Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec18 - 0
- 2026, Maj14 - 0
- 2026, Kwiecień12 - 2
- 2026, Marzec10 - 0
- 2026, Luty1 - 0
- 2026, Styczeń1 - 0
- 2025, Grudzień2 - 0
- 2025, Listopad4 - 0
- 2025, Październik12 - 0
- 2025, Wrzesień12 - 0
- 2025, Sierpień15 - 0
- 2025, Lipiec18 - 0
- 2025, Czerwiec16 - 0
- 2025, Maj13 - 0
- 2025, Kwiecień12 - 0
- 2025, Marzec10 - 0
- 2025, Luty2 - 0
- 2025, Styczeń3 - 0
- 2024, Grudzień4 - 0
- 2024, Listopad5 - 0
- 2024, Październik10 - 0
- 2024, Wrzesień10 - 0
- 2024, Sierpień11 - 0
- 2024, Lipiec16 - 0
- 2024, Czerwiec12 - 0
- 2024, Maj14 - 0
- 2024, Kwiecień13 - 0
- 2024, Marzec11 - 0
- 2024, Luty6 - 0
- 2024, Styczeń2 - 0
- 2023, Grudzień5 - 0
- 2023, Listopad4 - 0
- 2023, Październik10 - 2
- 2023, Wrzesień15 - 11
- 2023, Sierpień13 - 4
- 2023, Lipiec15 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj16 - 0
- 2023, Kwiecień10 - 0
- 2023, Marzec18 - 0
- 2023, Luty3 - 2
- 2023, Styczeń3 - 0
- 2022, Grudzień2 - 0
- 2022, Listopad4 - 0
- 2022, Październik10 - 0
- 2022, Wrzesień11 - 0
- 2022, Sierpień18 - 3
- 2022, Lipiec14 - 2
- 2022, Czerwiec14 - 5
- 2022, Maj14 - 2
- 2022, Kwiecień14 - 16
- 2022, Marzec10 - 8
- 2022, Luty6 - 0
- 2022, Styczeń4 - 0
- 2021, Grudzień3 - 0
- 2021, Listopad9 - 0
- 2021, Październik12 - 0
- 2021, Wrzesień13 - 0
- 2021, Sierpień13 - 0
- 2021, Lipiec16 - 0
- 2021, Czerwiec13 - 0
- 2021, Maj16 - 0
- 2021, Kwiecień7 - 0
- 2021, Marzec4 - 0
- 2021, Luty2 - 0
- 2021, Styczeń1 - 0
- 2020, Grudzień3 - 0
- 2020, Listopad7 - 5
- 2020, Październik11 - 0
- 2020, Wrzesień14 - 0
- 2020, Sierpień12 - 0
- 2020, Lipiec16 - 0
- 2020, Czerwiec13 - 2
- 2020, Maj16 - 9
- 2020, Kwiecień16 - 10
- 2020, Marzec12 - 3
- 2020, Luty5 - 2
- 2020, Styczeń4 - 0
- 2019, Grudzień5 - 5
- 2019, Listopad8 - 5
- 2019, Październik13 - 2
- 2019, Wrzesień14 - 4
- 2019, Sierpień15 - 1
- 2019, Lipiec13 - 0
- 2019, Czerwiec20 - 5
- 2019, Maj14 - 0
- 2019, Kwiecień15 - 0
- 2019, Marzec11 - 0
- 2019, Luty6 - 0
- 2019, Styczeń2 - 0
- 2018, Grudzień4 - 5
- 2018, Listopad7 - 2
- 2018, Październik11 - 2
- 2018, Wrzesień13 - 0
- 2018, Sierpień16 - 5
- 2018, Lipiec18 - 0
- 2018, Czerwiec14 - 4
- 2018, Maj16 - 0
- 2018, Kwiecień14 - 0
- 2018, Marzec6 - 2
- 2018, Luty3 - 2
- 2018, Styczeń4 - 0
- 2017, Grudzień3 - 0
- 2017, Listopad1 - 0
- 2017, Wrzesień9 - 10
- 2017, Sierpień18 - 0
- 2017, Lipiec16 - 0
- 2017, Czerwiec14 - 2
- 2017, Maj13 - 3
- 2017, Kwiecień9 - 2
- 2017, Marzec10 - 2
- 2017, Luty4 - 0
- 2017, Styczeń4 - 0
- 2016, Grudzień5 - 0
- 2016, Listopad4 - 0
- 2016, Październik14 - 0
- 2016, Wrzesień13 - 0
- 2016, Sierpień18 - 1
- 2016, Lipiec18 - 2
- 2016, Czerwiec13 - 6
- 2016, Maj18 - 5
- 2016, Kwiecień12 - 2
- 2016, Marzec7 - 0
- 2016, Luty5 - 0
- 2016, Styczeń2 - 0
