Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 319421.50 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.60 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Szlifowanie formy. Broumov

Środa, 22 lutego 2023 · dodano: 22.02.2023 | Komentarze 2

Weekend był parszywy. Lało na potęgę. Przejaśniło się w niedzielę po południu, ale już nie było sensu wyjeżdżać.
Dziś wziąłem zatem urlop, by chociaż częściowo powetować sobie straty. Było pochmurnie, ale dość ciepło, no i nie siąpiło.
Postanowiłem trochę się wysilić i zaplanowałem trasę ze sporą liczbą podjazdów. W tym sezonie raczej jeździłem po płaskim, nie licząc okolic Wałbrzycha. Pojechałem zatem do czeskiego Broumova. Na trasie było parę kilkukilometrowych wzniesień, w tym nawet całkiem solidne. Cóż, formy nie ma , ale jakoś wjechałem. Słaba średnia prędkość dobrze opisuje moje zmagania. Po raz pierwszy od kilku lat zauważyłem, że na sakramentalne pytanie: co silniejsze, nogi, czy płuca, dziś mogłem stwierdzić, że te drugie. Nogi czasem były jak z waty. No ale dały radę. Ze dwa razy czułem, że nadchodzi skurcz, a wtedy przystanąłem.
Formę warto szlifować, bo za trzy tygodnie rowerowy wyjazd do ciepłych krajów. Ale na razie o tym sza.
Niestety na weekend zapowiadają u mnie kolejny atak zimy. Szlag. Formy nie podszlifuję. Ale może synoptycy się mylą?
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Burkatów-Jez. Bystrzyckie (tama)-Jugowice-Głuszyca-Unisław Śl.-Mieroszów-Mezimesti-Hejtmankovice-Broumov-Hyncice-Mezimesti-Viznov-Mieroszów-Unisław Śl.-Głuszyca-Olszyniec-Wałbrzych




W promieniach słońca. Łagiewniki

Środa, 15 lutego 2023 · dodano: 15.02.2023 | Komentarze 0

Wczoraj oczyściłem swój rower oraz dopompowałem przednie koło. Zastanawiałem się, czy wstawiona łatka w dętce wytrzyma ciśnienie ośmiu atmosfer. Na wszelki wypadek dobiłem kapkę więcej. Rano powietrze trzymało się bez gadania.

Na dziś wziąłem sobie urlop z przeznaczeniem na rowerowy wypad. Miało być słońce. Poranek w Wałbrzychu był jasny, ale gdy patrzyłem na świat z okna, wszystko skuwał szron. Zwłaszcza imał się samochodów. Wyszedłem na balkon i zmroził mnie chłód. Co gorsza, ulica wyglądała też kiepsko: były oblodzenia. Zjadłem skromne śniadanie: pół bułki z wędliną, apetyt mi nie dopisywał... No ale z wyjazdem nie wahałem się wcale. Odczekałem tylko do wpół do dziesiątej i już śmigałem. Na początku jazdy musiałem być uważny, bo nie chciałem się wywalić i tym samym przedwcześnie zakończyć eskapady. No dobra, udało się. Po dwudziestu kilometrach wjechałem na obszar przedwiośnia.

Od jakiegoś czasu doskwiera mi ból w dolnej części pleców. Cóż, starość się zbliża. Mam pewne problemy, by się schylić. No ale na rowerze jakoś ból przechodzi. Tak było i dzisiaj. Gdy cztery litery oparłem na siodełku, jak ręką odjął. Cud?

Około jedenastej wyszło wspaniałe słońce. Jego promienie nie tylko raziły w oczy, ale faktycznie grzały. Zrobiło się sielsko. Poczułem radość, bo wokół mnie pączkowało nowe życie: drzewa wypuściły pączki, ptaki ochoczo trelowały, a nawet pojawiła się pierwsza pszczoła. Czułem świeże powiewy. Piękny ten świat.

