Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 313190.10 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.66 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Zdechlak do boju! Marcinowice

Czwartek, 21 lipca 2022 · dodano: 21.07.2022 | Komentarze 0

A więc kolarzówka poszła do reanimacji. Dużo tego wyszło (tzn. rzeczy do naprawy), ale jutro odbieram nowe świeżutkie rowerowe ciałko. Dziś zatem szansę dostał Stary Zdechlak. W zeszłym roku raz tylko się nim przejechałem. Stał biedak cały czas w piwnicy i czekał na lepsze okoliczności. Nawet oblazła go rdza, ale jakieś pół roku temu też go solidnie odświeżyłem.

Trochę się obawiałem, czy jakoś mi pójdzie na nim jazda. Jest ciężki, na szerokich oponach i ma zupełnie inną geometrię niż rower szosowy. Jego nazwa nie jest przesadzona , ma bowiem 25 lat. Pamięta wszystkie moje wczesne wycieczki. Mam do niego spory sentyment. Nawet noszę się z zamiarem lekkiego tuningu, a mianowicie polakierowania ramy na mój ulubiony kolor żółty. Może w przyszłym roku…

Rano do pracy dojechałem nawet sprawnie. Było całkiem przyjemnie, około piętnastu stopni i brak wiatru. Podjazy robiłem z większym mozołem. Czas dojazdu do pracy był jednak przyzwoity, tylko około dwóch minut gorszy od dobrych czasów dojazdu na kolarzówce.

O piętnastej wyruszyłem w skwar. No tak, wreszcie prognozy się sprawdziły i Dolny Śląsk zalał tropikalny upał. Termometr wskazywał 38-39 stopni. Jednak ja jakoś dobrze to znosiłem. Na zjazdach chłodziłem się wiatrem, na zacienionych odcinkach z lubością chłonąłem chwilowy chłód. Parę razy przystanąłem przy wiejskich sklepach i kupiłem zimne napoje. Były boskie.

Odczuwałem różnicę pomiędzy jazdą na kolarzówce i Zdechlaku. Podjazdy szły zdecydowanie wolniej. W wielu miejscach czułem jak jego szerokie opony są po prostu pochłanianie przez rozgrzany asfalt. Grzęzły w nim i się zapadały. Ale czułem też jego siłę. Szprychy i opony wprawione w ruch wydawały piękny niski dźwięk miły dla mego ucha. Rower po przeglądzie spisywał się znakomicie. Wszystko działało jak należy. W pewnym sensie zrobiłem jego test przed wyprawą, która ma nastąpić za krócej niż miesiąc.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Dziećmorowice-Bystrzyca Górna-Opoczka-Bojanice-Lutomia Dolna-Mościsko-Tuszyn-Jaźwina-Jędrzejowice-(znowu przejechałem zamkniętą teoretycznie drogą, bo ciągle robią ten przepust wodny)-Wiry-Marcinowice-Wilków-Panków-Wierzbna-Nowice-Milikowice-Pogorzała-Wałbrzych




Rowerowa nekrofilia. Broumov

Wtorek, 19 lipca 2022 · dodano: 19.07.2022 | Komentarze 2

Nekrofilia to pociąg do tego, co nieżywe. Choć tak naprawdę raczej nie wykazuję takich skłonności, dziś jakoś zbliżyłem się do niej.

Mój rower właściwie od początku sezonu czeka na zmianę napędu. Z moim kolegą, który mi go serwisuje, umówiliśmy się tak, że jak tylko poczuję coś w nim złego, od razu oddaję pojazd w jego ręce. Już w zeszłym roku zakupiłem tarcze, łańcuch i kasetę. Wszystko to czeka u mego kolegi. No ale stary napęd jakoś nie chciał się poddać, a więc jeździłem na nim. W międzyczasie inne rzeczy w mym rowerze zaczęły szwankować. Najpierw tylny hamulec się obluzował. Było to nieco dziwne, bo od niedawna go posiadam. Za skarby nie dał się dokręcić. No ale jakoś można było jeździć. Kolejna sprawa, to stery. Od jakiegoś czasu skręca mi się niezbyt dobrze, z trudem przełamuję opór kierownicy. Wreszcie przerzutki. Opornie dawały się nastawiać…

Wszystkie te mankamenty postanowiłem usunąć przy okazji montażu nowego napędu. No ale stary – jak się rzekło – spisywał się wyśmienicie. Do dzisiaj. Jadąc rano do pracy poczułem, że jego żywot dobiegł końca. Łańcuch zaczął latać na zębatkach jak pijana baletnica z trzeciorzędnego teatru. Zauważyłem, że nieco lepiej jechało mi się, gdy łańcuch ustawiałem na niskich zębatkach, a jazdę regulowałem przednimi tarczami. Wtedy łańcuch jako tako się trzymał. Tak też jechałem całą dzisiejszą trasę.

