Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi RODDOS z miasteczka Wałbrzych. Mam przejechane 319542.40 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 22.60 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy RODDOS.bikestats.pl

Archiwum bloga

Niedzielne przemyślenia. Police nad Metuji

Niedziela, 19 sierpnia 2018 · dodano: 19.08.2018 | Komentarze 0

Przemyślenia były na tematy prywatne. Jazda sprzyjała wyciszeniu i zebraniu myśli. Trasa była bardzo malownicza (jak zwykle), pogoda bardzo dobra (jak ostatnio), forma niezła. A więc sobie myślałem.
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Burkatów-Zagórze Śl.-Jugowice-Głuszyca-Grzmiąca-Unisław Śl.-Mieroszów-Zdonov-Teplice nad Metuji-Dedov-Police nad Metuji-Honske sedlo-Broumov-Otovice-Tłumaczów-Nowa Ruda-Świerki-Głuszyca-Jugowice-Jez. Bystrzyckie (tama)-Bystrzyca Górna-Bojanice-Lutomia Dolna-Mościsko-Książnica-Jędrzejowice-Wiry-Świdnica.




Idealna pogoda. Udanin

Piątek, 17 sierpnia 2018 · dodano: 17.08.2018 | Komentarze 0

Schyłek lata daje piękną pogodę. Dziś było bardzo ciepło, ale nie upalnie, a poza tym wiatr był raczej niezauważalny. A więc idealne (przynajmniej dla mnie) warunki do jazdy. Jechało mi się zatem bosko. Z pewną nostalgią zauważyłem, że dzień się zauważalnie skurczył. Zarówno rano jak i wieczorem. No ale nie ma co się martwić, jeszcze sporo kilometrów w tym sezonie czeka, by je przemierzyć.
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-Szczawno Zdrój-Struga-Stare Bogaczowice-Chwaliszów-Dobromierz-Bronów-Jugowa-Roztoka-Godzieszówek-Rogoźnica-Targoszyn-Goczałków-Lusina-Udanin-Gościsław-Pyszczyn-Imbramowice-Domanice-Klecin-Gruszów-Pszenno-Jagodnik-Świdnica.




Piąte okrążenie Ziemi. Podlasie. Dzień 5. Drohiczyn-Małkinia Górna

Wtorek, 14 sierpnia 2018 · dodano: 16.08.2018 | Komentarze 2

Wczoraj zakończyłem swą wycieczkę na Podlasie. Poranek w Drohiczynie już zapowiadał gorący dzień. Rzeczywiście upał był dojmujący. Przed wyjazdem z tej byłej stolicy regionu podjechałem jeszcze nad Bug. Lubię obserwować rzeki i nie mogłem sobie darować takiej okazji. Mój nocleg był praktycznie tuż przy rzece. Chwilę wpatrywałem się w hipnotyzujące leniwe wody i wyruszyłem na ostatni etap, do Małkini. Na początek musiałem się zmierzyć z najcięższym podjazdem na swoim wyjeździe. Jeszcze w samym Drohiczynie czterysta metrów miało nachylenie może z 10 procent.

W Wysokim Mazowieckim zjadłem obiad. Po całej serii kotletów spałaszowanych w poprzednich dniach zjadłem kopytka z gulaszem w knajpie „Szklarnia”. Bardzo dobre. Chyba będę musiał zrewidować swoje poglądy o wyższości kotletów świniowych nad innymi daniami. Jak to zwykle bywa upały przynoszą czasem burze. Tak było i tym razem. Niebo cały czas było dotąd błękitne, ale okryte delikatną mgiełką. Za chwilę świat ściemniał. Bez żadnego ostrzeżenia lunęła fala wody, a nad głową zaczął hulać wiatr. Nawet na chwilę, wiedziony pierwotną bojaźnią, uciekłem w kępę zarośli. Dawały marną ochronę, bo deszcz był przenikliwy. Cóż było robić? Już lepiej moknąć jadąc niż stojąc. Zatem ruszyłem w drogę. Deszcz policzkował mnie z furią w twarz. Z nadzieją wypatrywałem jakiejś wiaty, ale na Podlasiu nie są to częste obiekty. W końcu przemoczony całkiem dokładnie dotarłem do Czyżewa. Lało dalej. Na chwilę stanąłem pod jakimś dachem i wyżąłem odzież. Niestety tego samego nie dało się zrobić z butami, w których chlupotała woda. Do celu mej jazdy, czyli do Małkini, brakowało jeszcze jakieś 30 kilometrów. Gdy deszcz się nieco zmniejszył, ruszyłem dalej. Na granicy województw podlaskiego i mazowieckiego opady ustały. Zrobiło się nawet ciepło. Zacząłem powoli schnąć. Jechałem w ostatnim w miarę czystym rowerowym odzieniu. Połączenie potu i wody deszczowej daje przykre zapachowe rezultaty. Już mi żal było tych ludzi, którzy będą ze mną podróżować nocnym pociągiem do Wrocławia. Do Małkini dojechałem już bez przygód. Na trasie dotarłem do miejsca, gdzie rowerowo zamknąłem symbolicznie piąte okrążenie Ziemi. Nawet nie wiem dokładnie, gdzie to było, bo nie chciało mi się robić wcześniej obliczeń…

