Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 319421.50 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.60 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dziewicze miejscowości. Miękinia

Sobota, 7 maja 2022 · dodano: 07.05.2022 | Komentarze 0

Dzień był idealny na rower. Ciepło, sucho, błękitnie (na niebie), zielono i żółto (na ziemi), z niewielkim wiatrem. Jak zwykle zamiast w miarę szybko, z domu wyruszyłem blisko dziesiątej. Kiedy wreszcie uda mi się wyjechać o siódmej? (nie licząc dojazdów do pracy, kiedy i tak muszę ruszyć wcześniej).

Celem jazdy były dziewicze miejscowości w powiecie średzkim. Aż dziw, że przez dwadzieścia lat tam nie zajechałem. Dziś w końcu zaliczyłem sześć nowych wiosek, a były to w kolejności: Łąkoszyce, Czerna, Wilkostów, Wojnowice, Żurawiniec i Wróblowice. Były dwa odcinki dróg gruntowych, było sporo zrujnowanego asfaltu. No ale jakoś się jechało.

Z reguły kalkuluję swoje trasy pod względem dystansu. Większość tras znam bez liczenia, ale dzisiejsza była po nowych drogach i jakoś tego nie podsumowałem. Stąd wyszło znacznie więcej niż się spodziewałem. No dobra. Lepiej więcej niż mniej.

Po setnym kilometrze zacząłem czuć brak kalorii. Z reguły w trasie dużo nie jem, zadawalam się jakąś słodką bułką czy batonem. Dziś jednak ssanie w brzuchu było dojmujące. Siły opuszczały mnie jak brytyjskie wojsko Dunkierkę w 1940 roku. Dociągnąłem do Kątów Wrocławskich, bo tam przy węźle autostrady A-4 jest zespół handlowo-gastronomiczny. W knajpie kupiłem sobie konkretny szaszłyk i pochłonąłem go w mgnieniu oka. Jestem człekiem mięsożernym i tylko taka porcja protein może mnie nasycić. Do domu było jeszcze ze sześćdziesiąt kilometrów. Bez tego posiłku chyba bym wpadł do rowu. Po obiedzie poczułem nowe siły i już bez przygód dotarłem do domu.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Witoszów Dolny-Milikowice-Bolesławice-Pastuchów-Łażany-Kruków-Zastruże-Gościsław-Samborz-Cesarzowice-Kulin-Kryniczno-Juszczyn-Kadłub-Mięknia-Łąkoszyce-Czerna-Wilkostów-Wojnowice-Mrozów-Żurawiniec-Wróblowice-Lutynia-Bogdaszowice-Kąty Wrocławskie-Piława-Mietków-Maniów-Domanice-Klecin-Pszenno-Jagodnik-Świdnica-Lubachów-Dziećmorowice-Wałbrzych




Góry Sowie forever. Przełęcz Walimska

Piątek, 6 maja 2022 · dodano: 06.05.2022 | Komentarze 0

Na rower miałem jechać wczoraj, ale zapowiadano spory deszcz. Odpuściłem sobie zatem. Deszczu nie lubię. Gdy już mnie złapie, to jadę, trudna rada. Ale kiedy mam wybór, jednak nie wystawiam się na krople. Prognozy się sprawdziły (o dziwo!) i wczoraj lało całe popołudnie.

Rano były ślady opadów: wilgoć i kałuże. Była też spora mgła. Lecz nie ma co narzekać. Było za to stosunkowo ciepło, coś 7-8 stopni. W pracy byłem przed siódmą. Łazienka dalej nie funkcjonuje, a więc przetarłem się tylko wilgotnymi chusteczkami i wziąłem się za wir roboty. Za oknem się chmurzyło, ale aura wyglądała na stabilną.