Gdybyż to był koniec moich problemów! Do tego przyplątała się kłopotliwa sytuacja z kapciem w tylnej oponie. Pierwsze kuku miałem tuż po wyjeździe z pracy. Wyjeżdżałem z Wałbrzycha ścieżkami przy strefie ekonomicznej. Na jednym krawężniku, który musiałem pokonać, podskoczyłem i lądując usłyszałem psyk powietrza taki, jaki wydają naczynia z gazem, które się nagle rozszczelnią. Głośne psss! Najpierw pomyślałem, że to mój bidon. Czasem tak jest, kiedy w bidonie wiezie się soki, które potrafią błyskawicznie sfermentować i wydzielić dużo gazu. Tym razem nie był to bidon. Moja tylna opona została pozbawiona powietrza w ułamku sekundy. Dobrze że akcja działa się na lekkim podjeździe i szybko stanąłem. Przyjrzałem się jej. Bok miała rozdarty. Podskakując na krawężniku bokiem dobiłem do ostrych kamieni, które tam były. One rozdarły oponę. No dobra. Zabrałem się za wymianę dętki. Szło mi opornie, bo opona jakoś skleiła się z obręczą i za Boga nie mogłem jej zdjąć. Wreszcie się udało. Wymieniłem gumę i małą pompką coś tam dopompowałem. Opona była nawet twarda. Przez ułamek sekundy przez głowę przeleciała mi myśl, by także oponę podkleić od wewnątrz. Ale jakoś mi się nie chciało. Pojechałem dalej, a w razie kolejnej kiszki planowałem zawinąć do domu, do którego miałem z dziesięć kilometrów. Nic się jednak nie działo, a więc pojechałem zgodnie z planem do Czech.

Rano było chłodno, ale po południu zrobił się ukrop. Lubię ciepełko, ale bez przesady. Termometr wskazywał 37 stopni. Raczej dużo. Z lubością przyjmowałem zacienione odcinki, ale nie było ich za dużo. Parę razy przystawałem przy sklepach i kupowałem boskie zimne napoje. Jakoś się jechało. W Czechach dotarłem do Broumova. Z pewnym zażenowaniem stwierdziłem, ze w mieści nadal remontują odcinek może 500-metrowy. Babrzą się z tym od maja. Szanują swoją pracę.

Na zjeździe od Rybnicy Leśnej, gdy wjechałem na gorszy asfalt, z tyłu poczułem, że miota mi rowerem. No nie, znowu guma! Drugiej dętki już nie miałem. Klnąc siarczyście zabrałem się za klejenie. Było już późno. Do domu miałem jeszcze kilkanaście kilometrów. Od razu w głowie skreśliłem pierwotny plan jazdy dłuższym półkolem. Już tylko marzyłem, by jak najszybciej dotrzeć do Wałbrzycha. Mam łatki samoprzylepne i takie użyłem w pierwszej kolejności. Nadają się do dupy. Pierwsza z nich trzymała tylko, gdy dętka była napompowana. Gdy nieco spuściłem powietrze, by ją wepchnąć w oponę, zwiotczała i zaczęła przepuszczać. Ten psyk doprowadził mnie do pasji. Stałem na poboczu i majtlowałem przy kole. W pewnym momencie przystanęła przy mnie pani w samochodzie z kłodzką rejestracją. Samochód miał tylni bagażnik, a na nim rower. Pani spytała, czy mnie nie podwieźć. Jakoś mnie to wzruszyło. Są jeszcze na tym świecie uczynni ludzie. Pani podziękowałem i postanowiłem walczyć dalej z tymi zwłokami rowerowymi. Łatkę oderwałem i nałożyłem drugą, także samoprzylepną. Od razu syczało spod niej jak spod przykrywki czajnika. No to ciul. Zostanę tu na noc. Rzuciły się na mnie komary i inne wstrętne owady. Byłem bliski wykonania telefonu po safety car. No ale do tego nie doszło.

