełęczy Jugowskiej były Czechy i parę znanych miejscowości…
W trakcie jazdy myślałem czy to nie czasem ostatni wyjazd w tym roku, bo od przyszłego tygodnia ma być zła pogoda… No, zobaczymy…
- DST 140.10km
- Czas 05:48
- VAVG 24.16km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Niedziela, 30 października 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Pogoda utrzymuje się na przyzwoitym poziomie. Jak w październiku nie pada, to jest już nieźle. Tak właśnie było dzisiaj. Wyjechałem dość wcześnie, bo nie było nawet godziny ósmej, gdy ja już deptałem w pedały. Jak się człek dobrze ubierze, to nie straszne zimno. Choć raczej bym zgrzeszył, gdybym stwierdził, że było chłodno. Pod czapką było mi nawet gorąco, bo już na początku trasy był podjazd. Spod niej co jakiś czas spływała kropelka potu… Kiedyś spotkałem jakiegoś rowerzystę, a było to podczas naszego wspólnego wypoczynku na Przełęczy Woliborskiej. Wymieniliśmy kilka zdań. Powiedział wtedy, że jak ktoś jest w dobrej formie, to się nie męczy. Nic bardziej mylnego! Owszem można jechać szybciej, dalej i mocniej. Ale zmęczenie jest naszym chlebem powszednim. Nie wiem jak wy, ale dla mnie jednym z motywów mej jazdy na rowerze jest chęć odczucia dojmującego zmęczenia. Jak serce mocniej bije, jak twarz czasem wykrzywia się w grymasie, to wtedy wiem, że żyję. Po rowerowej jeździe, wieczorem, tak jak teraz, czuję jak nogi i odpoczywają, czuję też lekką senność. Ale takie to przemyślenia na marginesie. Z tym przygodnie spotkanym kolarzem już się więcej nie zobaczyłem. On zjechał z przełęczy w jedną stronę, a ja w drugą. Jedno wiem, że jak jeździ na rowerze, to się męczy.
Na trasie wiało, ale to już rzecz normalna. Znowu przypatrywałem się kolorom drzew. Jesień całkiem już je odmieniła. Zieleń już dostrzec można na drzewach iglastych. Liściaste przybrały głównie wszelkie odcienie żółci, czerwieni spotyka się niewiele. Poza tym trzeba trochę uważać, bo liście na drodze tworzą śliskie i zdradliwe podłoże. Lepiej na nich się nie poślizgnąć! Wiatr strąca je intensywnie z drzew i lecą prosto w twarz. Chyba wymyśliły sobie taki konkurs: który pacnie rowerzystę w głowę, ten wygrywa. Nie ma co narzekać. Jak przyjdzie zima, to nawet takich jazd nie będzie można sobie zafundować.
Chciałbym napisać jeszcze o jednej rzeczy. O niefrasobliwości. Mojej. Wybrałem się w trasę, jako się rzekło dość wcześnie. W domu szybko przekąsiłem jakąś bułkę. W garść wziąłem 10zł, bo myślałem, że wystarczy na drobne wydatki. Z domu nie biorę jedzenia, wolę kupić jakąś bułkę czy batona w trasie. Czasem, gdy jazda jest całodzienna, przystaję gdzieś i jem porządny obiad. Dzisiaj jakoś pieniądze się szybko rozeszły. W planach miałem nieco krótszą trasę niż ostatecznie wyszło, bo będąc już w pobliżu Świdnicy, odbiłem od niej i zatoczyłem spore koło. Gdy odbijałem czułem się całkiem nieźle. Ale po krótkiej jeździe zacząłem odczuwać dojmujący brak kalorii. Objawiało się to spazmami żołądka. To jeszcze można byłoby wytrzymać, lecz doszły do tego mocne kurcze mięśni nóg. Gdy przed oczami pojawiły mi się mroczki, pomyślałem, ze to nie przelewki, bo do tej pory to bagatelizowałem. Pomyślałem, że muszę coś przekąsić, bo zaraz stanę, albo co gorsza, wpadnę do rowu. No i co? Stanąłem przy krzaku dzikiej róży i dość solidnie objadłem jego owoce. Do jedzenia nadaje się właściwie tylko skórka, bo wewnątrz owocu są twarde ziarenka otulone czymś w rodzaju roślinnej waty szklanej. Skórka ma smak słodko-kwaśny i jest całkiem smaczna. Tak posilony przebyłem ostatnie 25 km. Nie był to wszakże pełnowartościowy posiłek, bo w domu na jedzenie rzuciłem się jak wygłodniały wilk.
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Modliszów-Wałbrzych-Mieroszów-Golińsk-Mezimesti-Hejtmankovice-Broumov-Hyncice-Mezimesti-Mieroszów-Unisław Śl.-Rybnica Leśna-Głuszyca-Zagórze Śl-Bystrzyca Grn-Bojanice-Mościsko-Kiełczyn-Wiry-Świdnica. Dystans 140,1 km ze średnią 24,1 km/h, która strasznie podupadła na ostatnim odcinku przebytym na długu kalorycznym.
