Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 313190.10 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.66 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Finlandioszwecja 8/10. Nokia-Tampere-Kaukola

Sobota, 27 sierpnia 2022 · dodano: 31.08.2022 | Komentarze 0




Finlandioszwecja 7/10. Kalakoski-Nokia

Piątek, 26 sierpnia 2022 · dodano: 31.08.2022 | Komentarze 0




Finlandioszwecja 6/10. Vaasa-Kalakoski

Czwartek, 25 sierpnia 2022 · dodano: 31.08.2022 | Komentarze 0




Finlandioszwecja 5/10. Långviken-Umea-(prom przez Zatokę Botnicką)-Vaasa

Środa, 24 sierpnia 2022 · dodano: 31.08.2022 | Komentarze 0




Finlandioszwecja 4/10.Karlshall-Långviken

Wtorek, 23 sierpnia 2022 · dodano: 31.08.2022 | Komentarze 0




Finlandioszwecja 3/10.Tornio-Karlshall

Poniedziałek, 22 sierpnia 2022 · dodano: 31.08.2022 | Komentarze 0




Finlandioszwecja 2/10. Harjula-Övertornea (Szwecja)-Tornio

Niedziela, 21 sierpnia 2022 · dodano: 31.08.2022 | Komentarze 0




Finlandioszwecja 1/10. Kemijärvi-Rovaniemi-Harjula

Sobota, 20 sierpnia 2022 · dodano: 31.08.2022 | Komentarze 3

Opis całości będzie później.




Przed wyjazdem do zimnych krajów. Mietków

Wtorek, 16 sierpnia 2022 · dodano: 16.08.2022 | Komentarze 0

Start i meta w Burkatowie. Mały opis jutro.

Poranna jazda do pracy odbyła się po innej trasie niż wszystkie poprzednie. Startowałem ze wsi Burkatów, od swojej żony. Tym razem na pobudzenie dostałem podjazd na Modliszów. Jest on dość wymagający i prawdę mówiąc niezbyt go lubię. Ostatni raz robiłem go może ze dwa lata temu. Od tej pory jechałem tamtędy tylko w drugą stronę, czyli w stronę zjazdową. O szóstej rano jednak dość słabo się wspina. Od czasu kiedy wyremontowano tę drogę, jeździ tam sporo samochodów, no ale do wytrzymania. Ranek był ciepły i jakoś mi to poszło. Do pracy stawiłem się przed czasem, a licznik wskazał przejechany dystans 18,2 km, a więc tylko o cztery kilometry więcej niż przy mojej standardowej wewnątrzwałbrzyskiej trasie. Na ten wyjazd przygotowałem sobie swoją najstarszą rowerową koszulkę. Zakupiłem ją w pierwszym swoim rowerowym sezonie w roku 2002 i do tej pory mi służy. Szwy są mocne, liczne prania też nie wpłynęły na jej stan, no tylko kiedyś zamek musiałem wymienić. Co najważniejsze, jest w pięknym głębokim żółtym kolorze.

Z pracy wyjechałem planowo, a więc o piętnastej. Dzień był znowu miły. Po deszczowym weekendzie, znowu wyszło słońce, temperatura była idealna (w okolicach trzydziestu stopni), a poza tym towarzyszył mi przyjemny zefirek.

Jeżdżąc tak ileś tam lat na rowerze, zauważyłem, że od połowy sierpnia zaczyna się powolny schyłek sezonu. Dla mnie to następuje wtedy, kiedy wyraźnie skraca się dzień. Oczywiście jeżdżę dalej – do pierwszych śniegów, ale już z mniejszą intensywnością.

Zakładaną trasę nieco powiększyłem, przy Świdnicy zrobiłem po prostu większą pętelkę. Jazdę zakończyłem w Burkatowie, w dobrej formie i takim samym nastroju.

Wczorajsza trasa:
Burkatów-Modliszów-Wałbrzych-Pogorzała-Milikowice-Jaworzyna Śl.-Pastuchów-Łażany-Żarów-Tarnawa-Buków-dzikowa-Mietków-Maniów-Domanice-Klecin-Wierzbna-Bagieniec-Tomkowa-Świdnica-Burkatów

Dziś pakowanie i wyjazd poza granice kraju. Wreszcie!