Postanowiłem bowiem spróbować ostatniej szansy. Miałem ze sobą normalne łatki z wewnętrzną powierzchnią podlegającą wulkanizacji. Ładnie wyczyściłem miejsce przy dziurze i zgodnie z zasadami nałożyłem łatkę po posmarowaniu jej klejem i odczekaniu trzech minut. Cud! Zadziałało. Spod dziury nic nie sykało. Dobiłem powietrze na maksa i wskoczyłem na rower. Jakoś się jechało. Co prawda musiałem przystanąć ze trzy razy, by dopompować, ale dotarłem do domu. Dzień był już na krawędzi nocy, ale się udało.

Rowerowe zwłoki wrzuciłem do samochodu. Jutro daję je swojemu koledze do serwisu. Ma je reaktywować. Koniec nekrofilii. Szosówkę odbiorę pewnie pod koniec tygodnia. Otwiera się zatem szansa dla Starego Zdechlaka na pierwszą jazdę w tym sezonie.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Unisław Śl.-Mieroszów-Mezimesti-Hejtmankovice-Broumov-Hyncice-Ruprechtice-Mezimesti-Viznov-Nowe Siodło-Mieroszów-Unisław Śl.-Rybnica Leśna-Głuszyca-Olszyniec-Wałbrzych




Gościnne występy. Sierzchów-Tomaszów Mazowiecki

Niedziela, 17 lipca 2022 · dodano: 17.07.2022 | Komentarze 0

Miałem dziś okazję przejechać się na pograniczu Mazowsza i Ziemi Łódzkiej. Gmin nowych nie przybyło, ale przejażdżka była udana. Rano był chłodek i spory wiatr, potem się ociepliło.

Trasa jak w tytule. Po raz kolejny (trzeci jak dobrze liczę) przejechałem przez Inowłódz i znowu przypatrzyłem się pięknemu romańskiemu kościołowi. Z daleka, ale było warto.




Awansem. Dobromierz

Środa, 13 lipca 2022 · dodano: 13.07.2022 | Komentarze 0

Po wczorajszej jeździe, dziś też się wybrałem na rower. Końcówka tygodnia zapowiada się nierowerowa, bo mam mały wyjazd. Biorę co prawda swój pojazd, ale użyję go może w niedzielę na gościnnych występach. A więc niejako dziś odrobiłem teoretycznie późniejszą trasę.

Rano znowu było chłodno, ale po południu się ociepliło. Wiało dość mocno i ten wiatr raczej przeszkadzał. Jechało mi się dziwnie ciężko. Nawet skróciłem swoją trasę, co rzadko mi się zdarza. Byłem też jakiś poddenerwowany. No dobrze, będzie tylko lepiej.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Stare Bogaczowice-Dobromierz-Olszany-Stanowice-Przyłegów-Pastuchów-Bolesławice-Milikowice-Witoszów Dolny-Lubachów-Dziećmorowice-Wałbrzych




Rowerowe umartwienia. Przełęcz Walimska

Wtorek, 12 lipca 2022 · dodano: 12.07.2022 | Komentarze 0

Zimny lipiec opanował moje rejony. Coś tam bredzą o upałach, ale raczej są to kiepskie prognozy. Poranna jazda do pracy przyniosła gęsią skórkę. Z lubością pławiłem się pod ciepłą wodą. W ciągu dnia nawet przeszyły nad Wałbrzychem fale opadów. Kiedy jednak wyjeżdżałem o piętnastej przejaśniło się. Deszczu na trasie nie miałem. I chwała Bogu.