Na sakramenckim bruku w Olesznej czar prysł. Kląłem całkiem ordynarnie. Nikt mnie jednak nie słyszał. Solidnie mnie wytrzęsło. Poczułem głód. W sklepie kupiłem dwie słodkie bułki, które posłużyły mi za obiad. Forma oczywiście nadal kiepska, ale widać minimalne postępy. Nawet ostatni podjazd z Witoszowa Dolnego do Wałbrzycha jakoś poszedł.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Witoszów Dolny-Burkatów-Bystrzyca Górna-Lutomia Dolna-Mościsko-Tuszyn-Jaźwina-Łagiewniki-Oleszna-Uliczno-Jaźwina-Wiry-Kątki-Marcinowice-Śmiałowice-Wierzbna-Bolesławice-Milikowice-Pogorzała-Wałbrzych




Drugi początek sezonu. Wałbrzych-Legnica

Niedziela, 12 lutego 2023 · dodano: 12.02.2023 | Komentarze 0

Wreszcie na rowerze!

Po kilku tygodniach zimowej aury, w końcu pojawiła się szansa na jazdę. W połowie stycznia spadło u mnie tyle śniegu, że przez pięć poprzednich lat tyle by się nie uzbierało. Potem przyszły mrozy. Wałbrzych to specyficzne miasto. Zima tu jest ostrzejsza i trawa dłużej niż w oddalonej o 20 kilometrów Świdnicy. Wystarczy trochę zjechać w dół, by znaleźć się w innym świecie. Nawet myślałem, by wziąć rower do samochodu i przetransportować go w okolice Świdnicy i stamtąd ruszyć w siodle. No ale mróz trzymał nawet tam. W ubiegłych sezonach kilka razy na lodzie zaliczyłem glebę i obiłem się solidnie. Kolarzówka nie nadaje się do takiej zdradliwej nawierzchni.

No ale dziś otworzyło się okienko. W Wałbrzychu co prawda zalega cała masa śniegu – przy drogach są pryzmy tego białego paskudztwa zmieszanego z ziemią. Wszystkie okoliczne wzgórki biją w oczy bielą. Główne ulice wszakże są w miarę przejezdne.

Z domu wyjechałem wpół do dziesiątej. Było zimno, a w powietrzu unosiła się mgła. Pierwsze metry wlały we mnie radość. A więc jadę! Ubrałem się solidnie, grzbiet osłaniało parę warstw ciuchów. Warto było założyć te wszystkie ciuchy y, bo temperatura nie przekraczała pięciu stopni. Po wałbrzyskich interwałach, dotarłem do przegibka ku Pogorzale. Teraz siedem kilometrów w dół. Najpierw lasem, potem wioskami. Śniegu ubywało z każdym przejechanym metrem, wreszcie w Witoszowie Górnym całkiem zanikł. No ale zaczęło padać. Przy takim ziąbie przemoczenie jest czymś fatalnym. Mżyło i przechodziło ku trochę większym opadom. Na szczęście były to tylko strachy. Po dwudziestu minutach deszcz się skończył.

Na trzydziestym kilometrze złapałem gumę z przodu. Dziwne, z reguły dowiadujemy się o tej kiepskiej sytuacji, gdy koło zaczyna nieco płynąć. Ja po prostu w pewnym momencie spojrzałem na oponę. Była nieco rozpłaszczona, ale jeszcze jechało mi się dobrze, bez bujania. Zwykle taki dopust działa na mnie irytująco. Tym razem jednak byłem całkiem spokojny. Rzeczowo zabrałem się do roboty. Oczywiście mam ze sobą zapasową dętkę. Tym razem jednak postanowiłem zakleić dziurę. Na wąskiej szosowej dętce nigdy tego nie robiłem, gdy nie musiałem. Raz musiałem, a było to w zeszłym sezonie. Poszło mi kiepsko. Ledwo dojechałem do domu, co chwila przystając i dopompowując kiszkę. No ale nauka wtedy zdobyta nie poszła na marne. Zupełnie do tego celu nie nadają się łatki samoprzylepne. Zdatne są tylko takie, które się wulkanizują. No i takie miałem. Wyśledziłem dziurę w dętce. Była spora. Zbadałem też oponę na jej wysokości. Też miała otworek. Dziesięć minut i było po robocie. Łatka przyjęła się elegancko, a na wszelki wypadek podkleiłem też oponę od środka (łatką samoprzylepną, żeby też się do czegoś przydała). No i na tym połataniu dotarłem do celu.