Dzień długi, a więc nie było potrzeby się zwalniać. Wyjechałem punkt piętnasta. Pogoda okazała się idealna: w miarę ciepło i bezwietrznie. Zwłaszcza ta druga okoliczność nie zdarza się często. Pociągnąłem w swoje ulubione Góry Sowie, tym razem celując w Przełęcz Walimską. Podjazd od mojej dzisiejszej strony (czyli od Jugowic) ma 10 kilometrów. Z początku stromizna jest niewielka, w granicach 3-4 procent. W Walimiu już robi się gorzej. Mamy parę kilometrów mocniejszego podjazdu. Rychłości kolarzowi nie przysparza droga wyłożona wybitą kostką. Jedzie się z mozołem i dość wolno. Mój licznik pokazywał 10-13 km/h. Innym pewnie wskazywałby więcej…

Zjazd do Pieszyc też nie jest taki jak dawniej. Po wyremontowanej parę (a może paręnaście? nie pamiętam dokładnie) lat temu drodze pozostało rzeszoto. Dziury, wyrwy i złuszczenia asfaltu wymuszają częstego używania klamek. Znacznie lepsza jakość nawierzchni jest na drugiej części zjazdu. Tam można sobie pozwolić na 50-60 km/h.

Po zjechaniu z Gór Sowich zauważyłem, że aura się jeszcze poprawiła. Wyszło ładne słońce. Podziwiałem swoje ulubione kolory: świeżą i nieskalaną zieleń wierzb i coraz głębszą żółć kwitnącego rzepaku. Piękny widok! Taki jest tylko na początku maja.

W domu byłem po dziewiętnastej. Wsunąłem kolację i zabrałem się za pisanie niniejszej mikrorelacji. Jutro chyba też jazda, bo na niedzielę znowu straszą deszczem…

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Dziećmorowice-Lubachów-Jez. Bystrzyckie (tama)-Jugowice-Walim-Przełącz Walimska-Rościszów-Pieszyce-Bratoszów-Bojanice-Bystrzyca Górna-Burkatów-Witoszów Dolny-Pogorzała-Wałbrzych




Miły początek maja. Wiązów

Wtorek, 3 maja 2022 · dodano: 03.05.2022 | Komentarze 0

Maj przyniósł ładną pogodę i dobre myśli. Jechało mi się dziś przyjemnie i energetycznie. Wiaterek powiewał, ale jakoś mi nie przeszkadzał. W połowie trasy zdjąłem termiczną bluzę i odtąd jechałem w klasycznie letnim stroju. Słońce było nienachalne, ale i tak opaliło wystające kończyny i twarz. Pola rzepaku zdawały się bardziej żółte. Na drogach było zatrzęsienie rowerzystów. Wylegli także motocykliści, którzy mają jakąś nieznaną przyjemność w sprawianiu wielkiego hałasu. Ja ich nie lubię. Oprócz początku i końca (w rejonie Wałbrzycha), trasa była raczej płaska.

Do domu dotarłem o osiemnastej. W trakcie jazdy nawet coś tam myślałem, by dokręcić do 200 km. Był czas i siły. No ale pomyślałem o przygotowanym obiadku i ściąłem do domu. Głód mnie bowiem morzył. Cały dystans pociągnąłem na trzech batonach.

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Dziećmorowice-Bystrzyca Dolna-Bojanice-Mościsko-Książnica-Jaźwina-Łagiewniki-Brochocinek-Strzelin-Wyszonowice-Wiązów-Wawrzęcice-Borek Strzeliński-Boreczek-Borów-Jordanów Śl.-Nasławice-Sobótka-Garncarsko-Maniów-Domanice-Klecin-Panków-Wierzbna-Nowice-Bolesławice-Milikowice-Witoszów Dolny-Pogorzała-Wałbrzych.




Dwadzieścia lat na rowerze. Przełęcz Jugowska-Broumov

Sobota, 30 kwietnia 2022 · dodano: 30.04.2022 | Komentarze 4

Dzisiejsza data jest dla mnie symbolicznym zamknięciem dwudziestu lat na rowerze. Całą moją historię pełną wzlotów i upadków można sobie tu poczytać. Ale raczej do lektury mocno nie zachęcam. Szkoda czasu, lepiej sobie pojeździć.

Pod koniec kwietnia 2002 roku zacząłem rowerową przygodę. Potem przez kolejne lata (aż do dzisiaj) rower był (i jest) ważną częścią mojego życia. Mój związek z nim przeplatał się z moją prywatną egzystencją, z moim postrzeganiem świata, z moim planowaniem swojej przyszłości. Najpierw z wielką przyjemnością odkrywałem swoje nowe możliwości, no i nowe obszary do zobaczenia z perspektywy dwóch kółek. Później gruntowałem w sobie miłość do tej pasji. Teraz cieszę się z dobrego zdrowia i bieżących uroków jazdy, choć rzecz jasna czuję w sobie coraz mniej krzepy. Lubię statystyki i mógłbym tu napisać wiele ciekawych rzeczy. Ale wspomnę tylko, że przekroczyłem 257 000 km, dotarłem do 30 państw, a moja średnia na jeden wyjazd to ponad 123 km. Najważniejsze jednak w tym jest dziwny fakt, że ciągle mnie to bawi. Ciągle coś planuję, coś kombinuję, coś oglądam, ciągle wytyczam w głowie nowe trasy. Rozumiejąc ograniczenia mojego gatunku, mam nadzieję, że jeszcze z 10 lat (w wersji optymistycznej z 15) będę tu coś wpisywał.