Lawirowanie w nowych butach. Niemcza

Niedziela, 14 sierpnia 2022 · dodano: 14.08.2022 | Komentarze 0

Nowe buty kupiłem wczoraj. Wyszło prawie trzy stówy, ale są dość ładne. Ich kolor jest czarny, a więc powoli ta barwa staje się dominująca w moim rowerowym ekwipunku. Po powrocie ze sklepu wkręciłem do nich nowe progi spd. Wszystko lśniło nowością.

Rano miałem zamiar wcześnie wyjechać. Pogoda u mnie się jednak niestety wyraźnie popsuła. O ósmej padało. Postanowiłem zatem przeczekać deszcz. On z kolei raz zanikał, raz się wzmagał. Nawet kusiło mnie, by zrezygnować z jazdy. Buciki wszakże kusiły i zachęcały do wypróbowania.

W końcu mocno po jedenastej wylazłem z domu. Było kiepsko. Pochmurnie i mokro, ale przy tym parno i ciepło. Pierwsze metry w nowych butach wypadły kiepsko. Zaczepy jakoś nie chciały wbić się w pedały. Stopa ślizgała się i nie mogła znaleźć oparcia. W końcu jakoś się udało. Najpierw lewa noga się wczepiła, potem prawa. No ale ta druga tak tylko leciutko.

Do tej pory zużyłem dwie pary butów z blokami spd. Zużycie obu tych par wyglądało podobnie i w pewnym sensie charakterystycznie. Znacznie gorzej wyglądał but prawy, a zwłaszcza jego tylna wewnętrzna część. Nauczyłem się wypinać prawą nogą w ten sposób, by stopę skręcać ku osi roweru. Wykonując ruch piętą ku napędowi szorowałem butem o łańcuch. Po milionie takich ruchów w bucie wyżłobiła się dziura od styku z metalem. Mimo wielu prób oduczenia się tego manewru (wypinanie się lewą nogą, ruch prawą nogą na zewnątrz), jakoś mi to nie wychodziło. Aby szybko nie zniszczyć nowych butów postanowiłem dziś kontrolować to wypinanie się, by dłużej cieszyć się butami bez dziury. Poszło jako-tako. Może w następnych jazdach wyrobię w sobie inny nawyk.

Buty tak czy owak przeszły swój chrzest. Solidnie zmoczył je deszcz, a także zaznały błota. Trochę mnie przy tym uwierały. Są sztywne, co daje dużą stabilność, ale niestety nie są tak wygodne jak moje stare wymęczone kamasze. Nie ma jednak innego wyjścia. Trzeba je wyrabiać.

Dobra pogoda chyba się skończyła. Dziś szły fale deszczu. W mniejszych opadach jechałem, ale dwa razy przeczekałem solidną pompę. Lawirowałem pomiędzy opadami. Tak się złożyło, że moje postoje wypadły w tym samym miejscu, to jest koło wioski Jaźwina, pod wiatą autobusowego przystanku. Najpierw jadąc „tam”, potem „z powrotem”. Za drugim razem pół godzinki spędziłem w towarzystwie pana z pobliskiej wioski, który poszedł sobie na spacer i też musiał uciekać pod dach przed deszczem. Pogadaliśmy sobie o historii Dolnego Śląska, o Sobótce oraz o upadłym przemyśle górniczym.

W mieście etapowym, czyli w Niemczy, jak zwykle pojechałem do rynku. Ciągle tam remontują nawierzchnię. Być może rynek będzie miał dawny blask. Kawałek jechał krajową Ósemką. Mimo niedzieli ruch na drodze był duży. Przejeżdżałem przy knajpie pod Przystroniem, w której można zjeść najlepszy żurek na świecie. Nawet przez chwilę myślałem, by się tam zameldować, ale w końcu o suchej twarzy pojechałem dalej.

W domu na liczniku odczytałem całkiem solidną prędkość średnią, mocno ponad 24 km/h. Jechałem w kółko, a więc działanie wiatru (który i tak był dość słaby) się znosiło. Forma przed wyjazdem rośnie. Zastanawiałem się, z czego tak dobry wynik mógł wynikać. Może to działanie nowych butów?

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Świdnica-Wiry-Jaźwina-Roztocznik-Gilów-Niemcza-Wilków Wielki-Łagiewniki-Jaźwina-Tuszyn-Mościsko-Bojanice-Opoczka-Burkatów-Lubachów-Dziećmorowice-Wałbrzych