- 2015, Grudzień6 - 0
- 2015, Listopad5 - 0
- 2015, Październik12 - 0
- 2015, Wrzesień13 - 0
- 2015, Sierpień19 - 0
- 2015, Lipiec15 - 0
- 2015, Czerwiec16 - 2
- 2015, Maj14 - 0
- 2015, Kwiecień17 - 2
- 2015, Marzec9 - 4
- 2015, Luty5 - 0
- 2015, Styczeń5 - 6
- 2014, Grudzień5 - 0
- 2014, Listopad5 - 0
- 2014, Październik13 - 0
- 2014, Wrzesień9 - 0
- 2014, Sierpień18 - 0
- 2014, Lipiec12 - 0
- 2014, Czerwiec12 - 0
- 2014, Maj16 - 0
- 2014, Kwiecień16 - 2
- 2014, Marzec8 - 0
- 2014, Luty5 - 3
- 2014, Styczeń6 - 4
- 2013, Grudzień4 - 0
- 2013, Listopad4 - 3
- 2013, Październik11 - 0
- 2013, Wrzesień11 - 2
- 2013, Sierpień11 - 6
- 2013, Lipiec14 - 10
- 2013, Czerwiec20 - 0
- 2013, Maj13 - 7
- 2013, Kwiecień12 - 2
- 2013, Marzec4 - 3
- 2013, Luty3 - 6
- 2012, Grudzień2 - 2
- 2012, Listopad4 - 2
- 2012, Październik10 - 7
- 2012, Wrzesień12 - 9
- 2012, Sierpień8 - 3
- 2012, Lipiec14 - 0
- 2012, Czerwiec19 - 0
- 2012, Maj14 - 0
- 2012, Kwiecień10 - 4
- 2012, Marzec10 - 0
- 2012, Luty2 - 0
- 2012, Styczeń2 - 5
- 2011, Grudzień3 - 0
- 2011, Listopad4 - 0
- 2011, Październik10 - 0
- 2011, Wrzesień12 - 0
- 2011, Sierpień6 - 0
- 2011, Lipiec12 - 0
- 2011, Czerwiec14 - 0
- 2011, Maj14 - 0
- 2011, Kwiecień11 - 0
- 2011, Marzec6 - 0
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik3 - 0
- 2010, Wrzesień5 - 0
- 2010, Sierpień5 - 0
- 2010, Lipiec9 - 0
- 2010, Czerwiec11 - 0
- 2010, Maj11 - 0
- 2010, Kwiecień9 - 0
- 2010, Marzec10 - 0
- 2010, Luty2 - 0
- 2009, Listopad11 - 0
- 2009, Październik4 - 0
- 2009, Wrzesień7 - 0
- 2009, Sierpień10 - 0
- 2009, Lipiec7 - 0
- 2009, Czerwiec14 - 0
- 2009, Maj12 - 15
- 2009, Kwiecień13 - 13
- 2009, Marzec5 - 4
- 2009, Luty2 - 6
- 2009, Styczeń2 - 0
- 2008, Grudzień1 - 3
- 2008, Listopad12 - 7
- 2008, Październik5 - 8
- 2008, Wrzesień14 - 6
- 2008, Sierpień15 - 15
- 2008, Lipiec15 - 11
- 2008, Czerwiec17 - 24
- 2008, Maj18 - 34
- 2008, Kwiecień12 - 19
- 2008, Marzec10 - 19
- 2008, Luty5 - 6
- 2007, Grudzień1 - 4
- 2007, Październik8 - 0
- 2007, Wrzesień9 - 0
- 2007, Sierpień12 - 0
- 2007, Lipiec18 - 2
- 2007, Czerwiec11 - 0
- 2007, Maj15 - 0
- 2007, Kwiecień13 - 0
- 2007, Marzec8 - 0
- 2006, Wrzesień8 - 0
- 2006, Sierpień14 - 0
- 2006, Lipiec16 - 0
- 2006, Czerwiec13 - 0
- 2006, Maj15 - 2
- 2006, Kwiecień17 - 0
- 2006, Marzec4 - 0
- 2005, Wrzesień8 - 0
- 2005, Sierpień13 - 0
- 2005, Lipiec13 - 0
- 2005, Czerwiec13 - 0
- 2005, Maj13 - 0
- 2005, Kwiecień13 - 2
- 2005, Marzec7 - 0
- 2004, Wrzesień9 - 0
- 2004, Sierpień13 - 0
- 2004, Lipiec12 - 0
- 2004, Czerwiec11 - 0
- 2004, Maj14 - 0
- 2004, Kwiecień15 - 0
- 2004, Marzec5 - 0
- 2003, Październik1 - 0
- 2003, Wrzesień7 - 0
- 2003, Sierpień10 - 0
- 2003, Lipiec13 - 0
- 2003, Czerwiec12 - 0
- 2003, Maj14 - 0
- 2003, Kwiecień12 - 0