W Małkini czekało mnie parę godzin czekania na pociąg. Usiadłem na ławce i obserwowałem rozkopany dworzec. Było ciepło, słonecznie i przyjemnie. Zjadłem kolację złożoną z produktów zakupionych w pobliskim sklepiku. Tak się złożyło, że w pociągu koło mnie nikt nie siedział. Nie musiałem mieć zatem wyrzutów sumienia z powodu smrodu. Trochę podsypiając dotarłem do Wrocławia. Następnym pociągiem dojechałem do Jaworzyna Śl., a stąd już ostatnie 10 km przebyłem do domu na rowerze. W domu odespałem zarwaną noc…

Na koniec parę słów o całym wyjeździe. Na Podlasiu byłem po raz trzeci. Tym razem jednak z pełną premedytacją zabrałem się za zaliczanie gmin. Jazda taka jest wyjątkowo niezgodna z moim charakterem. Wolę mknąć cały czas do przodu i widzieć na mapie pokonane duże dystanse. Tym razem jednak raczej kręciłem się dookoła. Wycieczkę zacząłem w Łapach, a skończyłem w Małkini, miejscowości te dzieli kilkadziesiąt kilometrów, tymczasem łącznie na Podlasiu przejechałem blisko 700 km. Gdyby wygrała moja natura spokojnie dojechałbym do domu. No ale cóż. Pomysł zaliczania gmin też jest dla mnie pociągający. Na razie zatem zaliczam. Jak już to zrobię, będę folgował swoim instynktom. Podlasie stanowi dla rowerzysty obszar kontrastów. Z jednej strony są strasznie obciążone krajówki, na których przewalają się całe chmary tirów. Nie jest to miejsce przychylne dla rowerzysty. Z duszą na ramieniu przemknąłem odcinek Wasilków-Czarna Białostocka, a białoruskie wielkie ciężarówki mijały mnie o cal. Nie miałem jednak w tym rejonie za dużego wyboru. Większość jednak dróg przebiega sielskimi, spokojnymi obszarami, wśród pól i lasów, a łatwiej tam dostrzec bociana maszerującego po łące niż człowieka. Jako swoisty wyraz nadmiernego optymizmu oceniłem w końcu wzięcie przez siebie na ten wyjazd roweru szosowego. Sporo dróg się utwardza, sporo remontuje, lecz nie ominęła mnie też przyjemność pokonywania szutrów i straszliwych bruków. Jechałem tam z duszą na ramieniu, albowiem w każdej chwili mogłem złapać gumę. Oczywiście miałem zapas, ale cóż z tego. Przecież nawet po wymianie kichy nie byłbym w stanie odpowiednio dopompować koła. Moja szosówka spisała się jednak na medal. Dzielnie zniosła te nieprzychylne dla niej nawierzchnie. Parę razy jednak musiałem rower prowadzić, bo pojawiły się kopne piaski. Byłem na wyjeździe pięć dni i jest to odpowiednia ich liczba. Pod koniec doświadczyłem uczucia pewnej monotonii. Nocowałem pod dachem i z pewnym zdziwieniem odnotowywałem niski koszt takich usług. Za noc płaciłem 35-60 zł, przy czym na najwyższa wartość dała mi warunki w niczym nie ustępujące dobremu hotelowi. Warto na koniec zaznaczyć, że cały czas na Podlasiu mieszkają uprzejmi i sympatyczni ludzie. Byli oni rozbrajająco zainteresowani tym, po co ktoś przyjechał do nich i jeździ tutaj na rowerze. Miłe to było. Poza tym nie mogłem się nasłuchać śpiewnemu językowi polskiemu charakterystycznemu dla wschodnich rubieży. Na razie zatem mam dość Podlasia, bo przecież jest tyle innych miejsc. Pewnie tu wrócę. Może na rowerze wyprawowym (z nieco solidniejszym ogumieniem), by pozaliczać kolejne tutejsze gminy, tym razem już ciut dalej na zachodzie, bo cały wschód już zjeździłem.