Dziś zatem wymyśliłem sobie trasę, która w pewnym sensie przypomniałaby mi moją pierwszą. Wtedy przejechałem nieco ponad 60 kilometrów, ale dziś zrobiłem dwa razy więcej. Pojechałem w swoje ulubione Góry Sowie. Podjazd na Przełęcz Jugowską poszedł mi sprawnie. Niestety na długich odcinkach poza górami musiałem zmagać się z wyraźnym przeciwnym wiatrem. Z domu wyjechałem późno, bo przed jedenastą. Jakoś nie mogłem się wydobyć z pieleszy. Dzień był pogodny, choć niezbyt ciepły. Ubrałem się prawie letnio. Prawie, bo do zupełnego letniego stroju dodałem pod spód na górę bluzę z termiczną. Długie spodnie termiczne też pewnie by się przydały, ale pozostały w domu. Rano przymocowałem nowy koszyk na bidon. Jest nawet fajny, ale mało praktyczny. Ma wąską gardziel i praktycznie w czasie jazy nie można do niego na powrót wsunąć bidonu. Bidon cały czas siedzi teraz w koszyku, żeby go rozepchać, Jak się nie uda, trzeba będzie zakupić nowy.

Na trasie spotkałem pana z Kamiennej Góry, o którym kiedyś pisałem. Jest to jegomość 80-letni, który wali bez problemu dystanse 80-kilometrowe. Chyba mnie poznał, bo pomachaliśmy sobie przyjaźnie. Nie można go pomylić, bo ma na twarzy wyraz wielkiego zacięcia, a spod kasku widać bujną siwą czuprynę.

W czeskich Otovicach zjadłem obiad. Knedle z gulaszem i zasmażaną kapustą podlane Primatorem. Wraz z napiwkiem wyszło 200 koron. Trochę dużo, zważywszy na to, że i czeska korona mocno ostatnimi czasy podskoczyła. Za 100 korona trzeba zapłacić 20 zł. Na ale przecież na jubileuszowej jeździe nie będę sknerzył.

Do domu dotarłem przed osiemnastą. Już w Wałbrzychu prawie doszło do wypadku. Pan wyjeżdżał z parkingu i prawie mnie stuknął. Potem chwilę porozmawialiśmy. Pan przeprosił, a ja poprosiłem go, aby był bardziej uważny…

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Pogorzała-Bystrzyca Górna-Bojanice-Pieszyce-Kamionki-Przełęcz Jugowska-Sokolec-Nowa Ruda-Tłumaczów-Otovice-Broumov-Hyncice-Ruprechtice-Mezimesti-Mieroszów-Kochanów-Grzędy-Czarny Bór-Boguszów-Gorce (Stary Lesieniec-Kuźnice Świdnickie)-Wałbrzych




Drobne starty. Bolków

Piątek, 29 kwietnia 2022 · dodano: 29.04.2022 | Komentarze 0

Chłód poranka był mniej dojmujący niż poprzednio. Termometr wskazał pięć stopni. Jechało mi się przyjemnie. Pierwsze kilka kilometrów mojego dojazdu do pracy odbywa się w sporym ruchu, by później wjechać na boczne ulice, a w końcu na ścieżkę rowerową wokół wałbrzyskiej strefy.

W pracy byłem później niż ostatnio, bo planowałem się zwolnić o czternastej. Planowana trasa była i dłuższa, i trudniejsza, a poza tym chciałem wcześniej dotrzeć do domu, by kapkę odetchnąć przed jutrzejszą jazdą jubileuszową. Ale o tym jutro… Łazienka ciągle nie działa, a więc dziś przetarłem się kupionymi wcześniej wilgotnymi chustkami. Szału nie było. Poza tym w pracy nie miałem majtek (bo zapomniałem je wcześniej wziąć z domu), a zważywszy że pierwszy odcinek też pokonałem bez tej istotnej części garderoby, w pracy chodziłem bez gaci. To jest miałem spodnie, ale nic więcej. Jakoś się udało.