- 2003, Marzec2 - 0
- 2002, Październik1 - 0
- 2002, Wrzesień11 - 0
- 2002, Sierpień13 - 0
- 2002, Lipiec12 - 0
- 2002, Czerwiec10 - 0
- 2002, Maj13 - 0
- 2002, Kwiecień2 - 2
- DST 121.50km
- Czas 05:46
- VAVG 21.07km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Szlifowanie formy. Broumov
Środa, 22 lutego 2023 · dodano: 22.02.2023 | Komentarze 2
Weekend był parszywy. Lało na potęgę. Przejaśniło się w
niedzielę po południu, ale już nie było sensu wyjeżdżać.
Dziś wziąłem zatem urlop, by chociaż częściowo powetować sobie
straty. Było pochmurnie, ale dość ciepło, no i nie siąpiło.
Postanowiłem trochę się wysilić i zaplanowałem trasę ze sporą
liczbą podjazdów. W tym sezonie raczej jeździłem po płaskim, nie licząc okolic
Wałbrzycha. Pojechałem zatem do czeskiego Broumova. Na trasie było parę kilkukilometrowych
wzniesień, w tym nawet całkiem solidne. Cóż, formy nie ma , ale jakoś
wjechałem. Słaba średnia prędkość dobrze opisuje moje zmagania. Po raz pierwszy
od kilku lat zauważyłem, że na sakramentalne pytanie: co silniejsze, nogi, czy
płuca, dziś mogłem stwierdzić, że te drugie. Nogi czasem były jak z waty. No
ale dały radę. Ze dwa razy czułem, że nadchodzi skurcz, a wtedy przystanąłem.
Formę warto szlifować, bo za trzy tygodnie rowerowy wyjazd
do ciepłych krajów. Ale na razie o tym sza.
Niestety na weekend zapowiadają u mnie kolejny atak zimy.
Szlag. Formy nie podszlifuję. Ale może synoptycy się mylą?
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Burkatów-Jez. Bystrzyckie (tama)-Jugowice-Głuszyca-Unisław
Śl.-Mieroszów-Mezimesti-Hejtmankovice-Broumov-Hyncice-Mezimesti-Viznov-Mieroszów-Unisław
Śl.-Głuszyca-Olszyniec-Wałbrzych
- DST 123.10km
- Czas 05:44
- VAVG 21.47km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
W promieniach słońca. Łagiewniki
Środa, 15 lutego 2023 · dodano: 15.02.2023 | Komentarze 0
Wczoraj oczyściłem swój rower oraz dopompowałem przednie
koło. Zastanawiałem się, czy wstawiona łatka w dętce wytrzyma ciśnienie ośmiu
atmosfer. Na wszelki wypadek dobiłem kapkę więcej. Rano powietrze trzymało się
bez gadania.
Na dziś wziąłem sobie urlop z przeznaczeniem na rowerowy
wypad. Miało być słońce. Poranek w Wałbrzychu był jasny, ale gdy patrzyłem na
świat z okna, wszystko skuwał szron. Zwłaszcza imał się samochodów. Wyszedłem
na balkon i zmroził mnie chłód. Co gorsza, ulica wyglądała też kiepsko: były
oblodzenia. Zjadłem skromne śniadanie: pół bułki z wędliną, apetyt mi nie
dopisywał... No ale z wyjazdem nie wahałem się wcale. Odczekałem tylko do wpół
do dziesiątej i już śmigałem. Na początku jazdy musiałem być uważny, bo nie
chciałem się wywalić i tym samym przedwcześnie zakończyć eskapady. No dobra,
udało się. Po dwudziestu kilometrach wjechałem na obszar przedwiośnia.