Jazdę zaplanowałem w kierunku północnym, by uciekać od śniegu. Wiedziałem, że będzie pod wiatr, ale trudno. Wiatr był faktycznie odczuwalny, ale nie jakiś dramatycznie mocny. Zmierzałem mocnymi zakusami do Legnicy, by z niej wrócić pociągami. Zaplanowałem też trzy dziewicze miejscowości. Do dwóch pierwszych dotarłem (Strachowice, Psary) do trzeciej już nie (Taczalin). Byłem w „pociągowym niedoczasie”. Zadowolony jestem z zaliczenia Psar, bo to „ślepa” wiocha. Trasa była raczej płaska ale między Jaworem a Legnicą zaliczyłem parę podjazdów. Zwłaszcza jeden w okolicach Gniewomierza był całkiem krzepki. No ale ja jestem bez formy i czuję to. Watro już więcej jeździć i zrzucić nieco sadła.

Na legnickim dworcu głównym stawiłem się na kwadrans przed odjazdem pociągu. W planach miałem nawet zjedzenie tam czegoś na ciepło, bo czynna jest tu mała knajpka. Lokal owszem działał, ale ja już nie miałem czasu. Dwoma szynobusami dotarłem do Wałbrzycha. Na dworcu przywitały mnie zwały uprzykrzonego śniegu. Chyba z powrotem przeprowadzę się do Świdnicy…

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Milikowice-Świebodzice (guma)-Olszany-Strzegom-Roztoka-Zębowice-Jawor-Snowidza-Mikołajowice-Strachowice-Legnickie Pole-Psary-Legnickie Pole-Koskowice-Legnica

Mając sporo wolnego czasu machnąłem sporą relację z ubiegłorocznej wyprawy po Finlandii I Szwecji. Może ktoś doczyta do końca...

https://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=2...




Bez formy. Udanin

Sobota, 14 stycznia 2023 · dodano: 14.01.2023 | Komentarze 0

Po chorobie nie mogę się pozbierać. Czuję słabość. No ale jeździć trzeba, tylko w ten sposób można będzie wyjść na ludzi.

Trawa wiosna w połowie stycznia. Dziś było słonecznie i ciepło, w czasie jazdy temperatura wahała się w granicach 4-8 stopni. Drogi w wielu miejscach były mokre, a więc należało uważać, by się nie wywalić. Dominującym akcentem był wiatr. Niby na początku trochę pomagał, ale w drugiej części jazdy walił w twarz bez żadnych ograniczeń. Oj, ciężko się kręciło. W dodatku umówiony dziś jestem na małą imprezę i musiałem się streszczać. Jakoś się udało, na imprezę się nie spóźnię.

U mnie zapowiadają powrót zimy. Już od przyszłego tygodnia. Śnieg i mróz. A więc chyba po jeździe. A może się mylą..?

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Milikowice-Bolesławice-Pastuchów-Łażany-Gościsław-Udanin-Lusina-Goczałków Górny-Strzegom-Morawa-Stanowice-Olszany-Świebodzice-Milikowice-Pogorzała-Wałbrzych




Bez opisu. Wałbrzych-Wołów

Niedziela, 8 stycznia 2023 · dodano: 08.01.2023 | Komentarze 0

Jakoś nie chce mi się pisać. Pewnie byłoby o czym, ale sensu wielkiego nie widzę...
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Modliszów-Świdnica-Niegoszów-Wierzbna-Żarów-Gościsław-Jarosław-Ciechów-Środa Śl.-Klęka-Brzeg Dolny-Grodzanów-Wołów.




Sezon nr 22 rozpoczęty. Jordanów Śl.