Po południu był ładny dzień. Cieszyłem się promieniami słońca i błękitem. Przez długie rękawy i nogawki czułem prażenie. Było mi gorąco, ale nie miałem gdzie schować długiej garderoby, a więc jechałem w długich ciuchach, w stanie lekkiego przegrzania. Początkowy mój odcinek był po górkach. Było sporo podjazdów, a więc i miejsc, gdzie można się napocić. Z zadowoleniem pokonywałem te fragmenty, pamiętając o tym, że miesiąc temu znacznie bardziej się na nich męczyłem.

Gdy wjechałem na niziny, otoczyła mnie wiosna, która znacznie śmielej sobie tu poczyna niż na pogórzu. Zauważyłem nawet pierwszą nieśmiałą żółć rzepaków, które rozpoczynają kwitnienie. Piękna żywa zieleń cieszyła oczy.

W pewnym momencie dostrzegłem, że bidon w moim koszyku dziwnie się buja. Stanąłem i sprawdziłem go. Dwa ruchy w przód i w tył wystarczyły, by druty się wyłamały. Koszyk kupiłem parę lat temu na wyjeździe w Siedlcach. Byłem tam z moim kolegą Darkiem. Cóż, koszyk doszedł swoich dni. Bidon wsadziłem do tylnej kieszonki bluzki i pojechałem dalej. Po pewnym czasie zobaczyłem, że na rozepchanej bluzce rozszedł się zamek błyskawiczny. Delikatny suwak się rozwalił. Jechałem zatem dalej z dziurą na brzuchu.

Te straty jakoś mnie nie zasmuciły. W domu mam nowy koszyk. Hehe, karbonowy. Jutro rano go przykręcę. Znam też pewną krawcową, która za nieduże pieniądze wszyje mocniejszy zamek. Nie więc nad czym płakać.

Do domu dojechałem po dziewiętnastej. Głód mi doskwierał, a więc szybko wsunąłem kolację.

Jutro jubileusz…

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Struga-Stare Bogaczowice-Jaczków-Marciszów-Domanów-Bolków-Kłaczyna-Dobromierz-Stanowice-Nowy Jaworów-Komorów-Witoszów Dolny-Burkatów-Lubachów-Dziećmorowice-Wałbrzych




Powrót na własne śmieci. Dzierżoniów

Środa, 27 kwietnia 2022 · dodano: 27.04.2022 | Komentarze 2

Po udanej wycieczce na Podkarpacie, wróciłem na swoje trasy. Wycieczka trochę mnie wymęczyła, ale też przysporzyła mi nowych sił.

Rano do pracy wyjechałem wcześniej niż dotychczas, bo o 6:20. Dzień już wstaje godzinę wcześniej, zatem było zupełnie widno i nawet słonecznie. Niestety temperatura była skandalicznie niska. Mój termometr w liczniku pokazał 0,7 stopnia. Ubranie miałem już znacznie lżejsze, a więc nieco przemarzłem. W pracy byłem przed siódmą i dzięki temu mogłem ją opuścić około piętnastej, bez korzystania z nadgodzin. Niemiłą niespodzianką była awaria łazienki. Pękła jakaś rura i nie można było z niej skorzystać. Cóż było robić, skropiłem się intensywniej perfumą i tak przystąpiłem do swoich obowiązków. Ponoć sprawa jest grubsza i awarię nieprędko usuną, pomyślałem zatem, że będę się odświeżał wilgotnymi chusteczkami.

Jako się rzekło, z pracy wyruszyłem o piętnastej. Było chłodno, ale znośnie. Nogi działały całkiem dobrze. Wałbrzyskie podjazdy pokonałem bez trudu. Jechało mi się naprawdę przyjemnie. Do Dzierżoniowa dotarłem całkiem szybko. Nie wjeżdżałem do centrum miasta, tylko liznąłem strefę i przejechałem przez „dolny” Dzierżoniów. To nazwa nieoficjalna. Ta część miasta bardziej przypomina wieś. Zrosiły mnie tam małe opady, ale zupełnie nie zwracałem na nie uwagi.