Od jakiegoś czasu doskwiera mi ból w dolnej części pleców. Cóż,
starość się zbliża. Mam pewne problemy, by się schylić. No ale na rowerze jakoś
ból przechodzi. Tak było i dzisiaj. Gdy cztery litery oparłem na siodełku, jak
ręką odjął. Cud?
Około jedenastej wyszło wspaniałe słońce. Jego promienie nie
tylko raziły w oczy, ale faktycznie grzały. Zrobiło się sielsko. Poczułem
radość, bo wokół mnie pączkowało nowe życie: drzewa wypuściły pączki, ptaki
ochoczo trelowały, a nawet pojawiła się pierwsza pszczoła. Czułem świeże
powiewy. Piękny ten świat.
Na sakramenckim bruku w Olesznej czar prysł. Kląłem całkiem
ordynarnie. Nikt mnie jednak nie słyszał. Solidnie mnie wytrzęsło. Poczułem
głód. W sklepie kupiłem dwie słodkie bułki, które posłużyły mi za obiad. Forma oczywiście
nadal kiepska, ale widać minimalne postępy. Nawet ostatni podjazd z Witoszowa
Dolnego do Wałbrzycha jakoś poszedł.
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Witoszów Dolny-Burkatów-Bystrzyca Górna-Lutomia
Dolna-Mościsko-Tuszyn-Jaźwina-Łagiewniki-Oleszna-Uliczno-Jaźwina-Wiry-Kątki-Marcinowice-Śmiałowice-Wierzbna-Bolesławice-Milikowice-Pogorzała-Wałbrzych
- DST 101.60km
- Czas 04:46
- VAVG 21.31km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Drugi początek sezonu. Wałbrzych-Legnica
Niedziela, 12 lutego 2023 · dodano: 12.02.2023 | Komentarze 0
Wreszcie na rowerze!
Po kilku tygodniach zimowej aury, w końcu pojawiła się
szansa na jazdę. W połowie stycznia spadło u mnie tyle śniegu, że przez pięć poprzednich
lat tyle by się nie uzbierało. Potem przyszły mrozy. Wałbrzych to specyficzne
miasto. Zima tu jest ostrzejsza i trawa dłużej niż w oddalonej o 20 kilometrów
Świdnicy. Wystarczy trochę zjechać w dół, by znaleźć się w innym świecie. Nawet
myślałem, by wziąć rower do samochodu i przetransportować go w okolice Świdnicy
i stamtąd ruszyć w siodle. No ale mróz trzymał nawet tam. W ubiegłych sezonach
kilka razy na lodzie zaliczyłem glebę i obiłem się solidnie. Kolarzówka nie
nadaje się do takiej zdradliwej nawierzchni.
No ale dziś otworzyło się okienko. W Wałbrzychu co prawda
zalega cała masa śniegu – przy drogach są pryzmy tego białego paskudztwa
zmieszanego z ziemią. Wszystkie okoliczne wzgórki biją w oczy bielą. Główne ulice
wszakże są w miarę przejezdne.
Z domu wyjechałem wpół do dziesiątej. Było zimno, a w
powietrzu unosiła się mgła. Pierwsze metry wlały we mnie radość. A więc jadę!
Ubrałem się solidnie, grzbiet osłaniało parę warstw ciuchów. Warto było założyć
te wszystkie ciuchy y, bo temperatura nie przekraczała pięciu stopni. Po
wałbrzyskich interwałach, dotarłem do przegibka ku Pogorzale. Teraz siedem
kilometrów w dół. Najpierw lasem, potem wioskami. Śniegu ubywało z każdym przejechanym
metrem, wreszcie w Witoszowie Górnym całkiem zanikł. No ale zaczęło padać. Przy
takim ziąbie przemoczenie jest czymś fatalnym. Mżyło i przechodziło ku trochę
większym opadom. Na szczęście były to tylko strachy. Po dwudziestu minutach
deszcz się skończył.
Na trzydziestym kilometrze złapałem gumę z przodu. Dziwne, z
reguły dowiadujemy się o tej kiepskiej sytuacji, gdy koło zaczyna nieco płynąć.