Piątek, 6 stycznia 2023 · dodano: 06.01.2023 | Komentarze 0

A więc sezon nr 22 rozpoczęty.
Zima u mnie ciągle niewyraźna. Śniegu nie ma, temperatura na plusie, a więc można jeździć.
Wyjazdu nieco się obawiałem, bo u mnie forma kiepska. Ciągle czuję chorobę, która poniewierała mnie w listopadzie i grudniu. No ale nie ma co marudzić. Powoli może wyjedzie się na ludzi.
Dziś wstałem po siódmej. Za oknem widok był całkiem dobry. Drogi suche, przez chmury przebijało się słońce. Ale jakoś zmarudziłem do dziesiątej. Było śniadanie, dwie kawy i poranny przegląd telewizji.
W końcu wpakowałem się na rower. Jazda przebiegała sprawnie. Parę wzniesień w Wałbrzychu zaliczyłem całkiem dobrze. Potem były zjazdy i małe interwały. Na trasie widziało się sporo kolarzy.
Gdzieś w głębi organizmu czułem jednak słabość. Może to początek starości?
Po czterdziestu kilometrach zrobiłem sobie mały popas. Zjadłem batona, odetchnąłem. Następna część trasy była z wiatrem, poczułem przyjemność jazdy. No ale zaczął padać deszcz. Założyłem kurtkę, którą do tej pory wiozłem w plecaku, na głowę nałożyłem kaptur. Opady z różną intensywnością towarzyszyły mi już do samego domu.
W Jordanowie Śl. wyminąłem kolumnę czczącą święto Trzech Króli. Dalej już było pod wiatr. Brak formy oraz efekt pochorobowy ciął moje morale jak brzytwa. Zastanawiałem się, czy dojadę do domu. Wzniesienia robione przy złym wietrze zabierały mi energię i powodowały zwiotczenie mięśni. Dwadzieścia kilometrów przed domem już byłem u kresu sił. Nie pamiętam, kiedy w przeszłości miałem podobny stan. W sklepie kupiłem dwa batony i pochłonąłem je łapczywie. Trochę to pomogło. Walka z wiatrem jednak szybko zabierała te dodatkowe kalorie. Ostatni podjazd do Wałbrzycha poszedł mi wszakże całkiem dobrze. Może dlatego, że wzgórza nico hamowały podmuchy.
W domu byłem o 16:30, czyli już mocno po zachodzie słońca. Dobre oświetlenie roweru z pewnością się przydało. Teraz z lubością oddaję się odpoczynkowi. Porządna kolacja też się pichci…
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Świdnica-Wiry-Jaźwina-Łagiewniki-Białobrzezie-Jordanów Śl.-Tomice-Oleszna-Jaźwina-Tuszyn-Mościsko-Lutomia Górna-Bystrzyca Górna-Złoty Las-Dziećmorowice-Wałbrzych




Dobre zakończenie sezonu. Teplice nad Metuji

Sobota, 31 grudnia 2022 · dodano: 31.12.2022 | Komentarze 0

Kiedy kończyć sezon, jak nie w Sylwestra. Do tej pory nigdy mi się to nie udało, ale w końcu nadszedł na to czas.

Po chorobie, która chciała mnie zdmuchnąć z tego świata, jakoś się wylizałem. Czuję jeszcze w organizmie słabość i dziwne kiepskie opary. No ale co zrobić, oby do przodu.

Rano wstałem z wielką niechęcią do jazdy. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem świat w wilgoci. Deszcz chyba padał w nocy, bo wszystko było zmoczone. Zjadłem śniadanie i z powrotem walnąłem się do spania. Wstałem przed dziesiątą. Ostatni dzień grudnia oblewało słońce. Ruszyło mnie sumienie. Na rower!