Po raz drugi w tym roku wybrałem się na Przełęcz Walimską, tym razem od drugiej strony, czyli od Pieszyc. Podjazd jest tam trudniejszy. Na długich odcinkach trzyma mocne nachylenia, nie odpuszcza nawet na końcu. Jedzie się mozolnie i powoli. Zaletą drogi jest to, że naprawę jest mało uczęszczana przez samochody. Jedzie się lasem, z dla od cywilizacji. Jazda ma coś w sobie z rowerowego masochizmu. Jako się rzekło, w pocie czoła pnie się do góry, a na zjeździe niewiele nie zwojuje. Droga jest dziurawa, a poza tym człowiek się wytłucze na trzech długich odcinkach kostki. Mozół podjazdu nie daje radości zjazdu. Na odcinku zjazdowym dziś dobiłem ledwie do 40 km/h. No ale raz w roku zaliczam takie rowerowe umartwienie.

Żeby dotrzeć do początku podjazdu, zrobiłem spore kółko. Wiatr trochę dmuchał, ale jakoś miałem wrażenie, że na dłuższych odcinkach mi pomaga. Pojechałem odcinkiem Wiry-Jędrzejowice mimo znaków, że droga jest zamknięta. Owszem przed samymi Jędrzejowicami drogę rozkopano. Trwają tam prace przy przebudowie przepustu wodnego. Samochodem się nie przejedzie, ale ja rowerem przebiłem się bokiem.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Milikowice-Nowice-Wierzbna-Marcinowice-Kątki-Wiry-Jędrzejowice-Tuszyn-Mościsko-Bratoszów-Pieszyce-Przełęcz Walimska-Walim-Jugowice-Jez. Bystrzyckie (tama)-Lubachów-Dziećmorowice-Wałbrzych




Oddech jesieni. Trutnov

Niedziela, 10 lipca 2022 · dodano: 10.07.2022 | Komentarze 0

Ochłodzenie trwa. Dziś temperatura nie przekroczyła 20 stopni, a na długich odcinkach czasu wahał się między 13 a 15 stopniami. Parę razy poprószył deszczyk. Miałem wrażenie, że zapanowała jesień. Drugą część dystansu przemierzyłem w kurtce, bo przemarzłem. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że dostałem informację od swojego kolegi Darka, który gdzieś błąka się w Norwegii za kołem polarnym. Napisał mi, że ma słońce i temperaturę 16 stopni. Odpisałem mu, że ja mam podobnie. Już nie wspomniałem , że nie mam słońca, bo mi było wstyd…

Trasę miałem górską. Przeciąłem kilka pasemek, w tym ciekawe czeskie Góry Jastrzębie (Jestrebi hory). Po raz pierwszy od chyba od dziesięciu lat przejechałem odcinek Adrspach-Hodkovice-Janovice-Jivka Vernerovice. Odżyły wspomnienia. Jest tam pięknie. Najpierw pod górkę, potem w dół. Kurczę, nie pamiętałem tego profilu. W wioskach zapraszają czeski penziony i hospudki. Końcówka wiedzie przez las.

Już w Trutnovie przystanąłem na obiad. W hoteliku-restauracji Porici. Tym razem kusiłem się na smażony ser z hranolkami (frytkami). Smakowało nieźle.

Odcinek z Trutnova do polskiej granicy miałem pod górkę i pod wiatr. Namachałem się jak nieboskie stworzenie. Do domu przyjechałem w dobrej formie.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Burkatów-Jez. Bystrzyckie (tama)-Jugowice-Głuszyca-Rybnica Leśna-Unisław Śl.-Mieroszów-Zdnov-Adrspach-Jivka Vernerovice-Radvanice-Trutnov-Zlata Olesnice-Kralovec-Lubawka-Krzeszów-Grzędy-Czarny Bór-Boguszów-Gorce (Kuźnice Świdnickie)-Wałbrzych




Ku dobremu. Mietków

Czwartek, 7 lipca 2022 · dodano: 07.07.2022 | Komentarze 0

Nastąpiło wyraźne ochłodzenie. Rano było koło dziesięciu stopni, po południu ledwo dwadzieścia. Cały czas straszyło deszczem, ale padało tylko wtedy, kiedy byłem w pracy. Po piętnastej spadły może na mnie ze trzy krople. Jechałem ubrany w strój letni i nieco przemarzłem. Zwłaszcza w rześkim chłodnym wietrze.