Ja po prostu w pewnym momencie spojrzałem na oponę. Była nieco rozpłaszczona,
ale jeszcze jechało mi się dobrze, bez bujania. Zwykle taki dopust działa na
mnie irytująco. Tym razem jednak byłem całkiem spokojny. Rzeczowo zabrałem się
do roboty. Oczywiście mam ze sobą zapasową dętkę. Tym razem jednak postanowiłem
zakleić dziurę. Na wąskiej szosowej dętce nigdy tego nie robiłem, gdy nie
musiałem. Raz musiałem, a było to w zeszłym sezonie. Poszło mi kiepsko. Ledwo
dojechałem do domu, co chwila przystając i dopompowując kiszkę. No ale nauka
wtedy zdobyta nie poszła na marne. Zupełnie do tego celu nie nadają się łatki
samoprzylepne. Zdatne są tylko takie, które się wulkanizują. No i takie miałem.
Wyśledziłem dziurę w dętce. Była spora. Zbadałem też oponę na jej wysokości.
Też miała otworek. Dziesięć minut i było po robocie. Łatka przyjęła się
elegancko, a na wszelki wypadek podkleiłem też oponę od środka (łatką
samoprzylepną, żeby też się do czegoś przydała). No i na tym połataniu dotarłem
do celu.
Jazdę zaplanowałem w kierunku północnym, by uciekać od
śniegu. Wiedziałem, że będzie pod wiatr, ale trudno. Wiatr był faktycznie
odczuwalny, ale nie jakiś dramatycznie mocny. Zmierzałem mocnymi zakusami do
Legnicy, by z niej wrócić pociągami. Zaplanowałem też trzy dziewicze
miejscowości. Do dwóch pierwszych dotarłem (Strachowice, Psary) do trzeciej już
nie (Taczalin). Byłem w „pociągowym niedoczasie”. Zadowolony jestem z
zaliczenia Psar, bo to „ślepa” wiocha. Trasa była raczej płaska ale między
Jaworem a Legnicą zaliczyłem parę podjazdów. Zwłaszcza jeden w okolicach
Gniewomierza był całkiem krzepki. No ale ja jestem bez formy i czuję to. Watro już
więcej jeździć i zrzucić nieco sadła.
Na legnickim dworcu głównym stawiłem się na kwadrans przed
odjazdem pociągu. W planach miałem nawet zjedzenie tam czegoś na ciepło, bo
czynna jest tu mała knajpka. Lokal owszem działał, ale ja już nie miałem czasu.
Dwoma szynobusami dotarłem do Wałbrzycha. Na dworcu przywitały mnie zwały
uprzykrzonego śniegu. Chyba z powrotem przeprowadzę się do Świdnicy…
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Milikowice-Świebodzice
(guma)-Olszany-Strzegom-Roztoka-Zębowice-Jawor-Snowidza-Mikołajowice-Strachowice-Legnickie
Pole-Psary-Legnickie Pole-Koskowice-Legnica
Mając sporo wolnego czasu machnąłem sporą relację z ubiegłorocznej wyprawy po Finlandii I Szwecji. Może ktoś doczyta do końca...
https://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=2...
- DST 115.60km
- Czas 05:18
- VAVG 21.81km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Bez formy. Udanin
Sobota, 14 stycznia 2023 · dodano: 14.01.2023 | Komentarze 0
Po chorobie nie mogę się pozbierać. Czuję słabość. No ale
jeździć trzeba, tylko w ten sposób można będzie wyjść na ludzi.
Trawa wiosna w połowie stycznia. Dziś było słonecznie i ciepło,
w czasie jazdy temperatura wahała się w granicach 4-8 stopni. Drogi w wielu miejscach
były mokre, a więc należało uważać, by się nie wywalić. Dominującym akcentem
był wiatr. Niby na początku trochę pomagał, ale w drugiej części jazdy walił w
twarz bez żadnych ograniczeń. Oj, ciężko się kręciło. W dodatku umówiony dziś
jestem na małą imprezę i musiałem się streszczać. Jakoś się udało, na imprezę
się nie spóźnię.
U mnie zapowiadają powrót zimy. Już od przyszłego tygodnia.
Śnieg i mróz. A więc chyba po jeździe. A może się mylą..?
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Milikowice-Bolesławice-Pastuchów-Łażany-Gościsław-Udanin-Lusina-Goczałków
Górny-Strzegom-Morawa-Stanowice-Olszany-Świebodzice-Milikowice-Pogorzała-Wałbrzych
- DST 120.90km
- Czas 05:07
- VAVG 23.63km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Bez opisu. Wałbrzych-Wołów
Niedziela, 8 stycznia 2023 · dodano: 08.01.2023 | Komentarze 0
Jakoś nie chce mi się pisać. Pewnie byłoby o czym, ale sensu wielkiego nie widzę...