Szybko się zorganizowałem i za 15 minut już tyłek posadziłem na siodełku. Jechało się znośnie. Wilgoć pryskała z każdej strony, ale nie z góry (tj. nie było bieżących opadów). Wiedziałem, że dzień miał być wietrzny i faktycznie tak było. Pierwsza połowa trasy była jak franca, druga już znacznie lepsza. Wybrałem sobie trasę, która była ciut cięższa od mojej aktualnej formy, zatem namachałem się niezgorzej. No ale jakoś nie narzekałem. Cieszyłem się, że znowu mogę jechać…

W głowie przypominałem sobie trasy z tego sezonu. Byłem więc znowu za kołem polarnym, zdobywałem nowe gminy. Myślałem też o przyszłości. Może sezon 2023 nie będzie zły…

Jako miłośnik statystyk, przeliczyłem swoje osiągi w 2022 roku. Całkiem, całkiem. Wyszło 121 wyjazdów z średnią na jeden wyjazd ponad 130 km. Każdy z nich przekraczał 100 kilometrów. To też moje pierwsze takie osiągnięcie.

No dobra, do zobaczenia w przyszłym sezonie. On już jutro…

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Burkatów-Lubachów-Jez. Bystrzyckie (tama)-Jugowice-Głuszyca-Rybnica Leśna-Unisław Śląski-Mieroszów-Zdonov-Teplice nad Metuji-Mezimesti-Mieroszów-Unisław Śl.-Wałbrzych.




Po chorobie. Burkatów-Lewin Brzeski

Poniedziałek, 26 grudnia 2022 · dodano: 26.12.2022 | Komentarze 0

Opis jutro. Może... 




Na przedzimiu. Broumov

Niedziela, 13 listopada 2022 · dodano: 13.11.2022 | Komentarze 0

Wczoraj sobie leniuchowałem. Czasem to się człowiekowi należy. Detoks myśli i ciała. Podziałało dobrze, bo dziś już się śliniłem do jazdy.

Wstałem dość wcześnie, ale jak zwykle pomarudziłem nieco. A to śniadanie, a to jakieś komputerowe scrabble. Tak czy owak z domu wyruszyłem o wpół do dziesiątej. Aura była dobra. Słoneczko patrzyło na mnie przyjaźnie. Było co prawda zimno (może 4-5 stopni), ale mój ubiór był odpowiedni. Poranny ruch samochodowy w Wałbrzychu był niewielki. Miasto przeciąłem zatem szybko i sprawnie.

Celem jazdy było czeskie miasto Broumov. Z tym, że chciałem nabić nieco kilometrów i dotrzeć do niego mocnymi zakusami. Po dojechaniu prawie do Świdnicy, odbiłem z powrotem na południe. Słoneczną pogodę wykorzystywali okoliczni rowerzyści. Mijaliśmy się i wymienialiśmy pozdrowienia.

Pierwszy większy podjazd z Głuszycy do Rybnicy Leśnej machnąłem z marszu. Z zadowoleniem odnotowałem, że wreszcie skończono remont drogi. Gładki asfalt dawał miłe wrażenie. No dobrze, w środkowym odcinku zostało może ze dwa kilometry dziur. No ale nie wszystko można mieć od razu.

W okolicach Mieroszowa dotarłem do obszaru mokrych dróg. Było to bardzo dziwne, bo deszczu raczej nie było. Poza tym cały czas przyświecało to listopadowe słońce. Chyba grunt łapał wilgoć z powietrza. Tak czy owak, należało bardziej uważać, bo było ślisko, a mnie nawet parę razy zarzuciło.

Warto tu powiedzieć o mich nowych butach spd. Używam ich od wyprawy do Skandynawii. Kiedyś się tu żaliłem, że nie umiem się z nich dobrze wypinać. Robiłem to prawą nogą w ten sposób, że tył stopy szedł do wewnątrz, co powodowało kontakt buta z napędem. A w konsekwencji po milionie takich wypięć straszną dziurę bucie. Mój stary prawy but wygląda jakby szczury wygryzły w nim spory otwór. Aby uniknąć destrukcji nowego obuwia, postanowiłem zmienić swoje nawyki i wypinać się prawą stopą robiąc ruch tyłu stopy na zewnątrz. Początki były trudne. Ciągle lepiej wypinało i się do wewnątrz… Ale poluzowałem napięcie sprężynki w pedale i to poskutkowało. Po dwóch miesiącach użytkowania nowy prawy but wygląda przyzwoicie. No dobra, jak ktoś nie zrozumiał, to mogę udzielić bardziej szczegółowych wyjaśnień…