Ostatni podjazd z Pogorzały zrobiłem na twardym przełożeniu. Rower szedł szybciej niż zwykle. Jest forma…

Dzisiejsza trasa:
Wałbrzych-Dziećmorowice-Bojanice-Piskorzów-Dorotka-Pieszyce-Dzierżoniów-Mościsko-Książnica-Jędrzejowice-Wiry-Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych




Zimny kwiecień. Dzień 5. Żabno-Puławy

Sobota, 23 kwietnia 2022 · dodano: 23.04.2022 | Komentarze 0

Impreza z kolegami przeciągnęła się do północy. Rano głowa trochę ciążyła i była suchość w gardle. No ale co zrobić. Trzeba było jechać.
Pogoda się poprawiłam. Dalej było chłodno, ale przynajmniej nie padało.
Teren płaski połykaliśmy szybko. Jazda w peletoniku ma swoje dobre strony.
Obiad zjedliśmy w Annopolu. Był to mój pierwszy obiad na całym wyjeździe.
Ja jazdę zakończyłem w Puławach. Koledzy zostali w tych okolicach na rowerową niedzielę. 
Pociągami dojechałem do mojej siostry pod Warszawę. Powrót do domu w poniedziałek. 




Zimny kwiecień. Dzień 4. Leżajsk-Żabno

Piątek, 22 kwietnia 2022 · dodano: 22.04.2022 | Komentarze 0

Rano znowu lało. Z hotelu wyjechałem po dziesiątej, aby po półgodzinie wylądować pod wiatą. Na poprawę pogody czekałem 1,5 godziny. Wyruszyłem jednak pomimo opadów. Deszcz towarzyszył mi przez kolejne trzy godziny. Prawie się przyzwyczaiłem. Planowaną trasę skróciłem jednak o 30 kilometrów.
Trasa była płaska, ale znowu pod lekki wiatr. Na końcu cieszyłem się z chłodu, ale bez wilgoci.
Teraz witam się z kolegami, Darkiem, Łukaszem i Pawłem, z którymi jutro ciągnę ostatni etap. Nocleg w miejscowości Żabno, koło Radomyśla nad Sanem. 




Zimny kwiecień. Dzień 3. Uherce Mineralne-Leżajsk

Czwartek, 21 kwietnia 2022 · dodano: 21.04.2022 | Komentarze 0

Zimny kwiecień trwa. Dziś dowalił też opady deszczu. Pół dnia brnąłem w opadach: najpierw lekkich, a potem już intensywnych. Harmonogram jazdy był napięty, a więc nie było sensu przeczekiwać. Zresztą nie zanosiło się na przejaśnienie. Na dokładkę wiatr też dmuchał w twarz.
Zjechałem z gór, chociaż były krzepkie interwały. Szczególnie ostre były na odcinku Mrzygłód-Dydnia.
Plan jazdy zrealizowałem. Wpadło 13 nowych gmin.
Teraz wszystko suszę na kaloryferze. Na szczęście w moim hotelu grzeją. 
Na jutro też prognozy kiepskie... 




Zimny kwiecień. Dzień 2. Krempna-Uherce Mineralne

Środa, 20 kwietnia 2022 · dodano: 20.04.2022 | Komentarze 0

Drugi dzień jazdy upłynął pod znakiem chłodu, ale bez opadów. Tytuł cyklu jest zatem odpowiedni.
Dziś niestety pożegnałem się z Krzyśkiem. Dopadła go jakaś bolesna przypadłość w kolanie i musiał wracać do domu. Dojechał do Krosnsi stamtąd pociągiem wrócił pod Warszawę.
Jeszcze raz się przekonałem, że rzekome skróty tylko wydłużają trasę. Tak się stało koło Zawadki Rymanowskiej. Dymałem 5 kilometrów podjazdu, by stanąć przy nieprzejezdnym szutrze. Nie ma to jak krajówki!
W okolicach Iwonicza i Rymanowa na bocznych odcinkach wbiłem się w straszliwe podjazdy. No 20 procent na mojej kolarzówce nie przekręcę. Musiałem trochę pchać rower.
Zaliczyłem swoją gminę nr 2000. Ta gmina to Besko.
W Uhercah Mineralnych już przy szarówce szukałem swojej zarezerwowanej kwatery. W końcu nocleg znalazłem gdzie indziej...