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Modliszów-Świdnica-Niegoszów-Wierzbna-Żarów-Gościsław-Jarosław-Ciechów-Środa Śl.-Klęka-Brzeg Dolny-Grodzanów-Wołów.
- DST 118.10km
- Czas 05:24
- VAVG 21.87km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Sezon nr 22 rozpoczęty. Jordanów Śl.
Piątek, 6 stycznia 2023 · dodano: 06.01.2023 | Komentarze 0
A więc sezon nr 22 rozpoczęty.
Zima u mnie ciągle niewyraźna.
Śniegu nie ma, temperatura na plusie, a więc można jeździć.
Wyjazdu nieco się obawiałem, bo u
mnie forma kiepska. Ciągle czuję chorobę, która poniewierała mnie w listopadzie
i grudniu. No ale nie ma co marudzić. Powoli może wyjedzie się na ludzi.
Dziś wstałem po siódmej. Za oknem
widok był całkiem dobry. Drogi suche, przez chmury przebijało się słońce. Ale
jakoś zmarudziłem do dziesiątej. Było śniadanie, dwie kawy i poranny przegląd
telewizji.
W końcu wpakowałem się na rower.
Jazda przebiegała sprawnie. Parę wzniesień w Wałbrzychu zaliczyłem całkiem
dobrze. Potem były zjazdy i małe interwały. Na trasie widziało się sporo
kolarzy.
Gdzieś w głębi organizmu czułem
jednak słabość. Może to początek starości?
Po czterdziestu kilometrach zrobiłem
sobie mały popas. Zjadłem batona, odetchnąłem. Następna część trasy była z
wiatrem, poczułem przyjemność jazdy. No ale zaczął padać deszcz. Założyłem
kurtkę, którą do tej pory wiozłem w plecaku, na głowę nałożyłem kaptur. Opady z
różną intensywnością towarzyszyły mi już do samego domu.
W Jordanowie Śl. wyminąłem kolumnę
czczącą święto Trzech Króli. Dalej już było pod wiatr. Brak formy oraz efekt
pochorobowy ciął moje morale jak brzytwa. Zastanawiałem się, czy dojadę do
domu. Wzniesienia robione przy złym wietrze zabierały mi energię i powodowały
zwiotczenie mięśni. Dwadzieścia kilometrów przed domem już byłem u kresu sił.
Nie pamiętam, kiedy w przeszłości miałem podobny stan. W sklepie kupiłem dwa
batony i pochłonąłem je łapczywie. Trochę to pomogło. Walka z wiatrem jednak
szybko zabierała te dodatkowe kalorie. Ostatni podjazd do Wałbrzycha poszedł mi
wszakże całkiem dobrze. Może dlatego, że wzgórza nico hamowały podmuchy.
W domu byłem o 16:30, czyli już
mocno po zachodzie słońca. Dobre oświetlenie roweru z pewnością się przydało.
Teraz z lubością oddaję się odpoczynkowi. Porządna kolacja też się pichci…
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Świdnica-Wiry-Jaźwina-Łagiewniki-Białobrzezie-Jordanów
Śl.-Tomice-Oleszna-Jaźwina-Tuszyn-Mościsko-Lutomia Górna-Bystrzyca Górna-Złoty
Las-Dziećmorowice-Wałbrzych
- DST 105.80km
- Czas 04:56
- VAVG 21.45km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Dobre zakończenie sezonu. Teplice nad Metuji
Sobota, 31 grudnia 2022 · dodano: 31.12.2022 | Komentarze 0
Kiedy kończyć sezon, jak nie w Sylwestra. Do tej pory nigdy
mi się to nie udało, ale w końcu nadszedł na to czas.
Po chorobie, która chciała mnie zdmuchnąć z tego świata,
jakoś się wylizałem. Czuję jeszcze w organizmie słabość i dziwne kiepskie
opary. No ale co zrobić, oby do przodu.
Rano wstałem z wielką niechęcią do jazdy. Wyjrzałem przez
okno i zobaczyłem świat w wilgoci. Deszcz chyba padał w nocy, bo wszystko było
zmoczone. Zjadłem śniadanie i z powrotem walnąłem się do spania. Wstałem przed
dziesiątą. Ostatni dzień grudnia oblewało słońce. Ruszyło mnie sumienie. Na rower!