Z przyjemnością drapałem się po gojących się ranach z ostatniej kraksy. Za parę dni nie będzie po nich śladu. Kolano też już działa prawie normalnie – zarówno przy jeździe na rowerze jak i przy chodzeniu. Idzie ku dobremu.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Milikowice-Nowice-Pastuchów-Łażany-Żarów-Imbramowice-Dzikowa-Borzygniew-Mietków-Domanice-Klecin-Pszenno-Świdnica-Lubachów-Dziećmorowice-Wałbrzych




Moknięcie i schnięcie. Strzegom

Wtorek, 5 lipca 2022 · dodano: 05.07.2022 | Komentarze 0

Po dwóch tygodniach przerwy znowu rano pojechałem do pracy. Zlało mnie wręcz nieprzyzwoicie. Gdy wyjeżdżałem z domu już spadały pierwsze nieśmiałe krople. Jakoś nie chciało mi się zawracać do domu. Jak już się wyjedzie, to trzeba trzymać się planu. Po minucie deszcz był intensywny. W połowie mojej trasy nieco się uspokoiło, by w jej drugiej części i na końcu aura spuściła na mnie ścianę wody. Czterdzieści minut całej porannej wędrówki wystarczyło, by nie pozostawić na mnie suchej nitki. Z butów wylewały się strumienie. Letni lipcowy deszcz nie był wszakże chłodny. W pracy z przyjemnością skorzystałem z ciepłego tuszu.

W pracy obserwowałem ciąg dalszy opadów, ale też sprawdzałem prognozy. Miało być nieźle. Koło południa deszcz powinien zaniknąć. I tak się stało. O piętnastej bez entuzjazmu zakładałem mokre ciuchy. Przez osiem godzin nie zdążyły wyschnąć, mimo tego, że ładnie je porozwieszałem w mojej szatni. Nakładanie mokrych ubrań to przecież nie pierwszyzna. Jakoś się da wytrzymać. Po południu było nawet ciepło. Temperatura przekroczyła 20 stopni. Słońca co prawda za dużo nie było, ale wiaterek przyjemnie suszył odzienie. Nie ma co ukrywać, trochę cuchniało. Deszcz i pot tworzą wybuchową mieszankę.

Pojechałem zakusami do Strzegomia. Nic godnego uwagi się nie wydarzyło. Jechałem swoim tempem, tylko raz trochę się pościgałem, bo widziałem, że jakiś kolega na rowerze ma na to ochotę. Goniliśmy przez parę kilometrów, aż w końcu każdy podreptał w swoją stronę.

Żeby nieco wydłużyć dystans do Wałbrzycha wbiłem się trzecim podjazdem od strony, od której dziś jechałem. Odpuściłem Pogorzałę i Złoty Las, a pokręciłem przez Olszyniec. Jest tam fajne trzy kilometry nielichego nachylenia. No ale za to praktycznie do samego domu mam później z górki.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Stare Bogaczowice-Sady Dolne-Roztoka-Jugowa-Strzegom-Olszany-Nowy Jaworów-Milikowice-Witoszów Dolny-Bystrzyca Górna-Jez. Bystrzyckie (tama)-Olszyniec-Wałbrzych




Odrabianie zaległości na obiedzie w Czechach. Teplice nad Metuji

Niedziela, 3 lipca 2022 · dodano: 03.07.2022 | Komentarze 0

Po wczorajszej jeździe jednak to kolano znowu się odezwało. Kolano (tudzież inne stawy) jest zdradliwe. Ciężko dojść z nim do ładu. Za dużo tu subtelnych elementów, by tak po prostu wyzdrowiało. No ale nie ma co zrzędzić. W moim wieku powinny mnie boleć inne narządy i podroby. Jakoś nie bolą.

Rano zastanawiałem się, czy może nie odpuścić sobie jazdę. Zaległości narastałby jednak w tempie hiperbolicznym. Na to nie mogę pozwolić. A więc jazda (jak mawia 1ga Świątek).

Jak tylko wsiadłem na rower i parę razy przekręciłem korbą, wszelkie bóle odeszły. Jak tu nie chwalić roweru. Kiedyś też miałem podobnie. W tańcu zachciało mi się jakichś wygibusów i podskoków. Przy bardziej intensywnym coś mi strzyknęło w kręgosłupie. Ledwo chodziłem, a do spania układałem się parę minut. Ale na rowerze mogłem jeździć bez żadnych negatywnych objawów. Tak jest i tym razem z tym nieszczęsnym kolanem.