Podlasie. Dzień 4. Zagruszczany-Drohiczyn

Poniedziałek, 13 sierpnia 2018 · dodano: 13.08.2018 | Komentarze 0

Pogoda idealna. Nie licząc kiepskiego wiatru. Jutro ostatni dzień włóczęgi po Podlasiu.




Podlasie. Dzień 3. Lipsk-Zagruszczany

Niedziela, 12 sierpnia 2018 · dodano: 12.08.2018 | Komentarze 0

Podlaskie broniło swoich gmin szutrami i złym wiatrem. No ale przez parę z nich przejechałem, przy samej wschodniej granicy. Zobaczyłem klimatyczny meczet w Kruszynianach.




200 000 km. Podlasie. Dzień 2. Laudańszczyzna-Głęboki Bród-Lipsk

Sobota, 11 sierpnia 2018 · dodano: 11.08.2018 | Komentarze 0

Dziś dobrnąłem do swego 200 000 km. Wypadł on w Puszczy Augustowskiej. Zlało mnie nieprzeciętnie. No i tyle.




Podlasie. Dzień 1. Łapy-Laudańszczyzna

Piątek, 10 sierpnia 2018 · dodano: 10.08.2018 | Komentarze 0

Wymęczyła mnie noc w pociągu oraz wielki upał w ciągu dnia. Na nocleg zdążyłem tuż przed ulewą i burzą.




Podlasie. Prolog. Świdnica-Wałbrzych-Smolec

Czwartek, 9 sierpnia 2018 · dodano: 09.08.2018 | Komentarze 0

Rano do pracy, a po niej prawie serka na pociąg. Jutro już będę na Podlasiu.
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-Modliszów-Milikowice-Jaworzyna Śl.-Pastuchów-Goscislaw-Samborz-Kostomłoty-Kąty Wrocławskie-Małkowice-Pietrzykowice-Rybnica-Smolec.




Góry Sowie forever. Przełęcz Walimska

Wtorek, 7 sierpnia 2018 · dodano: 07.08.2018 | Komentarze 0

Góry Sowie chyba na zawsze pozostaną ulubionym kierunkiem moich wyjazdów. Po pracy pojechałem tam po raz może pięćsetny. I znowu się nie zawiodłem. Choć na Przełęcz Walimską pchałem się ciągle remontowaną drogą przez Rościszów, to gdy wreszcie otoczył mnie las i jego cisza, poczułem błogość. Na podjeździe szło mi z pewnymi oporami. Alpejska forma chyba powoli ulatuje. Cień lasu dawał przyjemne uczucie ulgi po słonecznym prażeniu.
Żeby uczynić zadość swoim teoriom, o którym jakiś czas temu pisałem, do domu wróciłem mocno lawirując. W tym dwa razy pokonałem trasę Dziećmorowice-Bojanice. Czasem jazda na rowerze daje wielką przyjemność, mimo krótszego dystansu, czy słabszej formy. Dziś był właśnie ten dzień.
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Pogorzała-Wałbrzych-Nowy Julianów-Dziećmorowice-Lubachów-Bojanice-Pieszyce-Rościszów-Przełęcz Walimska-Walim-Jugowice-Olszyniec-Wałbrzych-Dziećmorowice-Bojanice-Opoczka-Świdnica.




Penetracja Wielkopolski. Świdnica-Mosina

Sobota, 4 sierpnia 2018 · dodano: 04.08.2018 | Komentarze 0

Udało mi się zrobić ciekawą trasę ze Świdnicy pod Poznań. Profil płaski, ale pewnego smaczku dodawał przeciwny wiatr. Nie był zbyt mocny, ale wyraźnie odczuwalny. Nawet w Wielkopolsce napotkałem znak "zjazd 11 %", osiągnąłem na nim prędkość blisko 60 km/h. Jak na ten obszar, to rewelacja. Było to w okolicach Bojanic. Upał był krzepki, ale w Wołowie zrosił mnie letni deszczyk. Potem już sam się zraszałem wylewając na głowę i ciało zimną wodę.
Dzisiejsza trasa: Świdnica-Niegoszów-Wilków-Klecin-Domanice-Mietków-Kostomłoty-Cesarzowice-Kulin-Rakoszyce-Kryniczno-Juszczyn-Miękinia-Klęka-Brzeg Dolny-Pysząca-Stobno-Wołów-Pełczyn-Głębowice-Lubiel-Płoski-Wąsosz-Rudna Wielka-Czechnów-Bojanowo-Poniec-Krzemieniewo-Bojanice-Krzywiń-Jerka-Rąbiń-Donatowo-Kopyta-Brodnica-Żabno-Mosina.
Powrót do domu dwoma pociągami... Przed chwilką.