Szybko się zorganizowałem i za 15 minut już tyłek posadziłem
na siodełku. Jechało się znośnie. Wilgoć pryskała z każdej strony, ale nie z
góry (tj. nie było bieżących opadów). Wiedziałem, że dzień miał być wietrzny i
faktycznie tak było. Pierwsza połowa trasy była jak franca, druga już znacznie
lepsza. Wybrałem sobie trasę, która była ciut cięższa od mojej aktualnej formy,
zatem namachałem się niezgorzej. No ale jakoś nie narzekałem. Cieszyłem się, że
znowu mogę jechać…
W głowie przypominałem sobie trasy z tego sezonu. Byłem więc
znowu za kołem polarnym, zdobywałem nowe gminy. Myślałem też o przyszłości.
Może sezon 2023 nie będzie zły…
Jako miłośnik statystyk, przeliczyłem swoje osiągi w 2022 roku.
Całkiem, całkiem. Wyszło 121 wyjazdów z średnią na jeden wyjazd ponad 130 km. Każdy
z nich przekraczał 100 kilometrów. To też moje pierwsze takie osiągnięcie.
No dobra, do zobaczenia w przyszłym sezonie. On już jutro…
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Burkatów-Lubachów-Jez. Bystrzyckie
(tama)-Jugowice-Głuszyca-Rybnica Leśna-Unisław Śląski-Mieroszów-Zdonov-Teplice
nad Metuji-Mezimesti-Mieroszów-Unisław Śl.-Wałbrzych.
- DST 126.30km
- Czas 05:07
- VAVG 24.68km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Po chorobie. Burkatów-Lewin Brzeski
Poniedziałek, 26 grudnia 2022 · dodano: 26.12.2022 | Komentarze 0
Opis jutro. Może...
- DST 122.70km
- Czas 05:24
- VAVG 22.72km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Na przedzimiu. Broumov
Niedziela, 13 listopada 2022 · dodano: 13.11.2022 | Komentarze 0
Wczoraj sobie leniuchowałem. Czasem to się człowiekowi
należy. Detoks myśli i ciała. Podziałało dobrze, bo dziś już się śliniłem do
jazdy.
Wstałem dość wcześnie, ale jak zwykle pomarudziłem nieco. A
to śniadanie, a to jakieś komputerowe scrabble. Tak czy owak z domu wyruszyłem
o wpół do dziesiątej. Aura była dobra. Słoneczko patrzyło na mnie przyjaźnie.
Było co prawda zimno (może 4-5 stopni), ale mój ubiór był odpowiedni. Poranny
ruch samochodowy w Wałbrzychu był niewielki. Miasto przeciąłem zatem szybko i
sprawnie.
Celem jazdy było czeskie miasto Broumov. Z tym, że chciałem
nabić nieco kilometrów i dotrzeć do niego mocnymi zakusami. Po dojechaniu
prawie do Świdnicy, odbiłem z powrotem na południe. Słoneczną pogodę wykorzystywali
okoliczni rowerzyści. Mijaliśmy się i wymienialiśmy pozdrowienia.
Pierwszy większy podjazd z Głuszycy do Rybnicy Leśnej
machnąłem z marszu. Z zadowoleniem odnotowałem, że wreszcie skończono remont
drogi. Gładki asfalt dawał miłe wrażenie. No dobrze, w środkowym odcinku
zostało może ze dwa kilometry dziur. No ale nie wszystko można mieć od razu.
W okolicach Mieroszowa dotarłem do obszaru mokrych dróg.
Było to bardzo dziwne, bo deszczu raczej nie było. Poza tym cały czas przyświecało
to listopadowe słońce. Chyba grunt łapał wilgoć z powietrza. Tak czy owak, należało
bardziej uważać, bo było ślisko, a mnie nawet parę razy zarzuciło.
Warto tu powiedzieć o mich nowych butach spd. Używam ich od
wyprawy do Skandynawii. Kiedyś się tu żaliłem, że nie umiem się z nich dobrze
wypinać. Robiłem to prawą nogą w ten sposób, że tył stopy szedł do wewnątrz, co
powodowało kontakt buta z napędem. A w konsekwencji po milionie takich wypięć straszną
dziurę bucie. Mój stary prawy but wygląda jakby szczury wygryzły w nim spory
otwór. Aby uniknąć destrukcji nowego obuwia, postanowiłem zmienić swoje nawyki
i wypinać się prawą stopą robiąc ruch tyłu stopy na zewnątrz. Początki były
trudne. Ciągle lepiej wypinało i się do wewnątrz…
Ale poluzowałem napięcie sprężynki w pedale i to poskutkowało. Po dwóch miesiącach
użytkowania nowy prawy but wygląda przyzwoicie. No dobra, jak ktoś nie zrozumiał,
to mogę udzielić bardziej szczegółowych wyjaśnień…
Gdy po raz drugi dojechałem do Mieroszowa, poczułem straszne
ssanie w brzusiu, byłem zupełnie pusty w środku, a myśl o dalszej jeździe bez
uzupełnienia kalorii przynosiła mi ból.