Gdy po raz drugi dojechałem do Mieroszowa, poczułem straszne ssanie w brzusiu, byłem zupełnie pusty w środku, a myśl o dalszej jeździe bez uzupełnienia kalorii przynosiła mi ból.
Przy określeniu „sanie w brzusiu” zawsze przypomina mi się genialny skecz Monty Pythona o sklepie z serami. Tam też bohater poczuł takie ssanie. W mieroszowskim sklepie chciałem kupić słodką bułkę, by napchać trzewia, ale bułek nie było. Nabyłem zatem dwa pętka kiełbasy śląskiej. Zjadłem je, ale z pewnym obrzydzeniem bo były w nich jakieś przerośnięte chrząstki i twarde kostki. No ale kalorii przybyło.

Do domu przybyłem przed szesnastą. No i kurde balans od razu siadłem do swoich rowerowych statystyk i tych pisemnych wypocin…
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Burkatów-Lubachów-Jez. Bystrzyckie (tama)-Jugowice-Głuszyca-Rybnica Leśna-Unisław Śląski-Mieroszów-Mezimesti-Hejtmankovice-Broumov-Hyncice-Ruprechtice-Mezimesti-Mieroszów-Kochanów-Grzędy Górne-Czarny Bór-Boguszów-Gorce-Wałbrzych




Stany chorobowe. Wałbrzych-Jemielna-Bierutów

Piątek, 11 listopada 2022 · dodano: 11.11.2022 | Komentarze 0

Przez ostanie dni męczyło nie przeziębienie. Stan podgorączkowy był kiepski do zniesienia. Czułem się podle i myślałem tylko o przespaniu się na kanapce.

Dziś postanowiłem przełamać te słabości. No i rzecz jasna, na rowerze. Wstałem prawie jak do pracy. Na świecie panował mrok. Zjadłem lekki śniadanie, popiłem je herbatą i kawą. O wpół do ósmej byłem już siodełku. Poranek był chłonny, ale bez przymrozku. Wsłuchiwałem się w stan mego ciała. Najpierw niezdrowo się grzało, potem jakoś się uspokoiło. Z każdym kilometrem choroba nikła, a ja czując to cieszyłem się jak małe dziecko.

Celem mojej jazdy była mieścina Bierutów. Jej nazwa bynajmniej nie pochodzi od pana Bieruta. Plan nakreślony w głowie realizowałem z żelazną konsekwencją. Z pewną zadumą odnotowywałem fakt, że mimo ładnej pogody i dnia wolnego, na rowerze było niewielu zawodników.

Bez przeszkód dotarłem do Oławy. Po raz kolejny pomyślałem o ty mieście jako o katordze dla rowerzystów. Ścieżki rowerowe są tu tak fatalnie wstawione w układ dróg, że normalnie rzygać się chce. Nie znoszę tego miasta. No ale jakoś się przez nie przebiłem.

Do Bierutowa dotarłem przed czternastą. Był czas na zrobienie dodatkowej pętli i zaliczenie czterech dziewiczych miejscowości: Jemielna, Stronia, Strzałkowa i Gorzesław. Po pętli dojechałem na powrót do Bierutowa. Byłem głodny jak wilk. Na Orlenie kupiłem hot doga i nim się nieźle pożywiłem.

Pociągami dotarłem do domu. Najpierw z Bierutowa do Wrocławia, potem z Wrocławia do Wałbrzycha. We Wrocławiu miałem chwilę na przesiadkę, którą wykorzystałem na zjedzenie obiadu na dworcu. Był schabowy i ziemniaki.

Po przyjeździe do domu nie czuję żadnych oznak choroby. Rower mnie uleczył…

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Dziećmorowice-Bojanice-Mościsko-Łagiewniki-Brochocinek-Zielenice-Ludów Śląski-Borek Strzeliński-Goszczyna-Niwnik-Oława-Janików-Minkowice Oławskie-Bierutów-Jemielna-(szutry)-Stronia-Zarzysko-Strzałkowa-Gorzesław-Bierutów