- DST 66.90km
- Czas 02:31
- VAVG 26.58km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Piątek, 28 października 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Jesień na dobre objęła panowanie. I to w odmianie listopadowej. Pochmurno, zimno, wietrznie. Na szczęści bez opadów, a więc można było się dziś nieco dotlenić. Dzień już króciutki… Należało zatem wybrać się w niezbyt daleką trasę i do tego się streszczać. Zatem streszczałem się i wyszło z tego coś takiego: Wałbrzych (praca, wyjazd o 15)-Dziećmorowice-Lubachów-Bojanice-Lutomia Dolna-Mościsko-Kiełczyn-Wiry-Marcinowice-Stefanowice-Pszenno-Jagodnik-Świdnica. Dystansie 66,9 km przy średniej 26,5 km//h. Nie byłem na rowerze od tygodnia i ze zdziwieniem zauważyłem lekki spadek formy. Pod górki, których co prawda nie było wiele, jechało mi się dość ciężko. Cóż, nadchodzi zmierzch sezonu… Organizm może chce już odpocząć, zapaść w sen zimowy. No ale jeszcze mam nadzieję ciut pojeździć. Ale to już tylko w weekendowe dni, bo przesunięcie godzin zniweczy moje zapędy do jazdy w dni robocze. No i jeszcze jeden malutki warunek. Nie może spaść śnieg. Co prawda go nie zapowiadają, ale jak patrzyłem na chmury podczas dzisiejszej jazdy jakoś wyglądały mi na nabrzmiałe tym białym paskudztwem…
- DST 157.80km
- Czas 06:14
- VAVG 25.32km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
przejazdy 2011
Sobota, 22 października 2011 · dodano: 14.01.2012 | Komentarze 0
Korzystając z niezłej pogody oraz pewnej uroczystości, która miała się odbyć nieopodal Kluczborka, postanowiłem zaliczyć rowerową jazdę na tym właśnie odcinku. Tym większą pałałem chęcią jazdy, że w tamte strony zapuszczałem się z rzadka , a odstani 70- kilometrowy odcinek jechałem już zupełnie dziewiczymi dla mnie trasami. Dziewicze trasy są bardzo podniecające, hm tzn. rowerowo. Wcześniej dokładnie przestudiowałem szczegółową mapę województwa opolskiego i tak podbudowany teoretycznie wyruszyłem koło godz. 9 w drogę. Myślałem że rano będzie cieplej, jednak chłód był przenikliwy. Oszronione trawy i niższe krzewy wyraźnie oznaczały, iż w nocy był tęgi przymrozek od ziemi. Jechałem, a para buchała ze mnie jak z parowozu. Ubrany byłem wszakże przyzwoicie i odpowiednio do zastanych warunków. Na głowie czapka, dwie bluzy, grube spodnie kolarskie. Na początku jazdy przydałaby się nawet kominiarka, bo mróz szczypał w nos i policzki, tej nie wziąłem, ale wkrótce-tak koło jedenastej-zrobiło się w miarę ciepło, bo słońce, choć niezbyt intensywnie, ale jednak wzięło się do pracy. Rower szedł równo, ja myślami błądziłem gdzieś w obłokach. Mijały kilometry dobrze znanych mi dróg: Wiry, Jaźwina, Łagiewniki, Strzelin… Potem skierowałem się ku Brzegowi. Droga prowadzi tam co prawda krajowa, jednak zarówno ze względu na niezbyt duży ruch oraz kiepski stan nawierzchni, jest to kwalifikacja nieco na wyrost. Przed Brzegiem porobiono jednak znaczne odcinki nowych dróg w tym obwodnicę. Szukałem kierunku na Namysłów, który jakoś kiepsko był wskazywany. W pewnym momencie nawet musiałem spytać się o drogę. I pech chciał, że zapytałem o to dwie blondynki. Ochoczo mi pokazały, w którą stronę mam jechać. Jak się okazało, należało udać się dokładnie w odwrotnym kierunku… Przejechałem przez ładny stary kratownicowy most na Odrze, a w miejscowości Pisarzowice odbiłem z głównej drogi w prawo, wkraczając jako się rzekło na początku w nowe dla mnie rowerowe trasy. A konkretnie droga wiodła przez Stobrawski Park Krajobrazowy. Stobrawa to rzeka, dopływ Odry. Droga , na początku, gładka i nowiuśka, wkrótce stała się dziurawa i wyboista. Ale nie traciłem ducha, bo jechało się przez lasy, a drzewa miały piękne jesienne kolory: dominował czerwień i złoto. Na dole był kobierzec barwnych liści, a u góry liście trzymające się jeszcze drzew też cieszyły oczy. Czasem miałem wrażenie, że jadę w jakimś złotym tunelu, a przebijające się słońce dodatkowo zabarwiało to zjawisko żółtymi refleksami swoich promieni. Na szlaku spotkałem kilka miejscowości o intrygujących nazwach: Pokój, Szum, Zawiść. No ale najlepsza była mała wioska o dumnej nazwie Paryż. Tam nawet przystanąłem, by zrobić małą fotkę moim zdezelowanym telefonem komórkowym. Hm, to już drugi Paryż w moim życiu. Pierwszym był położony nad rzeką też na literę „s”. Chociaż tak właściwie nie jestem pewien, czy „nasz” Paryż leży na Stobrawą. Mniejsza z tym, Stobrawa w najgorszym przypadku przepływa gdzieś w pobliżu.
W niezłej formie dotarłem do Kluczborka, ale dojechałem tam tylko by szybko z perspektywy roweru rzucić okiem na to miasto i potem zawrócić, bo wspomniana impreza miała miejsce w miejscowości o nazwie Bogacia. Tam też szczęśliwie około godziny 16 zakończyłem jazdę i wziąłem udział w przyjemnej imprezie. Pokonany dystans: 157,8 km ze średnią 25,3 km/h.
Dziś powrót do domu samochodem. Podczas jazdy tęsknie wszakże wpatrywałem się w drogę, bo dla mnie zawsze perspektywa rowerowa jest piękniejsza niż ta widziana przez szybkę…