Przy określeniu „sanie w brzusiu” zawsze przypomina mi się
genialny skecz Monty Pythona o sklepie z serami. Tam też bohater poczuł takie ssanie.
W mieroszowskim sklepie chciałem kupić słodką bułkę, by napchać trzewia, ale
bułek nie było. Nabyłem zatem dwa pętka kiełbasy śląskiej. Zjadłem je, ale z
pewnym obrzydzeniem bo były w nich jakieś przerośnięte chrząstki i twarde
kostki. No ale kalorii przybyło.
Do domu przybyłem przed szesnastą. No i kurde balans od razu
siadłem do swoich rowerowych statystyk i tych pisemnych wypocin…
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Burkatów-Lubachów-Jez. Bystrzyckie
(tama)-Jugowice-Głuszyca-Rybnica Leśna-Unisław Śląski-Mieroszów-Mezimesti-Hejtmankovice-Broumov-Hyncice-Ruprechtice-Mezimesti-Mieroszów-Kochanów-Grzędy
Górne-Czarny Bór-Boguszów-Gorce-Wałbrzych
- DST 157.50km
- Czas 06:37
- VAVG 23.80km/h
- Sprzęt pożeracz kilometrów
- Aktywność Jazda na rowerze
Stany chorobowe. Wałbrzych-Jemielna-Bierutów
Piątek, 11 listopada 2022 · dodano: 11.11.2022 | Komentarze 0
Przez ostanie dni męczyło nie przeziębienie. Stan
podgorączkowy był kiepski do zniesienia. Czułem się podle i myślałem tylko o
przespaniu się na kanapce.
Dziś postanowiłem przełamać te słabości. No i rzecz jasna, na
rowerze. Wstałem prawie jak do pracy. Na świecie panował mrok. Zjadłem lekki
śniadanie, popiłem je herbatą i kawą. O wpół do ósmej byłem już siodełku.
Poranek był chłonny, ale bez przymrozku. Wsłuchiwałem się w stan mego ciała.
Najpierw niezdrowo się grzało, potem jakoś się uspokoiło. Z każdym kilometrem
choroba nikła, a ja czując to cieszyłem się jak małe dziecko.
Celem mojej jazdy była mieścina Bierutów. Jej nazwa
bynajmniej nie pochodzi od pana Bieruta. Plan nakreślony w głowie realizowałem
z żelazną konsekwencją. Z pewną zadumą odnotowywałem fakt, że mimo ładnej
pogody i dnia wolnego, na rowerze było niewielu zawodników.
Bez przeszkód dotarłem do Oławy. Po raz kolejny pomyślałem o
ty mieście jako o katordze dla rowerzystów. Ścieżki rowerowe są tu tak fatalnie
wstawione w układ dróg, że normalnie rzygać się chce. Nie znoszę tego miasta.
No ale jakoś się przez nie przebiłem.
Do Bierutowa dotarłem przed czternastą. Był czas na zrobienie
dodatkowej pętli i zaliczenie czterech dziewiczych miejscowości: Jemielna,
Stronia, Strzałkowa i Gorzesław. Po pętli dojechałem na powrót do Bierutowa.
Byłem głodny jak wilk. Na Orlenie kupiłem hot doga i nim się nieźle pożywiłem.
Pociągami dotarłem do domu. Najpierw z Bierutowa do
Wrocławia, potem z Wrocławia do Wałbrzycha. We Wrocławiu miałem chwilę na
przesiadkę, którą wykorzystałem na zjedzenie obiadu na dworcu. Był schabowy i
ziemniaki.
Po przyjeździe do domu nie czuję żadnych oznak choroby. Rower
mnie uleczył…
Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Dziećmorowice-Bojanice-Mościsko-Łagiewniki-Brochocinek-Zielenice-Ludów
Śląski-Borek Strzeliński-Goszczyna-Niwnik-Oława-Janików-Minkowice Oławskie-Bierutów-Jemielna-(szutry)-Stronia-Zarzysko-Strzałkowa-Gorzesław-Bierutów