Z domu wydobyłem się mocno po dziesiątej. Dzień był zaiste piękny. Ciepły, słoneczny, z rozsądnym wiatrem. Aż chciało się jechać. Podobnego zdania było chyba więcej rowerzystów, bo spotkałem ich dziś setki. Przy niedzieli było też niestety mnóstwo samochodów. Może dlatego, że przejeżdżałem przez turystyczne miejsca (Jezioro Bystrzyckie, Skalne Miasto, zalew w Grzędach).

W Czechach zjadłem knedliki. W Mezimesti, w restauracji U Kovarny. Dania są coraz droższe i niestety coraz mniej smaczne. Mój gulasz do knedlików był dość starodawny..
Dzisiejsza trasa była już całkiem górzysta. Kolano jakoś to wytrzymało. Wcale mi nie doskwiera. No ale zobaczymy jutro.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Bystrzyca Górna-Jez. Bystrzyckie (tama)-Jugowice-Głuszyca-Rybnica Leśna-Unisław Śl.-Mieroszów-Zdonov-Teplice nad Metuji-Bohdasin-Mezimesti-Mieroszów-Kochanów-Krzeszów-Grzędy-Czarny Bór-Boguszów-Gorce (Kuźnice Świdnickie)-Wałbrzych




Po kontuzji. Strzelin

Sobota, 2 lipca 2022 · dodano: 02.07.2022 | Komentarze 0

Przez tydzień nie udało mi się pojechać. Złożyły się na to trzy sprawy: bolące kolano po sobotnim upadku, kiepska pogoda oraz dużo pracy w pracy. No ale tak z ręką na sercu, to ten pierwszy powód był decydujący. W poniedziałek nie mogłem chodzić, lekko powłóczyłem nogą. Ból nie był jakiś straszny, ale czułem to kolano. Potem jednak z dnia na dzień było coraz lepiej. Noga się naprawiała. Pozostałe urazy poupadkowe były nieistotne. Obtarcia goją się jak na psie. Mentalnie gotowy byłem na jazdę w czwartek, ale prognozy były kiepskie. Tym razem jednak zapowiedzi się nie sprawdziły. Czwartek był OK, za to w piątek rozpętały się żywioły.
Dziś miało być ciepło, ale bez ekstremów. Wreszcie prognozy się sprawdziły. Z domu wyruszyłem po dziesiątej, termometr pokazywał osiemnaście stopni. Z uwagą wczuwałem się w swoje kolano. Chodząc trochę je jeszcze czuję. Za to na rowerze wcale. W sensie: nic nie boli. Miło było wrócić do rowerowego życia. W ciągu dnia zrobiło się cieplej, ale trzydziestki ciepłota nie przekroczyła. Na jazdę po kontuzji wybrałem trasę raczej płaską, choć mieszkając w Wałbrzychu, całkiem płaskiej wyznaczyć się nie da. Jak zwykle (ale wcale bez zamierzenia) najpierw jechałem z wiatrem, potem pod wiatr. Oglądałem efekty nawałnic: naniesione na drogi kamienie, żwiry, glebę, połamane gałęzie. Rzuciłem też okiem na roślinną wegetację: rzepaki pięknie wykształciły torebki nasienne, pszenica powoli zmienia kolor z zielonego na złoty, drzewa uginają się od czereśni. To moje ulubione owoce. Nawet kusiło mnie, by przystanąć i trochę poszabrować. W końcu odpuściłem sobie, bo w domu mam spore zapasy. Na drogach mnóstwo kolarzy obojga płci, pojedynczo, w parach, w większych gromadach.

Trasa była płaska, ale za to dość długa. Kolano zniosło ją dzielnie. Po drodze zjadłem banana i mały batonik. W domu za to spożyłem porządną obiadokolację.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Dziećmorowice-Lubachów-Opoczka-Lutomia Dolna-Mościsko-Książnica-Jaźwina-Łagiewniki-Sienice-Prusy-Karszów-Strzelin-Zielenice-Brochocinek-Łagiewniki-Oleszna-Jaźwina-Wiry-Kątki-Marcinowice-Klecin-Panków-Wierzbna-Nowice-Milikowice-Witoszów Dolny-Wałbrzych